Joanna Naturalny - dziś Balaklejewska
Czy liczy pani na komercyjny sukces swojego bloga? Tego typu publikacje są ostatnio bardzo na czasie i promowane w mediach.
Mój blog adresuje do ludzi, którzy pragną zmienić nawyki żywieniowe. Nie obnoszę się z nim, nie wystawiam na żadne konkursy. Kto chce mnie znaleźć odnajdzie. Cieszę się, że ludzie zaczynają mówić o zdrowym odżywianiu, pojawiają się artykuły na ten temat w prasie, coraz więcej osób wie, że widelcem można wykopać sobie grób. Szkoda, że najbardziej na tym cierpią nieświadome niczego małe dzieci. Nie liczę na wielki medialny sukces, dla mnie wygraną jest to, że kolejna osoba pokonała swoje słabości. Sukcesem jest to, że wczoraj mama 5-letniego Pawelka napisała do mnie, że jej dziecko odstawiło leki. Pojawiają się łzy szczęścia i wielka motywacja, że to, co robię, i w co wierzę, ma sens. Ten sukces nie ma nic wspólnego z wyginaniem się przy "ściance". Mam wspaniałą rodzinę, wspieramy się, mamy te same pasje i cele. Żyję całkowicie z czegoś innego, co ma również wiele wspólnego że zdrowym odżywianiem. Bloga prowadzę z czystej przyjemności i sprawia mi satysfakcję, że mogę komuś pomoc.
Nie obawia się pani krytyki swoich przekonań? Wychowywanie dzieci w wegetarianizmie czy
witarianizmie dla wielu osób wydaje się kontrowersyjne.
Złośliwe komentarze zawsze będą się pojawiać, zwłaszcza od osób, które z weganizmem i witarianizmem niewiele mają wspólnego. Jednak żyję dla siebie i mojej rodziny, nie po to, aby zadawalać innych. Wszystkich człowiek nie uszczęśliwi. Moje dzieci są pogodne, córka mi dziękuje za ten styl odżywiania, a najmłodszy syn często gładzi raczką po policzku mówiąc "Dziękuję, że jesteś". To najcudowniejsze potwierdzenie tego, że to co robię jest słuszne. Ludzie krytykowali mnie, kiedy byłam z Zuzią w ciąży, później z moim synem. Dzisiaj lekarze nic nie mówią, tylko są mi bardzo przychylni. Z dziećmi odwiedzam lekarzy tylko jeden raz w roku, kiedy idziemy na kontrole lekarskie. Moje dzieci i my jesteśmy najlepszym przykładem na to, że jedząc odpowiednie produkty, można być zdrowym i pozbyć się wielu chorób (wyleczyłam się z alergii i astmy, które towarzyszyły mi od dziecka). Oczywiście również jesteśmy wszyscy bardzo aktywni. Dzisiaj moja Zuzia sama może się wypowiedzieć na temat odżywiania jakże "kontrowersyjnego". W przyszłości również pragnie prowadzić bloga o tematyce wegańskiej i pomagać ludziom. Sunny już teraz mówi, że będzie lekarzem i uczył ludzi dobrze i zdrowo jeść. Podczas gdy przyjaciele mojej Zuzi zabierają do szkoły chipsy i zapychają buzie bułką z wędliną, popijając słodzonym napojem ona z radością je jabłka, daktyle, zielenina nie jest jej straszna. Jej koleżanki borykają się z problemami typu astma, alergie, nawet cukrzyca. Moje dzieci nie chorują, same komponują sobie posiłki, mój 4 letni syn Sunny nigdy nie chciał spożywać nic niezdrowego, nie mam z nim problemu w sklepie, nawet nie spojrzy na chrupki czy chipsy. Dla niego to nie jest jedzenie. Dzisiaj mogę powiedzieć, że moje dzieci świadomie wybierają swoje jedzenie i są szczęśliwymi weganami-witarianami.
Również zjadają lody, ciastka, czekoladę, chleb, pizzę. Wszystko w wersji witarianskiej- weganskiej. Nic im nie brakuje. Kontrowersyjne jest to, co się sprzedaje w sklepach i podaje dzieciom, a nie kolorowa, zdrowa wegańska i witarianska żywność. Kontrowersyjne jest to, że leki można kupić wszędzie, nawet na poczcie. Dzisiaj 13-latkowie sięgają po energetyki, to jest ekstremalne, wciąż pojawiają się nowe choroby, choroby wywołane stylem życia i "bycia".