Trwa ładowanie...

Kuba Badach: Twórczość Zauchy stała się dla mnie drogowskazem

Kuba Badach powraca z reedycją płyty "Obecny. Tribute to Andrzej Zaucha". To szczególny moment: mija właśnie 30 lat od tragicznej śmierci znakomitego artysty. - Niesamowicie czuję się ze świadomością, że jestem jednym z nielicznych wokalistów młodego pokolenia, którzy mogą powiedzieć, że osobiście go znali - mówi w rozmowie z WP muzyk.

Share
Kuba Badach powraca z reedycją płyty "Obecny. Tribute to Andrzej Zaucha"
Kuba Badach powraca z reedycją płyty "Obecny. Tribute to Andrzej Zaucha" Źródło: Materiały prasowe, Agora Muzyka, fot: Hubert Grygielewicz
d1x7obj

Urszula Korąkiewicz: Kim jest dla ciebie Andrzej Zaucha? Idolem, wzorem, artystą? 

Kuba Badach: Jest dla mnie znakomitym muzykiem i wokalistą. Z czasem stał się bardzo ważną postacią w moim zawodowym życiu. I im więcej wiem o wokalistyce, tym bardziej doceniam jego genialny instynkt i szeroki wachlarz umiejętności. Ponadto, jego płyta z 1987 r., nagrana z big-bandem Wiesława Pieregorólki i tekstami Jerzego Siemasza stała się dla mnie muzycznym drogowskazem, choć raczej w sferze podświadomości.

Dopiero po latach dochodzę do wniosku, że to właśnie ta płyta nakierowała mnie na tory, po których jadę teraz. W stronę romansu muzyki popularnej z ambitnymi zwrotami jazzu, z dużą dawką wiedzy i świadomości, a jednocześnie szaleństwa improwizacji. 

d1x7obj

W przypadku Zauchy mieliśmy rzeczywiście do czynienia z wyjątkowo wszechstronnym talentem. 

Miał niebywałą łatwość przeskakiwania z gatunku w gatunek. A przecież był bardzo charakterystyczny, przez swój tembr i barwę głosu czy specyficzny sposób frazowania. Mimo to w każdą stylistykę potrafił się "wkleić". Czy brał się jazz, czy przeskakiwał w utwory teatralne było słychać, że czuje się jak ryba w wodzie. 

Jak się zmierzyć z dorobkiem artysty, który właściwie obrósł już w legendę? Jak rzucić zupełnie nowe światło na tak dobrze znane przeboje jak "Byłaś serca biciem" czy "Bądź moim natchnieniem"? 

Trzeba to zrobić inaczej. Dla mnie to był jedyny sposób na podejście do tego wyzwania. Zrealizowanie płyty, która będzie hołdem dla artysty, to z jednej strony uszanowanie utworów, słów i melodii, ale też potraktowanie ich w unikalny, nowy sposób. W moim przypadku to podejście się sprawdziło. Aranżacje, które stworzyliśmy z Jackiem Piskorzem w 2009 r., z jednej strony pozwoliły mi odciąć się od oryginału, a z drugiej dały ogromną wolność. Mogłem się poczuć w tych utworach swobodnie, bez ciężaru mierzenia z legendą. Stały się moje. 

ZOBACZ TEŻ: Posłuchaj singla "W złotych kroplach deszczu"

Miałeś okazję nie tylko zmierzyć się z jego twórczością, ale też spotkać się z nim na scenie. Jak to wspominasz? 

Mgliście. Minął już szmat czasu, ponad 30 lat. Spotykaliśmy się na scenie i w studiu nagraniowym, ale nie oszukujmy się, że weszliśmy wówczas w jakąś relację. Ja wtedy byłem zwykłym dzieciakiem, a on gwiazdą. Ale ogromnie życzliwą. Pamiętam, że podchodził do mnie zawsze z serdecznością. 

d1x7obj

Czym było dla ciebie spotkanie z takim artystą?

Pamiętajmy, że to była końcówka lat 80. Urodziłem się w PRL-u, dorastałem przy dwóch kanałach telewizyjnych. Od dziecka znałem z ekranu Zdzisławę Sośnicką, Zbigniewa Wodeckiego, Andrzeja Zauchę. Praca na scenie z artystami tego formatu była abstrakcją. Z perspektywy czasu stwierdzam, że traktowałem to jak równoległą rzeczywistość.

