Trwa ładowanie...

W nagraniach pomógł im wieloletni muzyk Duran Duran. Lider Chemii o nowej płycie

Chwilowa przerwa Łukasza Drapały od śpiewania w Chemii wyszła zespołowi na dobre. Zespół wydał niedawno album "Something To Believe In" - najbardziej wyrazisty w swojej dyskografii, w czym swój udział miał Andy Taylor - wieloletni gitarzysta Duran Duran, który był producentem i autorem tekstów. O pracy nad płytą w rozmowie z Wirtualną Polską opowiedział Wojciech Balczun - lider i gitarzysta Chemii.

Wojciech Balczun i Łukasz Drapała z zespołu ChemiaWojciech Balczun i Łukasz Drapała z zespołu ChemiaŹródło: PAP, fot: Zbigniew Meissner
d1udrvf

Rafał Mrowicki, Wirtualna Polska: Co działo się z Chemią przez przez 7 lat od wydania "Let Me"? Dobrze słyszałem, że doszło nawet do rozpadu zespołu?

Wojciech Balczun, Chemia: To był bardzo specyficzny moment w naszej historii. Płyta "Let Me" miała bardzo fajny odbiór. Zagraliśmy trasę w Polsce oraz w Europie. Graliśmy też na Przystanku Woodstock, co było fantastycznym przeżyciem. Potem nastąpiło zmęczenie materiału. Jak każdy inny zespół Chemia również podlega prawom, które rządzą tą muzyczną rzeczywistością. To nigdy nie jest prosta droga. Często są emocje, każdy z nas jest wrażliwym artystą, który ma osobistą perspektywę. Łukasz (Drapała, wokalista Chemii - red.) postanowił wziąć urlop od Chemii, żeby oczyścić głowę. My w tamtym czasie nie zamierzaliśmy się szybko poddawać. Podjęliśmy próbę znalezienia nowego wokalisty, którym na pewien czas został Mariusz Dyba. Zaczęliśmy pracę nad nowymi pomysłami, ale okazało się, że jednak nie jest nam z Mariuszem po drodze.

Po pewnym czasie spotkałem się ponownie z Łukaszem. Posłuchał naszych demówek. Po przesłuchaniu i rozmowie doszliśmy do wniosku, że wspólne granie jest dla nas najlepszą formułą. Jak Łukasz wrócił, to bardzo szybko zaczęliśmy pracować nad materiałem, który ukazał się właśnie w postaci płyty.

d1udrvf

Musieliście trochę od siebie odpocząć i nabrać świeżości?

Chyba tak. Zmiany były trochę szersze niż tylko powrót Łukasza.

Zmienił się również basista.

Przyszedł Błażej Chochorowski, którego instrument został bardzo dobrze wyeksponowany w kilku utworach, na co zwracają uwagę autorzy niektórych recenzji. Ten okres odpoczynku pomógł nam nabrać więcej zdrowego dystansu oraz zrozumienia, że dobrze nam się razem tworzy. Jest nam dobrze ze sobą i dobrze czujemy się razem na scenie.

d1udrvf

Pomysły na utwory, które znalazły się na "Something To Believe In" były już gotowe, gdy Łukasz wrócił do zespołu?

To były delikatnie zarysowane demówki instrumentalne. Były pozbawione najważniejszego komponentu w muzyce, czyli melodii. Łukasz miał świadomość, w którą stronę chcemy podążać i jakie riffy udało nam się wymyślić. Po jego powrocie pracowaliśmy początkowo w trzech, jeszcze z Maćkiem Mąką (byłym gitarzystą Chemii).

On również odszedł z zespołu.

Tak, ale między nami nigdy nie było negatywnych emocji. Maciek jest bardzo wszechstronnym muzykiem, działa w różnych składach i potrzebuje więcej swobody niż przywiązania do jednego zespołu, który jest absorbujący. Maciek angażuje się w różnych projektach, gra z Agnieszką Chylińską, Patrycją Markowską i innymi artystami. Maciek początkowo miał być producentem naszej płyty. To się zmieniło, gdy nasz brytyjski management zaproponował nam współpracę z Andym Taylorem. Bardzo się cieszę, że Maciek jest współautorem tego materiału i jej aranżerem.

d1udrvf

Jak wyglądała praca w studiu z Andym Taylorem?

Doświadczenie studyjne mamy już całkiem spore. Sama Chemia nagrała już kilka płyt..

Sami również nagrywaliście wcześniej za granicą.

