Trwa ładowanie...

Iggy Pop zawładnął OFF Festivalem. Rewelacyjne show to mało powiedziane

Doskonały, rewelacyjny, elektryzujący, niepowtarzalny - superlatyw określających koncert Iggy’ego Popa na OFF Festivalu można by wymienić mnóstwo. Jeszcze więcej padało ich wśród publiki zaraz po koncercie. Muzyk od dekad niepodzielnie rządzi sercami fanów. W Katowicach oddał im tę miłość ze zdwojoną siłą. Co to było za show!

Share
Iggy Pop, jak przystało na gwiazdę festiwalu - dał koncert więcej niż znakomityIggy Pop, jak przystało na gwiazdę festiwalu - dał koncert więcej niż znakomityŹródło: East News, fot: VALERY HACHE
dyxeipq

Iggy Pop, czyli James Osterberg to znacznie więcej niż gwiazda rocka. To ikona. Ojciec chrzestny punk rocka - choć do tego określenia podchodzi pobłażliwie. A przede wszystkim – znakomity performer i sceniczne zwierzę, co udowodnił rewelacyjnym koncertem na OFF Festivalu.

Na ten występ, szczególnie na tej imprezie, fani Iggy’ego Popa czekali od lat. Na OFF już kiedyś zawitał, zagrał wtedy ze swoją legendarną grupą The Stooges. Teraz wrócił z w większości solowym materiałem. Wyczekiwanie narastało, bo koncert zapowiadany był jeszcze przed pandemią, na 2020 r. Wszyscy, którzy chcieli zobaczyć go na żywo, musieli uzbroić się w cierpliwość. Po dwuletniej przerwie związanej z pandemią OFF dopiero teraz świętował 15. edycję, a Iggy nie pozostawił wątpliwości, że nie można było sobie wyobrazić lepszej urodzinowej imprezy, niż ta z jego udziałem.

Co z tego, że Iggy Pop ma już 75 lat i nawet on nie ukryje dłużej tego, że czas płynie nieubłaganie. Ale coraz więcej zmarszczek i ciało, które nie pozwala mu już na największe sceniczne wybryki, w żadnym stopniu nie przeszkadzają mu w tym, by dać rewelacyjne rockowe show. Iggy bawi się na scenie tak, jakby jutra miało nie być, a każdy koncert mógł być jego ostatnim. I choć widmo tego, że kiedyś z tej sceny zejdzie raz na zawsze, zaczyna majaczyć coraz mocniej, Iggy jakoby odsuwa je, chcąc - dosłownie - przetańczyć na scenie całe życie.

Iggy pląsał w układach tylko sobie znanych kroków, radośnie podrygiwał, skakał i prezentował fanom nagi tors (zdejmując teatralnie a to marynarkę, a to stylową ramoneskę) jak za najlepszych lat. Bo i podkreślić należy, że mimo ponad 7 dekad na karku, jest naprawdę w znakomitej formie.

dyxeipq

Publika za show odwdzięczyła się mu z nawiązką. Gdy tylko pojawił się na scenie, wśród wielotysięcznej publiczności poniósł się ogłuszający, euforyczny okrzyk, który zresztą nie cichł przez ponad półtoragodzinny występ. No, może wyłącznie w momentach, gdy fani tworzyli chór śpiewający wraz z Iggym jego największe hity.

A tych nie brakowało. Bo Iggy już w pierwszych sekundach zabrał fanów do swojego wehikułu czasu, sięgając praktycznie cztery dekady wstecz i przeplatając przeboje zarówno pochodzące z płyt The Stooges, jak i solowe. I tak zaczęło się już żywiołowo od "T.V. Eye" i "Five Foot One". Nie ma jednak przesady w stwierdzeniu, że największą euforię wywoływały absolutne klasyki: oszałamiający "I Wanna Be Your Dog", "Lust For Life" będący emanacją Iggy’ego (i całej publiki), czy "The Passenger" - tu chór fanów w refrenach ujął nawet Iggy’ego.

Iggy Pop dał znakomite show East News
Iggy Pop dał znakomite showŹródło: East News, fot: ANDER GILLENEA

Mistrz ceremonii – bo tak w zasadzie należałoby nazwać Popa, robił z publiką co chciał. Jego bezbłędne pozdrowienia, serdeczne gesty tulenia czy całusy rozdawane na lewo i prawo wywoływały przed sceną istne szaleństwo. Jedna z fanek (zapewne najlepiej bawiąca się w tłumie i dlatego dostrzeżona) tego koncertu nie zapomni nigdy - Iggy zaprosił ją na scenę i obdarzył czułym uściskiem.

Iggy Pop zaprosił fankę na scenę WP
Iggy Pop zaprosił fankę na scenęŹródło: WP

Muzyk jednak cały czas panował nad koncertem raz po raz wyciszał rozentuzjazmowaną widownię, śpiewając znacznie spokojniejszą "Sister Midnight" czy przyjemnie pulsujący, jeden z najnowszych utworów, "James Bond".

dyxeipq

Ponadto w zanadrzu miał prawdziwe perełki. Kiedy z właściwą dla siebie swadą opowiadał o czasach, gdy był "młody, biedny i niegrzeczny", wrócił do swojej ulubionej piosenki The Stooges - "I’m Sick Of You". Kiedy zaś stwierdził, że "gdy umrze, zabierze wszystkich zebranych ze sobą", zagrał energetyzujące "Death Trip". W końcu, w finale uraczył publiczność kultowymi "Gimme Danger", "Search and Destroy", a spotkanie zakończył w bisie, jakże wymownie "Fun House".

To i tak zaledwie część utworów, które zagrał ze swoim fenomenalnym zespołem (zwłaszcza sekcją dętą!), a i tak wydawało się, że wieczór ten mógłby trwać bez końca. Wieczór, który był świętem muzyki, pochwałą nieposkromionej energii, bezkompromisowej radości. Takiej lekcji celebracji życia jak Iggy Pop nie daje nikt. Na koniec krótko podsumował swój powrót na OFF Festiwal. - To absolutnie wyjątkowe miejsce. A wy, k...wa, zrobiliście mi tę noc - rzucił bez ogródek przy aplauzie publiki.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
dyxeipq
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dyxeipq
dyxeipq