Trwa ładowanie...

Byli idolami nastolatków. Bliźniacy z Tokio Hotel mówią, jak ich życie wygląda dziś

- Jesteśmy wdzięczni, że przeżyliśmy takie, a nie inne życie. Nieraz dostaliśmy w kość, ale zaznaliśmy też mnóstwo miłości. I przede wszystkim byliśmy razem. Przetrwaliśmy. Dzisiaj prowadzimy zupełnie inne życie. Myślę, że takie, o które sami siebie nie podejrzewaliśmy - mówią w rozmowie z WP Bill i Tom Kaulitz, słynni 32-letni już bracia z zespołu Tokio Hotel.

Share
Bill i Tom Kaulitz opowiadają, o tym, jak dojrzeli w życiu i muzyce Bill i Tom Kaulitz opowiadają, o tym, jak dojrzeli w życiu i muzyce Źródło: Getty Images, fot: 2021 Tristar Media
d166q9c

Tokio Hotel to niemiecki zespół, który kilkanaście lat temu dosłownie szturmem wziął rynek muzyczny, podbijając serca młodych odbiorców (szczególnie płytą "Schrei" i pochodzącym z niej hitem "Durch Den Monsun"). Bliźniacy Bill i Tom Kaulitz, z których inicjatywy powstał zespół, błyskawicznie stali się idolami nastolatków. Platynowe i złote płyty, sprzedane w milionowym nakładzie, kilka międzynarodowych tras koncertowych, fani rozsiani po całym świecie. Bracia w młodym wieku poznali smak bycia popkulturowym fenomenem, choć jak przyznają, doświadczyli blasków i cieni sławy. Ostatecznie ich życie znacznie się zmieniło. Dziś są dojrzałymi 30-latkami i nie mieszkają już w rodzinnych stronach. Zamiast Berlina wybrali Los Angeles. Nie zmieniło się za to jedno. Nadal razem tworzą muzykę, i to od ponad 20 lat (zespół założyli wcześnie, bo już w 2001 r.). W rozmowie z WP wspominają czasy swojej największej popularności, jak się zmienili, a także opowiadają, jak wygląda ich życie dzisiaj.

Urszula Korąkiewicz: Bill, Tom, co u was słychać? Co się dzieje w szeregach Tokio Hotel?

Bill Kaulitz: Och, mnóstwo się dzieje! Cały czas tworzymy i przed nami wiele świetnych projektów. Ale wydaje mi się, że miniony, 2021 rok był dla nas naprawdę łaskawy. Stworzyliśmy naprawdę mnóstwo muzyki. Otworzyliśmy się na współpracę z innymi twórcami, producentami. Długo byliśmy zamknięci, nie chcieliśmy pracować z nikim z zewnątrz. A przez ostatnie trzy lata staliśmy się naprawdę otwarci.

d166q9c

Rzucamy sobie nawzajem wyzwania, próbujemy zupełnie nowych rzeczy. Nie mogę się doczekać, kiedy ludzie będą mogli usłyszeć nasze nowe utwory. I muszę powiedzieć, że jesteśmy naprawdę wdzięczni, że chociaż jesteśmy zespołem z ponad 20-letnim stażem, nadal jest tyle osób, które chcą nas słuchać.

Kiedy prześledzicie te wszystkie lata, spojrzycie na karierę z perspektywy czasu, jakich siebie widzicie? I jak ją podsumujecie, jako rockandrollową przygodę?

Bill: Wiesz, że to naprawdę dobre określenie? Chociaż trudno podsumować to wszystko w zaledwie kilku zdaniach. Mógłbym opowiadać o tym naprawdę długo. Ale kiedy patrzę wstecz i widzę nasze wszystkie stare zdjęcia, widzę dwóch naprawdę zagubionych nastolatków. Takich, którzy nie bardzo wiedzą, co robią, ani w którą stronę zmierzają. Mieliśmy sporo takich momentów.

d166q9c

To znaczy?

Bill: Byliśmy szczęśliwi, czerpaliśmy mnóstwo radochy z tego, co robimy. Ale jednocześnie nieraz czuliśmy się samotni, odczuliśmy, że sława może też wyrządzić krzywdę. Poznaliśmy, co to międzynarodowa sława, latanie po całym świecie, ciągła praca, uganianie za sukcesem i brak życia prywatnego. Może kiedy masz tych 18, 19 lat, to dla ciebie wyzwanie. Ciągłe bycie w trasie, oddawanie siebie na scenie, to było całe nasze życie. Właściwie znaliśmy tylko takie.

Poznaliśmy blaski i cienie tej branży i jestem wdzięczny, że przeżyliśmy takie, a nie inne życie. Nieraz dostaliśmy w kość, ale zaznaliśmy też mnóstwo miłości. I przede wszystkim byliśmy razem. Przetrwaliśmy. Dzisiaj prowadzimy zupełnie inne życie. Myślę, że takie, o które sami siebie nie podejrzewaliśmy. Ale chociaż inaczej patrzymy na świat, tym lepiej rozumiemy siebie. Czujemy do siebie bezwarunkową miłość, bezgranicznie sobie ufamy. Dojrzeliśmy.

