Trwa ładowanie...
Stop narkotykom, start trawie! Łąki Łan świętuje 20-lecie
Źródło: Materiały prasowe
20-12-2019 17:29

Stop narkotykom, start trawie! Łąki Łan świętuje 20-lecie

- Byłeś kiedyś w związku, prawda? To wyobraź sobie, że każdy z nas jest w kilku związkach na raz. I to od tylu lat – mówi Piotr "Mega Motyl” Koźbielski, perkusista Łąki Łan. Okrągły jubileusz zespół świętuje nową – piątą w dorobku – płytą pt. "Raut”.

Share

Nie przyda, nic ci się nie przyda,
nie da ci nic z tego, co łan trawy ci da.

To dwuwers z "Propagandy”, jednego z pierwszych utworów zespołu. Dla muzyków i ich fanów aktualny do dziś. Ci, którzy dopiero ich poznają, w pierwszej chwili myślą: - Co to za nazwa?!

- Włodek napisał na karteczkach kilka swoich propozycji, a potem głosowaliśmy. No i wygrało "łąki łan”. Nie pamiętam pozostałych propozycji – opowiada "Mega Motyl”.

d2nl7av

To był 1999 r. Czyli tuż po tym, jak "Motyl” i klawiszowiec Jarek "Poń Kolny” Jóźwik postanowili grać razem. I tuż po tym, jak "Poń” spotkał Włodka Dembowskiego.

– Na imprezie pod Warszawą. Włodek pokazywał mi swoje teksty, były fajne, więc później przyprowadziłem go na próbę – opowiada "Poń”. Niedługo potem Dembowski dołączył do zespołu.

Tak formował się pierwotny skład Łąki Łan. W sumie kilkanaście osób, a wśród nich trzech z tych, którzy są do dziś: "Mega Motyl”, "Poń” i wokalista Włodek Dembowski, wtedy "Doktór Żwir”.

W 2000 r. dołączył czwarty z będących do dziś – gitarzysta Michał "Bonk” Chęć. – Przyszedłem niedługo po tym, jak chłopaki wymyślili nazwę. Właściwie… jak usłyszałem nazwę, to już wiedziałem, że będzie dobrze – śmieje się "Bonk”.

Część jest przed dwudziestką, część niewiele po. Zaczyna się największa przygoda ich życia.

Pierwszy i ostatni koncert

Piekarnię przy Młocińskiej pamiętają nawet dzisiejsi 30-latkowie, którzy wychowali się w Warszawie. Miejsce trochę tajne, trochę elitarne. – Kluby nie podawały wtedy adresów, nie promowały się, wszystko szło pocztą pantoflową. Na przełomie wieków to było normalne po doświadczeniach z lat 90., gdy w Warszawie do bardzo wielu miejsc wchodziły środowiska przestępcze, różnego typu niechciani goście – wspomina Bartek Chaciński, dziennikarz muzyczny "Polityki”.

To tam Łąki Łan zagrał w czerwcu 2000 r. swój pierwszy koncert. Jeszcze w bardzo luźnym, liczącym kilkanaście osób składzie. Poza nimi na scenie wystąpili Agressiva 69 i Siła Dźwięku. W tym ostatnim zespole grał DJ Spike.

– Piękne czasy bez internetu, jeden telefon wystarczył, by wszyscy się zebrali. Tak organizowaliśmy te imprezki, a chłopaki zawsze tworzyli na nich jedną wielką baśń. Ich koncerty były wtedy w dużo większej mierze muzycznym fristajlem. To było coś wspaniałego - baśniowe seanse, teatralna psychodelia. Wiadomo, różne rzeczy się brało, żarło – wspomina dziś DJ Spike.

Chaciński: - Piekarnia była w pomieszczeniach po starej piekarni, postindustrialne tereny. I tam grali często house’owi, dj-e wtedy coś zupełnie świeżego. W tych klimatach Łąki Łan świetnie się odnaleźli, pasowali energią.