Tak. Płyta "The One Inside" powstała w Kanadzie w 2012 r. Płytę "Let Me" nagrywaliśmy z Mike'iem Fraserem jako realizatorem w studiu Custom34Gdańsku. W przypadku "Something To Believe In" różnica była o tyle istotna, że Andy Taylor był naszym producentem. Nigdy wcześniej nie mieliśmy producenta, który miał prawo ingerować w warstwę muzyczną. Można powiedzieć, że stał się trochę częścią zespołu, bo napisał też wszystkie teksty na tę płytę.

d1udrvf

Ciężko było dopuścić go do głosu?

Często jest tak, że zespołowi, który jest zatopiony w swoim momencie twórczym, brakuje dystansu oraz kogoś, kto podpowie, co warto zmienić. Poczuliśmy teraz, że w studiu był ktoś, kto był naszym przewodnikiem. Ingerencja w warstwę muzyczną nie była duża. Była wręcz symboliczna, ale miała fajne konsekwencje. Zasugerował np. dodanie solówki w "The Widows Soul" albo konkretnego akordu w refrenie "The Best Thing". Tworząc teksty pracowali z Łukaszem nad melodiami. To drobne niuanse, które dopełniły nasze pomysły.

Andy jest fantastycznym muzykiem i niesamowitym artystą. To rockman z krwi i kości, choć najbardziej jest znany z zespołu Duran Duran. Nie zapominajmy jednak o jego solowych projektach stricte rockowych, jak np. The Power Station, czy o jego nadchodzącej solowej płycie, która jest rockowa. To zawsze był muzyk o rockowej duszy, głęboko osadzony w muzyce, w której melodia odgrywa bardzo duże znaczenie. Pracując nad tą płytą już na etapie demówek chcieliśmy, by te utwory miały nieco inny charakter i przenieść się na nowy poziom tworzenia melodii. Wszyscy mieliśmy bardziej otwarte głowy, nie przywiązywaliśmy się do swoich pomysłów i pracowaliśmy nad piosenkami, by były coraz lepsze. Nauczyliśmy się odpuszczać. Odpuszczenie na jakimś instrumencie i danie więcej przestrzeni gitarze basowej czy wokalowi działa właściwie. Pamiętam rozmowę z naszym ówczesnym menedżerem Sevenem Websterem, który pracuje m.in. ze Skindred, który powiedział: "Wojtek, na samym końcu jak odchudzisz utwór z tych potężnych gitar, chodzi o to, by np. listonosz mógł zagwizdać melodię z piosenki". Sugestie na tej sesji otwierały nam głowę.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

d1udrvf

Zobacz także: Przyjaciółka księcia Andrzeja za kratami. Handlowała nastolatkami

Ważniejsza była jakość piosenki, niż ambicja danego muzyka, by to jego pomysły były na wierzchu?

Zdecydowanie tak. To wynika z dojrzałości zespołu i pokory, której musieliśmy nabrać. Nie było rywalizacji między nami o to, czyja partia ma być najlepiej wyeksponowana. Chcieliśmy, by to nad czym pracujemy, było dobrą rockową piosenką.

Na tej płycie są chyba najbardziej hardrockowe momenty ze wszystkich płyt, które do tej pory nagraliście. Przynajmniej w pierwszych kilku utworach. "Rockowość" Andy'ego Taylora miała na to pływ, czy może to, czego słuchaliście?

Pracując nad płytą "Let Me" rozmawialiśmy z Mike'iem Fraserem i jednoznacznie sugerowaliśmy, że chcemy płyty bardzo gitarowej, która pokaże, że jesteśmy zespołem rockowym. Zrezygnowaliśmy z łagodniejszych piosenek, które miały potencjał. Może kiedyś do nich wróciły. Od naszego pierwszego koncertu minęło 12 lat. Przez ten lata ten zespół wypracował swój muzyczny język. Nie chcieliśmy być nigdy polskim odpowiednikiem zachodnich zespołów, którzy byli w danym momencie na topie. To, co graliśmy, zawsze było fuzją naszych gustów muzycznych, które są czasami skrajnie różne. Słuchamy różnych artystów i zdziwiłbyś się jak czasem są to sprzeczne gusta. To na samym końcu pozwala na kreowanie własnego muzycznego języka, co również mogło mieć wpływ na to, że Andy Taylor chciał z nami pracować. Nie zdecydowałby się na to, gdybyśmy chcieli kogoś udawać, zwłaszcza, że jest też autorem tekstów.

d1udrvf

Czy na tej płycie są najbardziej hardrockowe momenty? Trudno mi na to odpowiedzieć. Najważniejsze jest dla mnie, że gdy czytamy komentarze i recenzje, to praktycznie wszystkie numery są wśród podawane przez słuchaczy - w różnych konfiguracjach - jako ulubione. Udało nam się uniknąć koncentracji na singlach i tworzenia tzw. zapchajdziur. Nigdy nie chcieliśmy tego robić. Na tej płycie osiągnęliśmy najwięcej. Mamy nadzieję, że nasza kreatywność się nie wyczerpała i kolejne etapy w przyszłości dadzą nam jeszcze lepsze dźwięki.