Bill i Tom Kaulitz w 2008 r. Getty Images
Bill i Tom Kaulitz w 2008 r.Źródło: Getty Images, fot: 2008 Mark Weiss

Zmieniliście się nie tylko wy, ale i wasze brzmienie. Debiutowaliście jako zespół rockowy, ewoluowaliście, dzisiaj przeplatacie w swoich piosenkach sporo popu i klubowych dźwięków. Co zdecydowało o tym, że zmieniliście kierunek? Co dzisiaj was inspiruje?

Bill: Tak naprawdę czerpiemy zewsząd. Mówiąc poważnie, po prostu słuchamy mnóstwo muzyki. Lubimy podpatrywać, w jakim kierunku rozwijają się inni artyści. Kiedy coś nam się spodoba, idziemy na żywioł, stwierdzając, "hej, to jest cool, spróbujmy zrobić coś podobnego". Cały czas otaczamy się muzyką, nawet w trasie mamy odpowiedni soundtrack. Trudno wskazać nam konkretną rzecz, która nas inspiruje. Życie, po prostu!

d166q9c

Tom Kaulitz: To jasne, inspiruje nas to, co się dzieje i wydarzyło w naszym życiu i w życiu naszych bliskich, przyjaciół. Kiedy tworzysz, filtrujesz przez siebie to, co cię kręci, co cię dotyka, porusza, co dzieje się wokół ciebie i na świecie. A później przelewasz to na tekst i muzykę.

Ja, kiedy wchodzę do studia, rozkładam wszystko na czynniki pierwsze. Jakie rozwiązania zastosował producent, z czego składa się kompozycja, jak były zrealizowane ścieżki basu, gitar. Wiele z tego wyciągam. Oczywiście oprócz tych wszystkich składowych ważne jest, jakie emocje, jaką opowieść później w to wkładasz. I pod tym względem działamy od zawsze tak samo.

Ale masz rację, przed laty zdecydowanie bardziej fascynował nas rock. Pisaliśmy piosenki głównie w oparciu o gitary, zresztą, całe nasze podejście było rockandrollowe! Ale przez lata obserwowaliśmy, jak się zmieniła muzyka. Śledziliśmy, co się w niej dzieje. My też się zmieniliśmy, dorośliśmy. Jesteśmy w zupełnie innym miejscu w życiu.

Bill i Tom Kaulitz w 2020 r. East News
Bill i Tom Kaulitz w 2020 r.Źródło: East News, fot: ImagePressAgency/face to face

Mówicie, że wasze podejście do muzyki się nie zmieniło, a jak poradziliście sobie w momencie, kiedy jak wielu muzyków, nie mogliście grać na żywo? Dla was okres bez koncertów również musiał być trudny.

Bill: Kiedy wybuchła pandemia, byliśmy akurat w trasie po Ameryce Łacińskiej. Długo się do niej przygotowywaliśmy, byliśmy podekscytowani koncertami. Cieszyliśmy się, że możemy znów się spotkać z tamtejszymi fanami. Całe przygotowania dużo nas kosztowały, bo kiedy jedziemy w trasę, pieczołowicie się do niej przygotowujemy, mamy mnóstwo prób, dbamy o każdy szczegół naszego show. I kiedy okazało się, że udało nam się zagrać może ze trzy koncerty, byliśmy w pierwszej chwili zdruzgotani.

d166q9c

To był trudny moment, ale znaleźliśmy sposób, żeby wykorzystać ten pandemiczny czas, wycisnąć z niego jak najwięcej. Uważam, że możemy nazwać się szczęściarzami, bo mimo wszystko mogliśmy pracować w domach, nadal robiąc to, co kochamy. Wielu miało zdecydowanie trudniej od nas. My po prostu, rzuciliśmy się w muzykę. I jeśli chodzi o pracę, niewiele w naszym życiu się zmieniło. Bo kiedy nie podróżujemy, nie jesteśmy w trasie, zazwyczaj zamykamy się w studio. a ja wykorzystałem dodatkowo ten czas, żeby napisać książkę.

Tom: Rzeczywiście, mogliśmy się ostatnio zaangażować w naprawdę wiele projektów. Bill właśnie opisał 30 lat swojego życia w książce. Ten czas pozwolił nam na sporo. Chociaż nie jest też tak, że do tej pory się nudziliśmy. Zawsze działaliśmy na wielu polach. Ale naprawdę dzieje się wokół nas i będzie działo sporo. I mimo tych okropnych okoliczności, mieliśmy sporo szczęścia. Nasza codzienność nie wyglądała tak strasznie, nie było nam tak trudno, jak wielu osobom, które faktycznie były odseparowane od swoich rodzin.

Mogliśmy się skupić na naszej pasji. I napisaliśmy tyle utworów, że w zasadzie cały album. Ruszyliśmy też z podcastem, co tydzień możemy zaprezentować fanom nowy odcinek. Tworzenie go to też świetna zabawa. Powiem więcej, to jedna z najfajniejszych rzeczy, jakie zrobiliśmy od dłuższego czasu. Naprawdę wykorzystaliśmy ten okres na tyle, na ile się dało.