Na którąś z prób Piotr Koźbielski przychodzi w przebraniu motyla. Bo wcześniej był tak na imprezie i wszystkim się spodobało. Muzycy uznają, że od tej pory będą się przebierali. Wymyślają wizerunki i ksywki. W ten sposób perkusista Koźbielski przepoczwarza się w "Mega Motyla”, klawiszowiec Jóźwik zostaje "Poniem Kolnym”, gitarzysta Chęć - "Bonkiem”.

d2nl7av

Wokalista Dembowski przyjmuje pseudonim "Doktór Żwir”, basista Stanisław Wróbel - "Poważka”, a kolejny klawiszowiec Krzysztof Pieszak staje się "Cyberbiedronem”. Skład się klaruje, od tej pory grają w sześciu. Przed nimi dziesiątki koncertów z improwizowanym groove’m a la dj-e techno. Koncert w Piekarni okazuje się pierwszym i ostatnim, na którym wystąpili bez przebrań.

Kalafior z głowy

Pierwsze lata to dziesiątki koncertów i zabawy. Muzyka? - Z gatunku psychodiscopola czy technofunkrocka na murzyńskim luzie – określają się na łamach "Gazety Wyborczej” w 2003 r.

A koncerty jak seanse. Włodek "Doktór Żwir” Dembowski przemienia się w "Księżula Sporysza” i jest głównym aktorem tych seansów.

– Wyobraź to sobie. Włodek bierze jakąś osobę z publiczności na scenę, sadza na krześle i zakłada tekturowe pudełko na głowę. Z kartonu wyjmuje kalafiora, który ma imitować mózg. Rozbija go o podłogę, a do pudełka wkłada kępę trawy – opowiada DJ Spike. Innym firmowym numerem wokalisty jest wysysanie soków wielką drewnianą strzykawką z tej kępy i wstrzykiwanie go sobie we włosy.

"Space-rock z funkową pulsacją spodobał się publiczności. Grupę tyle razy wywoływano na bisy, że trwały one chyba dłużej niż sam pierwotnie planowany program” – pisze "Wyborcza”, recenzując koncert z festiwalu "Era Nowe Horyzonty” w 2005 r.

Choć czują, że to fala wznosząca, w kraju sukcesy odnoszą inni. Początek lat 2000 to m.in. sukces grupy Sistars, która także klasyfikowana jest jako muzyka alternatywna. Wbrew fali wznoszącej, z zespołu odchodzi Krzysztof "Cyberbiedron” Pieszak. – Byliśmy w Bieszczadach. Wziął walizkę i odszedł – mówią tajemniczo muzycy.

W 2005 r. wydają pierwszą płytę pt. "Łąki Łan”. Dziennikarz "Wyborczej” Marcin Babko nie może się nachwalić: "Niesamowity miks rock'n'rolla, funku, kosmicznych brzmień i tanecznego transu. Muzyka i teksty stawiają na hipnotyzujący humor. Bez oporów czerpią z world music: jest tu folk z Afryki, Indii i Podhala. Powstała bardzo sympatyczna, imprezowa płyta”.

Ale sam Włodek Dembowski kilka lat później będzie dużo surowszy na łamach "Życia Warszawy”: - Nagraliśmy ją w jakieś trzy dni. Brzmienie fatalne, nic dziwnego, że szybko przepadła.

Pierwsza płyta, zamiast cementować, zaczyna rozbijać grupę. – Tłukliśmy się nie raz. Zwłaszcza na początku, w pierwszych latach było grubo – zdradza kiedyś "Mega Motyl”. Używki nie pomagają.

d2nl7av

Konflikty w zespole doprowadzają do odejścia jego scenicznego lidera. – To nie było do końca tak, że narkotyki mnie rozwalił, beret bardziej rył mi alkohol – wspomina Dembowski. Zaraz potem odchodzi Staszek "Poważka” Wróbel – wybiera inne klimaty, później gra m.in. z Nosowską.

To był najtrudniejszy okres zespołu. Bez frontmana niewiele się działo. Zmalała liczba koncertów. Gitarzysta "Bonk” wyjechał do Anglii. Nagle z szóstki została trójka.

