Trwa ładowanie...

"O matko! Stop!". Podsiadło musiał szybko przerwać koncert

Stadion w Gdańsku zapełnił się po same brzegi dla Dawida Podsiadły. Koncert, który miał wydarzyć się aż dwa lata temu, spełnił absolutnie wszystkie oczekiwania. A może dał fanom więcej, niż sobie wyobrażali. Wszystko za sprawą gości, których w Gdańsku nie brakowało. Doszło też do niespodziewanego incydentu.

Share
Dawid Podsiadło rozbił bank na koncercie w GdańskuDawid Podsiadło rozbił bank na koncercie w GdańskuŹródło: East News, fot: Irek Dorozanski
d46gr7f

Kto by się spodziewał, że skromny do bólu chłopak z talent show będzie wyprzedawał stadiony? Na koncerty Dawida Podsiadły ciągną tłumy i nie inaczej było w Gdańsku, czyli na pierwszym stadionowym koncercie. Planowo miał się odbyć na początku czerwca... 2020 r. Pandemia zniszczyła marzenia wielu artystów, ale i fanów, którzy wydali pieniądze na to, by zobaczyć swojego ulubieńca. To, co po dwóch latach udało się w końcu zrealizować w Gdańsku, było najbardziej spektakularnym powrotem wielkich koncertów.

Nad chłodnym wieczornym morzem musiało zacząć się od "Nie ma fal". Publiczność rozbujała się w kilka sekund, witając Podsiadło głośnym odśpiewaniem refrenu. Nie był to skromny początek. Zaczęło się od łupnięcia, a potem było tylko lepiej, ciekawiej i coraz bardziej porywająco. Dawid zaznaczył, że, tak jak obiecał, na scenie pojawią się goście, ale nie chciał zdradzić, kto dokładnie przyjechał zaśpiewać z nim na gdańskiej scenie. Dlatego publiczność ryknęła, gdy po kilkunastu minutach u boku Podsiadły pojawiła się Sanah. Zaśpiewali razem "Ostatnią nadzieję", ku uciesze pełnego stadionu. Najbardziej rozchwytywany aniołek w białej, zwiewnej sukience został przyjęty gromkimi brawami, ale na więcej niż jeden kawałek fani nie mogli liczyć.

Zobacz: Dawid Podsiadło przypomniał apel Kingi Dudy. Prezydencki minister komentuje

Podsiadło i jego fantastyczny zespół (przede wszystkim artystki, które razem z nim śpiewają na koncertach) sprawnie żonglowali utworami, które wszyscy dobrze znają. To była prawdziwa uczta złożona z piosenek, które mają po kilka-kilkanaście milionów wyświetleń na YouTubie, ale Podsiadło zaserwował też parę w nowej aranżacji. Szczególnie dobrze brzmiały na stadionie te z cyklu Leśna Muzyka.

d46gr7f

Ale nie tylko muzyka wypełniała płytę i pełzała po trybunach. Koncert Podsiadły wzbogacały świetne wizualizacje, za które ktoś powinien zdecydowanie dostać podwyżkę. To był piękny spektakl, od którego trudno było oderwać wzrok.

Publika wydzierała się na "W dobrą stronę", na "Najnowszy klip" czy na utworze "Trofea". Nagle gdzieś w połowie koncertu zespół opuścił scenę, by można było pokazać krótki materiał o wojnach, które mają dziś miejsce: w Syrii i w Ukrainie. 5 mln syryjskich dzieci musiało opuścić swój dom, miliony z nich nigdy nie żyły w czasach pokoju. W Ukrainie już od ponad 100 dni toczy się wojna, która wyniszcza życie społeczeństwa. Po materiale Podsiadło wrócił na scenę, by zaśpiewać m.in. "Nie kłami".

Koncert trzeba było jednak nagle przerwać. - O matko! Stop! - rzucił artysta. Wypatrzył, że ktoś stojący przed nim w tłumie stracił przytomność. Dawid czekał, aż tą osobą zajmą się ratownicy i zapewniał wszystkich, że jeśli będzie się coś dziać, są osoby, które pomogą. Nawet on. Co pokazało, że nie tylko jest zwierzęciem scenicznym, ale ma wyczucie publiczności. Zwracał na nią uwagę, był z nią, śpiewał dla niej, czerpał od niej energię. Co jakiś czas rzucał żartami i upewniał się, czy wszyscy mają świetny wieczór. Każdy żart był przyjmowany lepiej niż na kabaretach. Podsiadło sam nawet przyznał, że zachowuje się jak stand-uper, ale przez to ten koncert był jeszcze lepszym wydarzeniem. Ludzie tego człowieka po prostu uwielbiają.

A on zaserwował publice dwa nowe kawałki, w tym "Szarość i róż". Chyba nikt się nie spodziewał, że nagle na scenie pojawi się... orkiestra dęta, dając porywające show. Może być lepiej? Okazuje się, że u Podsiadło może. Do Gdańska przyjechali Kortez z Krzysztofem Zalewskim, by zaśpiewać "Początek", czyli hymn Męskiego Grania 2018. "Rzeka gardeł" z tekstu dobrze oddaje to, co działo się podczas tego wykonu. Prosiło się, żeby panowie zostali na scenie na dłużej, ale Podsiadło tylko rzucał te smaczki, prowadząc publikę w kolejne utwory, kolejne aranżacje. A już to, co stało się na stadionie, gdy Podsiadło zaczął śpiewać pierwsze słowa "Nieznajomego", to najprawdziwsza bajka. Wszyscy chwycili za telefony, uruchomili latarki - trybuny i płytę zalała fala maleńkich światełek, które w połączeniu z tą piosenką wprowadziły klimat, którego nawet nie da się opisać. To trzeba zobaczyć na własne oczy.

Po ponad dwóch godzinach Podsiadło zapowiedział ostatni numer, ale ci, którzy uwierzyli, że będzie to naprawdę ostatni kawałek i wyszli ze stadionu, będą się pewnie bić w pierś. Po krótkiej przerwie wypełnionej okrzykami i oklaskami Podsiadło wrócił, ale nie sam, bo z Taco Hemingwayem. Przebrani w ortaliony zaśpiewali razem "Tamagotchi", a potem jeszcze "W piątki leżę w wannie".

Ta fenomenalna impreza skończyła się po "Małomiasteczkowym". Ten jego małomiasteczkowy hit i małomiasteczkowe słowa ostatni raz odśpiewał kawał narodu zebrany na stadionie w Gdańsku. To dla wielu będzie niezapomniany koncert. Choć nie zabrakło takich, którzy narzekali na nagłośnienie, fatalną organizację podczas wpuszczania koncertowiczów na trybuny i płytę, potężna fala opuszczających stadion w środku nocy też nie miała najlepszych i najbezpieczniejszych warunków, to trzeba przyznać: na takie wydarzenia czekaliśmy. Opłacało się zatrzymać bilet na dwa lata, by dostać takie show, o którym będzie się długo pamiętać. Jeśli jeszcze gdzieś zobaczycie bilety na kolejne stadionowe koncerty Podsiadły, to nie wahajcie się. To będzie doskonała inwestycja.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d46gr7f
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d46gr7f
d46gr7f