Wspominacie o tym, jak ważne są dla was koncerty i jak pieczołowicie przygotowujecie się do tras. Nieraz ze swoim show odwiedziliście też Polskę. Chciałabym się dowiedzieć, co wy najlepiej pamiętacie z polskich koncertów?

Bill: Pamiętam, że głównie skupialiśmy się na samym koncercie. Nigdy nie mieliśmy zbyt wiele swobody i czasu, żeby na przykład wyjść na miasto czy zwiedzić okolicę. W wolnych chwilach musieliśmy stworzyć sobie własny świat. Nieźle nam to wychodziło, nie nudziliśmy się! Ale jeśli miałbym wskazać pierwszą myśl o Polsce, która przychodzi mi do głowy, to to, że zajmuje w naszych sercach szczególne miejsce. Polscy fani są wyjątkowi, zawsze mieli dla nas mnóstwo serca, zawsze tłumnie przychodzili na nasze koncerty. Często wychodziliśmy przed hotel się z nimi zobaczyć. To zawsze były przemiłe spotkania. Osobiście w pamięć zapadł nasz ostatni raz w Polsce. To był bardzo emocjonalny koncert.

d166q9c

Tom: Też go pamiętam, to był naprawdę wyjątkowy wieczór. I faktycznie, za każdym razem świetnie się czujemy w Polsce. Fani tutaj są niesamowici. Są nam wierni tyle lat! Jestem im wdzięczny, że nadal przychodzą na nasze koncerty. Bo widzisz, my na każdym koncercie dajemy z siebie naprawdę wszystko. Dokładamy starań, żeby to było prawdziwe widowisko i niesamowite przeżycie, nie tylko dla nas, ale właśnie dla fanów. I już nie mogę się doczekać naszego następnego spotkania.

Bill i Tom Kaulitz w 2019 r. Getty Images
Bill i Tom Kaulitz w 2019 r.Źródło: Getty Images, fot: Florian Ebener

Polscy fani długo czekają na wasz powrót i z pewnością też nie mogą się go doczekać. Czego mogą się spodziewać, kiedy ponownie zobaczą was na scenie?

Tom: Nasze koncerty to widowiska. Bardzo dużą uwagę przykładamy do warstwy wizualnej. Do każdej trasy koncertowej przygotowujemy się z dużym, nawet kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Dopinamy każdy szczegół produkcji, kostiumy, scenografię. I myślę, że sami jesteśmy swoimi największymi krytykami. Chcemy, żeby każdy nasz koncert był całościowym artystycznym przeżyciem. Żeby każdy z nich był naprawdę niezapomniany.

d166q9c

Bill: Dokładnie. Sam jestem ogromnym fanem koncertów, ale jednocześnie krytykiem. Chodzę na mnóstwo, ale często wychodzę z nich dość rozczarowany. Wszystko przez oczekiwania. Bo kiedy idziesz na koncert, nastawiasz się na ekscytujący wieczór, spodziewasz się naprawdę niezwykłego show.

Tom: Dlatego my kładziemy na nie taki nacisk. Dopieszczamy nasze show, wykorzystujemy najnowsze technologie, solidnie przykładamy się do prób. Chcemy wam dać możliwie najlepsze show. Narzucamy sobie presję, ale to sztuka, połączyć ze sobą te wszystkie elementy, złapać kontakt z publiką i wspólnie przeżywać niesamowite emocje. Czasami to tylko jedna chwila, która już się nie powtórzy. I masz na to tylko jeden koncert.

Ale myślę, że jesteśmy w tym dostarczaniu emocji naprawdę nieźli i właśnie to chcemy dalej robić. To wyzwanie, ale lubimy się sprawdzać i cóż, robimy to już jakąś chwilę. Prawda jest taka, że kiedy wychodzisz dać show na scenę, musisz wyjść ze swojej strefy komfortu. Tylko tak stworzyć coś nowego, coś interesującego. A my? My tym nowym jesteśmy zawsze podekscytowani.

Tokio Hotel odwiedzi ponownie Polskę, ale fani zespołu muszą się uzbroić w cierpliwość z powodu kilkukrotnej zmiany terminu. Grupa miała zagrać pierwotnie już w 2021 r., ale ze względu na pandemię koronawirusa, koncert przesunięto na maj 2022. Do tego występu ostatecznie też nie doszło. Ze względu na obecną sytuację polityczną trasa koncertowa została przeniesiona na 2023 rok. W Polsce, w MCK w Katowicach zespół pojawi się 23 maja.

Urszula Korąkiewicz, dziennikarka Wirtualnej Polski

Zobacz wideo: Slash: "Ludzie mówili mi, żebym porzucił gitarę"

Słuchasz podcastów? Jeśli tak, spróbuj nowej produkcji WP Kultura o filmach, netfliksach, książkach i telewizji. "Clickbait. Podcast o popkulturze" dostępny jest na Spotify, w Google Podcasts oraz aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach. A co, jeśli nie słuchasz? Po prostu zacznij.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d166q9c
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d166q9c
d166q9c