Na ratunek T4

- Położyłem się kiedyś na Moczydle [park w Warszawie] na łączce i mówię: „A nuż przyjdzie nam jeszcze gościnnie przynajmniej razem wystąpić, to napiszę taką piosenkę. Na wszelki wypadek, że może się kiedyś jednak na chwilę chociaż spotkamy” – wspominał w "Uwadze TVN" Włodek Dembowski.

Jest 2007 r., gdy z Londynu wraca "Bonk”. Zarobił trochę pieniędzy, kupił Volkswagena Transportera T4, wraca do prób z wybrakowanym zespołem. Nagrywają nowe kompozycje, ale sami nie wiedzą, co dalej.

"Bonk” nie ma złudzeń: wszyscy potrzebują jeszcze jednej szansy.

– Środek nocy. Podjechałem moim Volkswagenem T4, wpakowałem do środka Włodka, no i… do sali prób potajemnie. Tam Włodek nagrał wokal do jednego z naszych numerów. Mówił, że tekst pisał na Moczydle – wspomina "Bonk”.

Nagranie podoba się reszcie ekipy. Zgadzają się, by Włodek wrócił. Tak powstaje utwór "Galeon”, a Dembowski z "Księżula Sporysza” przeradza się w "Paprodziada”. – To mnie odmieniło nie tylko artystycznie, to był przełom w moim życiu w ogóle – wspomina "Paprodziad”. Jest 2007 r. Przełomów będzie więcej, bo jego powrót to niejedyny tego roku ważny moment dla zespołu.

Prodigy na supporcie

Warszawska grupa Sistars kończy działalność. Nie pomogła popularność, 1. miejsca na liście OLiS i pięć Fryderyków. Wśród nich za produkcję muzyczną – dla Bartka Królika i Marka Piotrowskiego. W 2006 r. siostry Natalia i Paulina Przybysz decydują się na solowe kariery. Muzycy także idą w swoją stronę.

Łąki Łan znów ćwiczą na próbach, mają w zanadrzu wiele kawałków jeszcze z poprzednich lat. Ale i wciąż szukają brakujących ogniw w zespole. Na razie jest ich czterech – perkusista "Mega Motyl”, gitarzysta "Bonk”, klawiszowiec "Poń Kolny” i wokalista "Paprodziad”. W końcu "Mega Motylowi” udaje się przekonać jednego, a później kolejnego muzyka.

d2nl7av

- Bartek śpiewał sobie i grał z Markiem. Dołączył "Motyl” na bębnach i ja na Wurlitzerze. Taka improwizacja, Włodek to wszystko nagrał kamerą – mówi "Bonk” o jednej z prób, w których uczestniczyli już w nowym składzie.

Zobacz wideo:

Tak powstał utwór "Jammin”. Niewiele wcześniej dwaj byli członkowie zespołu Sistars dołączyli do Łąki Łan. Przyjęli ksywki – odtąd basista i wokalista Bartek Królik to "Zając Cokictokloc”, a klawiszowiec Marek Piotrowski to "Jeżus Marian”. Łąki Łan znów grają w sześciu, a metamorfoza Dembowskiego w "Paprodziada” umacnia wizerunek zespołu kochającego trawę i w ogóle naturę. – Razem z jego przemianą następowała przemiana zespołu. Włodek "Księżul Sporysz” to była psychodelia, zakładanie fanom kartonów na głowę i wyciąganie mózgów. Włodek "Paprodziad” skierował nas w jeszcze bardziej łąkową stronę – mówi "Mega Motyl”.

Znów nabierają tempa, energii i weny. Tworzą materiał na nową płytę i koncertują, w zasadzie za każdym razem wyprzedając kluby.

– Byliśmy na kilkudziesięciu koncertach, pod setkę. Zawsze była pełna sala. Kiedyś jeden z chłopaków spóźnił się i zagrali bez niego. Zrobili taki rozpierdol, że ludzie nie wiedzieli, gdzie są – wspomina VJ Adam Rosołowski, który jeździł w trasy z Łąki Łan w latach 2006-2008, robiąc podczas koncertów wizualizacje.

