Trwa ładowanie...

Pożegnanie gwiazdy. "Tonę w zgliszczach państwa"

Daria Zawiałow żegna się z publicznością. Na szczęście, nie na zawsze. Artystka zapowiedziała przynajmniej roczną rozłąkę ze sceną, z graniem na żywo i bliższymi kontaktami z fanami. Jakie wrażenie pozostawiła po sobie Zawiałow po ostatnim koncercie, który się odbył we Wrocławiu?

Share
Daria Zawiałow we WrocławiuDaria Zawiałow we WrocławiuŹródło: Materiały prasowe, fot: P.Niciak
d47mlkr

Daria Zawiałow w Hali Stulecia wystąpiła w ramach One Love Music Festiwal. W gronie artystów międzynarodowego wydarzania, które odbyło się już po raz osiemnasty, znaleźli się także Selah Sue z Belgii, Dubioza Kolektiv z Bośni i Hercegowiny, London Electricity z Wielkiej Brytanii oraz Artur Rojek.

W pierwszych latach istnienia wrocławski festiwal dedykowany był głównie miłośnikom reggae i rastafarianom. Później jego formuła rozszerzyła się, a jamajska muzyka zeszła na drugi plan. One Love Music nie zerwał jednak ze swoimi korzeniami. O czym świadczy chociażby występ Selah Sue oraz niezmienne motto festiwalu: "muzyka jednej miłości".

Festiwalowa formuła sprawiła, że Daria Zawiałow wkroczyła na scenę dopiero o godzinie 22:30. Od razu dodajmy, że nie była ostatnim wykonawcą, który tej nocy pojawił się przed wrocławską publicznością. Impreza w Hali Stulecia trwała niemal do rana. Zawiałow dla większości uczestników One Love Music była jednak największą gwiazdą muzycznego wydarzenia. Przyszli, aby zobaczyć jeden z pożegnalnych koncertów popularnej piosenkarki.

Daria Zawiałow - Metropolis (Official Audio)

30-letnia artystka postanowiła zrobić sobie przerwę, aby po długim i bardzo intensywnym czasie, w którym zaangażowana była w masę projektów, "zatrzymać się, naładować baterie, poszukać nowych inspiracji". Ponieważ trasa koncertowa zatytułowana "METROPOLIS… wojen nie będzie" ma swój pożegnalny charakter, podczas występów widzowie usłyszeli wiele przebojów artystki.

d47mlkr

- Skoro nie będziemy widzieć się dłużej, to wypadałoby pożegnać się nie tylko materiałem z ostatniego albumu "Wojny i noce". Dlatego też w repertuarze koncertowym fani znajdą piosenki z dwóch poprzednich płyt, czyli "A Kysz!" oraz "Helsinki" – tłumaczy zawartość setlisty Zawiałow.

Źródło: P.Niciak, Materiały prasowe
Daria Zawiałow we Wrocławiu

Wrocławski koncert Darii Zawiałow zaczął się od mocnego uderzenia. Na pierwszy ogień poszedł utwór "Metropolis". Wielokrotna już laureatka Fryderyków napisała go pod wpływem silnych emocji, które związane były m.in. z Czarnym Protestem z jesieni 2020 roku. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" piosenkarka powiedziała: - Do tej pory byłam dość apolityczna. Ale granice zostały przekroczone. Również moje osobiste. Nie mogę dłużej biernie się przyglądać.

Utwór "Metropolis" jest inspirowany filmem Fritza Langa z 1927 roku, który mówi o tyranii: - (…)Chciałam wyrzucić z siebie frustrację, odreagować zdenerwowanie, tupnąć nogą i powiedzieć, że nie podoba mi się to, co się dzieje w naszym państwie, które coraz bardziej śmierdzi powrotem komunizmu, brakiem demokracji.

d47mlkr

Widzowie już w pierwszych minutach koncertu usłyszeli więc: - Tonę w zgliszczach państwa. Płoną wszystkie miasta. Zasłonięte okna. A za nimi wojna. Nie wiem, czym jest piękno. Ale jeśli sedno jawi się w jego lustrze, wolę brzydką przestrzeń, niż tę twarz, co szeptem pluje na konstytucję.

Dalsza część koncertu była już raczej apolityczna. Bardzo szybko można było zauważyć, że publiczność darzy piosenkarkę ogromną sympatią. Co chwilę słuchać było okrzyki: "Daria, jesteś wspaniała", "Kochamy cię". Zawiałow na te wyrazy uwielbienia reagowała małym zakłopotaniem, cicho dziękując do mikrofonu. Na scenie była skromna, trochę jakby nieśmiała, a zarazem pełna energii i charyzmy, która bez problemów porywa tłum do wspólnej zabawy.

Wisienką na torcie wrocławskiego koncertu był utwór "Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości", który Zawiałow zaśpiewała razem z gitarzystą zespołu Piotrem "Rubensem" Rubikiem. Od kilku miesięcy nie jest już tajemnicą, że są razem nie tylko na gruncie zawodowym. Nie ulega wątpliwości, że to wykonanie znakomitego utworu z repertuaru Pidżamy Porno stało się publicznym wyznaniem miłości, spointowane na dodatek namiętnym pocałunkiem po zakończeniu piosenki. Ktoś z widowni zawołał: "Sto lat! Sto lat! Niech żyją, żyją nam".

W najnowszym odcinku podcastu "Clickbait" zachwycamy się "The Office", krytykujemy "The Crown", rozgryzamy "The Bear", wspominamy "Barry’ego" i patrzymy przez palce na "Na zachodzie bez zmian". Możesz nas słuchać na Spotify, w Google Podcasts, Open FM oraz aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d47mlkr
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d47mlkr