[GWIAZDY]
Maryla Rodowicz przeżywa ostatnio trudne chwile. Najpierw jej małżeństwo legło w gruzach, następnie piosenkarka zrezygnowała z udziału w swoim jubileuszowym koncercie w Opolu. Jednak największą tragedią była dla niej śmerć ukochanej matki, z którą artystka była bardzo zżyta.
Zawdzięcza jej wszystko
To właśnie dzięki matce Rodowicz zaczęła śpiewać. Jak napisał "Super Express", to ona odkryła w córce talent i zapisała ją na lekcje śpiewu. - W moim domu babcia, mama i ja śpiewałyśmy na głosy. Stąd też pewnie we mnie umiejętność harmonicznego śpiewania. Lubię brzmienie chóru. Zawsze na scenie towarzyszyły mi chórki - zdradziła Maryla w rozmowie z tabloidem.
Wielki szacunek
Kiedy Maryla miała trzy lata, jej rodzice rozstali się, a przyszła gwiazda wyprowadziła się z mamą i babcią do Włocławka. - Mama musiała zająć się utrzymaniem rodziny. Bardzo dużo pracowała. Mieszkaliśmy skromnie, choć uważam, że niczego mi nie brakowało. Babcia świetnie gotowała. To w zasadzie ona się mną zajmowała, bo mama cały czas była w pracy albo jeździła na kursy dekoratorskie. Zajmowała się dekorowaniem wystaw sklepowych - zdradziła Rodowicz, która zawsze miała ogromny szacunek do matki.
Do ostatniej chwili
Maryla od ubiegłego roku mieszkała z mamą w swojej willi w Konstancinie. Pani Janina złamała nogę i wymagała stałej opieki, w dodatku miała poważne problemy z sercem. Niestety w maju jej stan znacznie się pogorszył, kiedy nabawiła się zapalenia płuc. Kobieta trafiła do szpitala i kilka dni później zmarła. Rodowicz była przy swojej mamie do samego końca.