Ty, co nie lubisz trawy, who you wanna be? Ch...m wanna be?
Ty, co nie lubisz, traw, pif paf! Pif, pif paf!

2009 r. to druga płyta - "Łąkiłanda”. A na niej m.in. "Big baton”, z którego są powyższe wersy, "Galeon” i "Propaganda”, która doczekała się oficjalnego wydania po 9 latach od powstania. To przeboje płytowe, ale na koncertach tłumy szaleją też do "Aprokofa” i "Selawi”, które brzmią zupełnie inaczej niż na płycie. "Aprokofa” zobaczyć można na tym zapisie z koncertu autorstwa Adama Rosołowskiego (od 3 minuty):

Dwa miesiące po premierze płyty występują na pierwszym dużym i prestiżowym festiwalu zagranicznym - 44. Montreux Jazz Festival w Szwajcarii. 12 lipca wieczorem pod gołym niebem w parku Vernex grają dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi.

d2nl7av

– To był pierwszy występ przed tak dużą publicznością. Niesamowita sceneria, pierwszy wielki chrzest – mówi "Poń”. Jednak dla Bartka "Zająca” Królika przełomowy był pierwszy występ na Woodstocku: - Przysłowiowy milion osób zobaczyło nas wtedy jednego dnia.

To pierwszy raz, gdy Łąki Łan występuje na największym w Polsce festiwalu. Oczywiście w przebraniach.

Koncert zostaje tak dobrze odebrany, że rok później znów przyjeżdżają do Kostrzyna nad Odrą. Trema? Nie widać, choć powinna być jeszcze większa. W 2010 roku byli jednym z wielu zespołów, teraz – zamykają cały festiwal na głównej scenie. Przed nimi zagrało The Prodigy. "Paprodziad” nic sobie z tego nie robi. Tańczy jak zwykle boso i śpiewa: "Ty, co nie lubisz trawy, who you wanna be? Ch...m wanna be?”.

Za chwilę roztrzaska na scenie elektryczną kosiarkę do trawy. A potem będzie rzucał publiczności sztuczne kwiaty, które zebrał wcześniej na cmentarnych śmietnikach. Zrobi to zawieszony na linie kilkanaście metrów nad sceną. A w trakcie śpiewania „Big batona” wykrzyknie ze sceny: "Stop narkotykom, start trawie!”.

Po koncercie dostanie za to burę od Jurka Owsiaka. Ale wcześniej ten sam Owsiak jeszcze ze sceny krzyczy: - Czy mógł być piękniejszy koncert na zakończenie? Z całym szacunkiem, niech się zespół o angielskiej nazwie schowa!

Nawiązuje tym do The Prodigy, które zabroniło ekipie Owsiaka nagrywania koncertu. Później doda jeszcze, że Anglicy grali jedynie support przed Łąki Łan. Z występu powstaje wydawnictwo DVD. Zyskują coraz większą popularność.

Tekst "?"

Idąc za ciosem, w 2012 r. wydają płytę "Armanda”. A na niej w końcu, po sześciu latach od powstania, wydane studyjnie "Jammin” – jak deklarują sami muzycy, największy hit w ich historii. Fani przez lata nie mogli dociec, co Bartek "Zając” Królik śpiewa w tym utworze. Nie rozwikłała tego książeczka z płyty, w której wydrukowane są teksty wszystkich piosenek. Przy "Jammin” widnieje tylko: "?”.

Językowe łamigłówki fani mają jednak nie tylko z tekstami "Zająca”. Nie łatwiej jest w piosenkach z "Paprodziadem” na wokalu, zwłaszcza gdy w szybkim tempie rapuje.

Człap i łap zapał, łap bakcyla, co mile umila.
Gdy przygoda, wtedy dół na dno da, a nuda da dyla.
Wstąp na step, na step, pól twista, cool turysta.
Na pastwisk pastwę pysk wystaw. Łap dystans!