Końcówka płyty jest dużo bardziej wyciszona niż początek. Jakbyście chcieli zostawić w słuchaczu pewien niedosyt po mocnym uderzeniu w pierwszych utworach, ale też pokazać się z nieco łagodniejszej strony. W kończącym album "Eagles In The City" jest dobra energia, która niesie słuchacza.

Od początku pracując nad tym numerem mieliśmy poczucie, że udało się stworzyć coś fajnego, choć był on w najmniejszym stopniu zrozumiały przez naszych angielskich partnerów. Numer nie jest oczywisty, ma oryginalną strukturę. Gdy czytamy recenzję, to wiele osób wskazuje tę piosenkę jako silny punkt płyty. Ułożenie utworów to zawsze granie w ruletkę. Winyl również narzuca pewną konwencję ułożenia utworów na stronie płyty. Ta pierwsza strona winyla jest mocniejsza i bardziej energetyczna, na drugiej stronie jest więcej opowieści, choć cała płyta jest pewnego rodzaju opowieścią o naszej muzycznej drodze. Ostatni utwór jest pierwszym w historii Chemii, który kończy się wyciszeniem. Gdy słucha się tego na winylu, to zakończenie brzmi jak koniec podróży, w którą chce się wrócić.

Mam podobne odczucia słuchając tego utworu. Jakbyście chcieli dać słuchaczowi sygnał, że jeszcze wrócicie i pokażecie na co was stać.

Fajnie, że tak to odbierasz. Chcieliśmy tu poszerzyć nasze horyzonty, bawiliśmy się muzyką. Płyta dała nam wiele radości. Zagraliśmy na niej akustycznie, czasem mocno, trochę w stylu country, bluesa, czy southern rocka. Mimo tego nasz styl został tu zachowany.

Współpraca z Andym Taylorem mogła obfitować w rozmowy. Chętnie dzielił się historiami ze swojej kariery?

Andy jest gawędziarzem. Czasami jego opowieści z anegdotkami i historiami z zaplecza światowego topu showbiznesowego zamieniały się czasem w kilkugodzinne rozmowy i musieliśmy dawać mu sygnał "OK Andy, ale musimy już grać". Opowiadał o spotkaniach z rodziną królewską, o Live Aid. To człowiek, który jest historią muzyki, jest bardzo szanowany w Wielkiej Brytanii i na świecie. Ma bardzo wielu fanów. Duran Duran został niedawno przyjęty do Rock And Roll Hall Of Fame i w ramach reunionu Andy ma z nimi wystąpić, co jest wielką gratką dla fanów. Współpraca z nim była okazją do posłuchania niesamowitych historii.

Macie kontakt z waszymi współpracownikami z Ukrainy? Pracowałeś tam przez pewien czas. Chcecie wrócić tam z koncertami, gdy będzie spokojniej?

Absolutnie tak. Jesteśmy w stałym konktacie ze wszystkimi naszymi ukraińskimi przyjaciółmi. Rozmawiam często z Mykołą Niemcowem, który napisał wszystkie teksty po ukraińsku. Nie są to tłumaczenia naszych utworów, tylko jego autorskie poetyckie teksty. Jesteśmy w kontakcie z naszym promotorem Romanem Kalmukiem i zespołem Antytila. Mieliśmy na ten rok plany związane z promocją Chemii w Ukrainie, mieliśmy zagrać na 12 ukraińskich festiwalach. Planowaliśmy występy z zespołem Boombox, którego wokalista nagrał utwór z zespołem Pink Floyd. Nasi przyjaciele, z którymi jesteśmy w kontakcie, to już artyści rozpoznawalni na świecie. Z Antytillą graliśmy kiedyś w Ukrainie trasę stadionową. Wydajemy teraz single po ukraińsku. Pomagamy przekazując 25 proc. dochodu ze sprzedaży płyty na rzecz Ukrainy. Sami organizowaliśmy pomoc dla Ukraińców. Szykujemy też niespodziankę na jesień. Na razie nie mogę jeszcze jej zdradzić.

Co jeszcze planujecie?

Jesienią na pewno zagramy w Warszawie. Szykujemy trasę po Polsce. Planujemy też niespodziankę koncertową. Czekamy też na zaproszenia. Zespół wrócił do koncertowania i jesteśmy gotowi, jeżeli ktoś chce posłuchać Chemii na żywo. W zeszłym roku graliśmy na festiwalu w Szkocji, którego organizatorzy określili nas jako sensację i zaprosili na trasę po Wielkiej Brytanii wiosną przyszłego roku.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1udrvf
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d1udrvf