Doskonale się w niej odnajdowałem i świetnie bawiłem, ale po koncertach wracałem do podstawówki. Odrabiałem lekcje, siadałem do pianina, ćwiczyłem, a potem chodziłem z kumplami na podwórko bawić się w "chowaka" albo tłuc w piłkę. Tak wtedy wyglądała moja codzienność. 

Myślę, że to doświadczenie było istotne, zwłaszcza dla chłopaka w takim wieku. 

Mogę powiedzieć z całą pewnością, że niesamowicie czuję się ze świadomością tego, iż jestem jednym z nielicznych wokalistów młodego pokolenia, którzy mogą pochwalić się, że osobiście znali Andrzeja Zauchę.

d1x7obj

W książce "Serca bicie" możemy wyczytać z relacji przyjaciół, że Andrzej Zaucha był niedoceniany. Że gdyby żył i tworzył teraz, jego kariera potoczyłaby się zupełnie inaczej. Sądzisz, że by tak było? Odnalazłby się w dzisiejszych realiach? 

Czy był niedoceniany? Czasy i rzeczywistość były takie, że podobnych przykładów możemy wyliczać mnóstwo. Pewnie gdyby ta płyta z 1987 r. była nagrana w Stanach Zjednoczonych, a Andrzej byłby tamtejszym artystą, byłby gwiazdą światowego formatu. Gdyby tworzył w innych czasach, gdyby miał większe wsparcie choćby z Ministerstwa Kultury, wszystko by się potoczyło inaczej. A czy odnalazłby się w dzisiejszych realiach? Z jego talentem i charakterem na pewno. Inną kwestią jest to, czy miałby na to ochotę.

Kuba Badach koncertuje z repertuarem Andrzeja Zauchy od 12 lat Materiały prasowe, Agora Muzyka
Kuba Badach koncertuje z repertuarem Andrzeja Zauchy od 12 latŹródło: Materiały prasowe, Agora Muzyka, fot: Hubert Grygielewicz

Twoja płyta powraca po 12 latach, wzbogacona o utwory koncertowe. Dołączył chociażby "Czarny Alibaba". Dlaczego taki hit pojawia się dopiero teraz? 

Odpowiedź jest prosta. Kiedy robiliśmy tę płytę, ani nie miałem na niego pomysłu, ani nie pasował mi do konceptu. A uważam, że jeśli nie ma na coś pomysłu, to nie ma co robić tego na siłę. Ten utwór potrzebował czasu – i żeby się do mnie uśmiechnął, i żebym ja do niego dojrzał. 

d1x7obj

Jakim kluczem się kierowałeś w doborze piosenek na pierwszą wersję płyty?

W dużej mierze dobierałem je pod kątem tekstowym oraz tego, jak te utwory do mnie przemawiają, które z nich jestem w stanie zaśpiewać z pełnym przekonaniem i wiarą, że to co śpiewam, to jestem ja. Szukałem też kompozycji, które wydawały mi się najbardziej wartościowe i ponadczasowe. I okazało się, że nos mnie nie mylił. Że wybrałem takie, które się nie zestarzały przez tych 12 lat. One w ogóle się w ogóle nie nudzą!

Jaki jest koncertowy odbiór Zauchy w twoim wykonaniu?

To największy sukces tej płyty – gramy ten program nieprzerwanie od 12 lat. Oczywiście on się zmienia i ewoluuje. Niesamowite jest to, jak genialnie ludzie reagują na te piosenki. Publiczność wciąż przychodzi i jest coraz większa. To fenomen. Ludzie nie chcą przestać tego słuchać, a my nie chcemy przestać tego grać. Bardzo nas ten stan rzeczy cieszy. Tym bardziej że, umówmy się, nie proponujemy na koncertach prostych rozwiązań. To jest wymagająca muzyka. Ale polski słuchacz jest niedoceniany. Wielokrotnie słyszałem, że to jest za trudne, że to się nie spodoba. Być może niektórym i się nie podoba, ale czy to jest za trudne? Niech odpowiedzią będą te koncerty. Uważam, że na wszystko w muzyce jest miejsce. Tak długo, jak muzyka znajduje odbiorcę, tak długo ma sens i rację bytu. 