- To było jakoś w 2013 r. Po drodze na spotkanie Włodka z fanami w Zielonej Górze kupiliśmy w sklepie soczki Tarczyn. One pod nakrętkami mają jakieś napisy, ciekawostki. Włodek poprosił mnie, bym nie wyrzucał nakrętki, on sobie weźmie, bo te napisy potem wykorzystuje w tekstach – opowiada Paweł Hekman z "Gazety Wyborczej”.

Spotkanie z fanami odbywa się w lesie pod miastem. Przez 3 godziny wszyscy chłoną kontakt z naturą, śpiewają, śmieją się, leżą na trawie. Wieczorem koncert. Jak zwykle pełna sala. Fani skonsternowani, bo "Zając” śpiewa "Jammin” w rozbudowanej wersji, z nowymi wersami. I znów nie mogą zrozumieć, jak dokładnie brzmią słowa.

– Bartek w różnych wywiadach dla jaj mówi różne wersje tego tekstu. Ale tak w ogóle to nie ma jednej wersji. To jest zbitek sylab, pojedynczych słówek. Stąd ten znak zapytania w książeczce na płycie – zdradza "Mega Motyl”.

Źródło: Materiały prasowe

Koncerty są wielkim świętem miłości i zabawy. Chodzący na boso "Paprodziad” rzuca publiczności sztuczne kwiaty. Jednym z przebojów zespołu jest piosenka "Syntonia”, wydana zresztą na płycie o takiej samej nazwie w 2015 r. To jeden z manifestów zespołu:

Łagodnie do Jaźni lgnij,
wybaczaj, pięknem otaczaj,
jasne myśli noś, dobrze czuj,
emanuj tym, emanuj.

- Chyba wielu z nas widząc ich po raz pierwszy, myślało: "Co tu jest grane? Po co te przebieranki? Dlaczego po scenie paraduje gość z króliczymi uszami?”. Ale wsłuchując się w każdy kolejny tekst, kolejny utwór, okazuje się, że ma to sens – mówi Ola Jakubowska, prezenterka radia Eska Rock.

Płyta "Syntonia” to kolejne wielkie hity. Utrwalają wizerunek czerpiącego energię z przyrody, kochającego zabawę i pokój zespołu. Słychać to w piosenkach.

- "Syntonia” jest manifestem życia w zgodzie ze sobą, "Biont” - szacunku do przyrody, "Bombaj” - apelem do robienia dobra, pod którym na koncertach podpisują się wszyscy, skandując słowa „myśl dobrze, mów dobrze, rób dobrze, a będzie dobrze!” – tłumaczy Jakubowska.

Niedługo po premierze "Syntonii” dołącza do nich Piotr "Boykot” Pacak, który gra na basie, klawiszach i śpiewa. W 2017 roku znów występują na Woodstocku – tym razem na głównej scenie na otwarcie festiwalu. Na koniec publiczność śpiewa im "Sto lat”.

Zobacz wideo:

- Ich sukces polega na byciu konsekwentnymi. Pisałem o nich na samym początku ich istnienia. Wtedy funk czy groove były w Polsce czymś nowym, a oni byli zjawiskiem, budowali się przez występy na żywo. Sceniczna kreacja jest ważniejsza niż sprzedaż płyt. To był klubowy fenomen, który zamienił się w świetną, festiwalową grupę – mówi dziennikarz muzyczny Bartek Chaciński.

DJ Spike – ten, który grał z Łąki Łan na koncercie w Piekarni w 2000 roku – dodaje: - Łączy ich miłość do muzyki i siebie nawzajem. Tam nie ma rywalizacji o kasę czy bycie na piedestale. Oni uwielbiają przebywać ze sobą, znają się przecież całe życie.

W tym roku zespół Łąki Łan obchodzi 20-lecie. 14 listopada wydali piątą płytę - "Raut”. Tym razem nagrana we czwórkę – bez "Zająca” i "Jeżusa”. Dwaj ostatni w tym czasie nagrywali album z Agnieszką Chylińską, a "Zając” dodatkowo także swój pierwszy solowy krążek. Mimo ich nieobecności na płycie, na trwającej właśnie trasie koncertowej występują w pełnym składzie.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.

Podziel się opinią

Share