Widzowie pokochali Machalicę w roli Dionizego ze "Złotopolskich". Popularność zaczęła go jednak przytłaczać
Właśnie kończyłby 88 lat
- Roli życia jeszcze nie zagrałem. Wciąż na nią czekam... - powtarzał stale w wywiadach, choć na ekranie pojawiał się nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat. I chociaż bardzo lubił postać Dionizego ze "Złotopolskich" - przyznawał, że byli do siebie trochę podobni - nie cieszył się wcale z popularności, którą zdobył dzięki serialowi. Był człowiekiem skromnym, kochającym spokój i ceniącym sobie kontakt z bliskimi; żałował, że praca uniemożliwia mu normalne rodzinne życie.
Henryk Machalica, który urodził się 18 czerwca 1930 roku, darzony był przez ludzi z branży ogromną sympatią; ambitny, pełen charyzmy i energii, wciąż miał głowę pełną pomysłów i planów. Zmarł niespodziewanie, na skutek tragicznego w skutkach wypadku.
Lek na nieśmiałość
Aktorstwo miało być dla niego lekiem na chorobliwą nieśmiałość - ale przyznawał, że choć udało mu się przełamać i zmusić do publicznych występów, nawet jako doświadczony artysta przed każdym spektaklem miał ogromną tremę i nie zdołał pozbyć się kompleksów. Ze wstydem wspominał swój pierwszy występ, kiedy był tak stremowany, że aby nabrać odwagi, postanowić pokrzepić się alkoholem.
- Jego pierwsza rola to było zastępstwo w sztuce przygotowanej do poprzedniego sezonu. Pojechali z tym spektaklem w teren. No i była afera, bo Henryk był lekko na gazie - opowiadał w "Gazecie Lubelskiej" przyjaciel aktora, Zdzisław Grudzień.
By uniknąć wyrzucenia, Machalica zdecydował się przekazać całą swoją gażę na PCK - i od tamtej pory obiecał sobie, że więcej nie wyjdzie pijany na scenę.
Kariera na ekranie
Z teatralnej sceny Machalica trafił przed kamery i od tamtej pory regularnie pojawiał się przed kamerami, czasami w kilku produkcjach rocznie. Zagrał w wielu polskich filmach, między innymi "Łukasz", "Moja wojna, moja miłość", "Wilczyca", "Rajska jabłoń", "Złoto dezerterów", "Czarna plaża" czy "Ryś". Chętnie grywał też w spektaklach telewizyjnych i serialach - można go było zobaczyć chociażby w "Pierścieniu i róży", "Mistrzu i Małgorzacie", "Przyłbicach i kapturach" i "Rodzinie Połanieckich".
Prawdziwa sława nadeszła jednak w 1998 roku, gdy Machalica przyjął rolę Dionizego, nestora rodu w "Złotopolskich".
Nestor rodu
Aktor nie krył, że bardzo lubił swoją postać - zwłaszcza że została napisana specjalnie "pod niego".
- Scenarzysta "kupił" trochę moich prywatnych cech i wyposażył w nie Dionizego, więc nie zaprzeczam, że jednak trochę jesteśmy do siebie podobni - mówił. - Na pewno świetnie się z Dionizym rozumiemy i dogadujemy. Tak bardzo zrosłem się z tą postacią, że jeśli nagle widzę, że scenarzysta każe Dionizemu zachowywać się w sposób, którego ja nie akceptuję, głośno o tym mówię i proponuję korekty.
Przeszkadzała mu jednak popularność - nie przepadał za tym, że widzowie stale zaczepiali go na ulicy; bardzo cenił sobie prywatność i przyznawał, że stracił ją z momentem emisji serialu, czego bardzo żałował.
Tragiczny wypadek
Ożenił się młodo, doczekał się trzech synów - i stale powtarzał, że to właśnie rodzina jest dla niego zawsze na pierwszym miejscu. Niestety, w pewnym momencie praca pochłonęła go do tego stopnia, że coraz rzadziej bywał w domu - wiecznie w rozjazdach, w pogoni za rolą. I choć małżeństwo nie przetrwało, Machalica zawsze starał się utrzymywać z synami jak najlepszy kontakt. Wkrótce ożenił się po raz drugi, z dziennikarką Danutą, z którą miał dwie córki. Tym razem zadbał o to, by praca nie rozbiła mu związku - wraz z żoną zamieszał na wsi, gdzie wiedli udane i szczęśliwe życie. Do wypadku doszło w maju 2003 roku, gdy aktor spadł z konia. Natychmiast przewieziono go do szpitala. Lekarze nie dawali mu jednak zbyt wielkich szans, Machalica miał uszkodzony kręgosłup i poważne obrażenia głowy. Zmarł kilka miesięcy później, 1 listopada.