Kuba Badach na scenie AKPA
Kuba Badach na scenie Źródło: AKPA, fot: AKPA

A jak się odnalazłeś w momencie, kiedy przez pandemię nie mogłeś koncertować i spotykać ze słuchaczami?

O dziwo się odnalazłem. Oczywiście, początek był trudny. Bo wyhamowanie z ponad 100 koncertów rocznie do zera to przedziwne uczucie. Ale później przyszła radość, że można było nadrobić książkowe i serialowe zaległości. Nicnierobienie też było satysfakcjonujące. A potem przyszła propozycja pracy w Radiu Nowy Świat. Pięknie wypełniła mi lukę po spotkaniach ze słuchaczem. 

d1x7obj

Jak ci się pracuje w tym radiu? 

Pierwszy raz pracuję w medium o naprawdę globalnym zasięgu. To niesamowite, że kiedy startuję o 19:00 z dwugodzinną audycją na żywo, dostaję maile z Meksyku, Stanów Zjednoczonych, ze Szwecji, Australii, Brukseli, z Wrocławia, Poznania, ze Szczecinka. Ludzie piszą z całego świata i wspólnie odkrywamy muzykę. To absolutnie cudowne doświadczenie. 

A nie martwiłeś się o zawodową przyszłość

Szczerze mówiąc, bardziej bałem się tego, że nie będę wiedział, jak wrócić na scenę. W pewnym momencie poczułem, że życie w tym kształcie zaczyna mi się podobać. Oczywiście nie bagatelizuję sytuacji, za nami ciężkie czasy i ciężkie czasy przed nami. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że traktuję ten czas jako coś, co bardzo źle na mnie wpłynęło. 

Co w takim razie wspominasz dobrze?

Pandemia spowodowała, że muzyków na całym świecie dotknęło to samo. Zostaliśmy zamknięci i nagle okazało się, że zaczynamy się nudzić, mamy więcej czasu na eksploracje nowych zjawisk w muzyce, zaczynamy szukać nowych kontaktów. I w ten sposób nagrałem najpierw duet z Mattem Duskiem, a potem tercet egzotyczny z Andrzejem Piasecznym. Mamy plany na dalszą współpracę, ale myślę, że w normalnych warunkach to by się nie wydarzyło.

d1x7obj

A poza nowymi kooperacjami, dopadła cię twórcza wena? Szykuje się coś nowego? 

Niestety nie. Zamknął mi się w głowie jakiś lufcik. Fakt siedzenia w zamknięciu i brak możliwości spotykania się z ludźmi na żywo owszem, był ciekawy, ale dla mnie twórczo jałowy. Więc pod tym względem tego okresu nie wspominam dobrze. Ale wraz z odmrażaniem branży, lufcik się otworzył i na nowo pojawiła się przyjemność z trwania w procesie twórczym. 

Miesiącami nie było koncertów, a zastanówmy się, co by było, gdyby nie było muzyki? Gdyby zniknęła? Czy w ogóle jest taka możliwość?

To niemożliwe. Żeby pozbawić się muzyki, musielibyśmy pozbawić świat jakiegokolwiek dźwięku. Muzyka to nie tylko to, co wymyślamy i nagrywamy. Muzyka jest wszędzie, wszędzie jest rytm, w pojazdach, sprzętach, nie mówiąc już o zwierzętach i naturze. Możemy wyobrazić sobie, że zniszczeniu ulegną wszystkie nośniki i przepadnie cała cyfrowo zarejestrowana muzyka. Ale nawet jeśli stracimy do niej dostęp, znajdzie się ktoś, kto umili nam czas, grając i śpiewając. Zawsze zostanie nam ten dźwięk "bez prądu". A kiedy przestaniemy słyszeć muzykę, to będzie oznaczało, ze nasz świat się skończył. 

Wyjątkowa reedycja płyty "Obecny. Tribute to Andrzej Zaucha" ukazała się 24 września nakładem wydawnictwa Agora Muzyka. Album zawiera zremasterowane przeboje, które znalazły się na krążku z 2009 r., w tym "C'est la vie", "Byłaś serca biciem", "Bądź moim natchnieniem" czy "Myśmy byli sobie pisani", a także dwa koncertowe nagrania - "W złotych kroplach deszczu" i "Czarny Alibaba". Okładkę odświeżonego wydawnictwa zaprojektował Andrzej Pągowski.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1x7obj

Podziel się opinią

Share
d1x7obj
d1x7obj