Doda: "Tak, jestem niegrzeczna, ale ciężkie charaktery mają złote serce. Bo złoto waży!"

Choć od kilku miesięcy nie udziela się w mediach, o Dodzie znów jest głośno. Doniesienia o tym, że jej domniemany nowy partner zastrasza byłego, przeplatają się z plotkami o jej udziale w kolejnej części "Pitbulla" i informacjami, że piosenkarka otwiera... fundację. Tylko w WP o tych wszystkich zawirowaniach rozmawiamy z samą zainteresowaną, która przyznaje bez ogródek: "Nie jestem grzeczną gwiazdą, ale dzięki mnie macie kolorowo".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Doda odniosła się do ostatnich plotek na swój temat
Doda odniosła się do ostatnich plotek na swój temat (ONS.pl, Fot: ons.pl)

Piotr Grabarczyk, Wirtualna Polska: Spotykamy się na gali uświetniającej 15-lecie Fundacji Spełnionych Marzeń, z którą współpracujesz już od dawna. Trzy lata temu zostałaś nawet wyróżniona nagrodą Alladyna. Pamiętasz pierwszy telefon od prezesa tej fundacji? Długo musiał cię namawiać na występ dla dzieciaków?
Doda: To było tak dawno temu, że chyba nawet nie mam prawa pamiętać! (śmiech) Szczególnie że tego typu akcji było naprawdę wiele, nie wszystkie były relacjonowane w mediach, a przy tej ilości ta granica gdzieś się zaciera. Ale rzeczywiście, jeśli chodzi o takie bardziej nagłaśniane akcje to cyklicznie, co roku, spotykam się z tą fundacją np. w święta Bożego Narodzenia na kolędowaniu. W międzyczasie działamy bardziej po cichu, z Fundacją Spełnionych Marzeń i nie tylko. Po cichu, bo obecność kamer i obiektywów nie jest tym dzieciom do niczego potrzebna. Tu chodzi o coś innego.

Jesteś jedną z tych gwiazd, które nie ograniczają się do jednorazowych wizyt? Wiesz, tak na zasadzie "Hej, jestem Doda, widzicie mnie pierwszy i ostatni raz, pa!".
Staram się, żeby ta pomoc nie była jednorazowa. Jestem tak nauczona od dziecka i czuję w sobie chęć i powinność, żeby pomagać biednym i pokrzywdzonym. Może to rekompensuje mój ciężki charakter? Tak mi się wydaje, że ci, którzy mają ten ciężki charakter, to mają też złote serce. Bo złoto sporo waży! (śmiech)

Prywatne doświadczenia z takimi chorobami jak rak zintensyfikowały to poczucie?
Bardzo dużo czasu spędziłam w szpitalach, nie tylko podczas akcji charytatywnych, ale właśnie prywatnie. Miałam chorego narzeczonego, na raka chorowała też moja mama. Wiem, jaka to jest ciężka droga, wiem, z jak tragicznymi sytuacjami muszą zmagać się pacjenci i ich rodziny, co przeżywają. Wtedy każdy uśmiech jest ważny. Szczególnie dla dzieci, które mają swoich idoli i jak przyjdzie taka Doda, pouśmiecha się, pośpiewa, pożartuje, to dla nich to naprawdę wiele znaczy. Nie mogłabym sobie spojrzeć w twarz, gdybym nie znalazła tej godziny w ciągu doby, żeby do nich przyjechać. To nie w moim stylu.

Kilka miesięcy temu wspominałaś, że chcesz otworzyć własną fundację. Na jakim etapie jest teraz ten projekt?
Na etapie końcowym. Za kilka tygodni rusza moja fundacja "Bumerang: Dobro wraca". Nie mogę się już doczekać, bo będę mogła sama organizować to, w czym do tej pory brałam udział jako gość. Cieszę się, bo lubię to robić i mam wrażenie, że będzie to bardzo autentyczne. Potrafię chyba wzbudzić w ludziach potrzebę pomagania, co pokazały już wielokrotnie organizowane przeze mnie akcje. Oni czują, że robię tylko to, co naprawdę chcę i jeśli się już w coś angażuję, to musi za tym stać jakiś konkretny argument.

Zdajesz sobie sprawę z tego, że zaraz pojawią się komentarze sugerujące, że to tylko kolejny sposób na autopromocję i "przykrycie" ostatnich afer, w których przewija się twoje nazwisko?
Totalnie mnie to nie obchodzi, ponieważ najważniejsze jest dla mnie to, ilu osobom pomogę. A ilu osobom się to nie będzie podobało... Niech zgłaszają reklamacje dzieciom, które dzięki mnie się uśmiechną.

ONS.pl
Podziel się

Ta łatka skandalistki przyczepiła się już do ciebie na dobre. Nie masz czasami jej dosyć?
Niech się nie odczepia. Ludzie muszą zaakceptować to, kim jestem. Mają grzeczne gwiazdy, muszą mieć też niegrzeczne. Szanujcie je, bo dzięki nim macie kolorowo!

Kolorowo to chyba nawet za delikatne słowo, jeśli mielibyśmy opisać medialne burze, które przetaczają się przez gazety i portale po każdym twoim rozstaniu. Dlaczego to zawsze tak wygląda?
Problem polega na tym, że moje prywatne animozje są wyciągane na światło dzienne, mimo że nie zawsze sobie tego życzę. Każdy z nas się kłóci w czterech ścianach i niekiedy nie chciałby, żeby usłyszał o tym cały świat, a u mnie na drugi dzień to zawsze odbija się szerokim echem. I to jedyna różnica, bo jak każdy inny śmiertelnik kłócę się ze swoimi narzeczonymi, potrafię im podrzeć w złości koszulę, jeśli mnie zdradzają albo w pijackim amoku zostawiają na tydzień samą w domu. Ale potrafię też schudnąć 10 kilogramów, żeby przez pół roku pomagać ukochanemu w walce z chorobą i poszukiwaniu dawcy szpiku. Życie pisze różne scenariusze, ale jeśli mam być oceniana, to chciałabym, aby robiono to przez pryzmat mojej twórczości jako piosenkarki. Nie jestem politykiem, żeby rozliczać mnie z tego, co dzieje się w moich czterech ścianach. Dobrze wiem, że nigdy tak się nie stanie, ale jeśli już jest jak jest, to bierzmy proszę na to wszystko poprawkę, bo te historie urastają do jakiejś nieprawdopodobnej rangi i żyją własnym życiem.

Nie wkurzasz się, gdy sędzia w obecności mediów czyta zapis twoich prywatnych rozmów z eks-narzeczonym? Gdyby jakiś Kowalski podał do sądu swoją byłą dziewczynę to nikt, oprócz samych zainteresowanych, przecież by tego nie słuchał.
Nie wkurza mnie to. Wiem, kim jestem, wiem dokładnie, co powiedziałam i bardziej mnie to bawi, niż denerwuje. Wkurza mnie to, że ktokolwiek mnie nagrywał, moje prawdziwe emocje i intymną sytuację, jaką niewątpliwie jest kłótnia. Zostałam wtedy bezczelnie i intencjonalnie nagrana, a osoba, która to robiła, doskonale o tym wiedziała, przez co kierowała rozmową tak, a nie inaczej. W takich sytuacjach tracę wiarę w człowieka, jeśli jeszcze całkiem jej nie straciłam.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że mściwość i zapalczywość twojego byłego narzeczonego to pokłosie jego syryjskich korzeni. Wiesz dobrze, że to bardzo mocne stanowisko.
Mój prawnik doradził mi, aby wnioskować o poddanie go badaniom psychiatrycznym. Wysoce dziwne jest to, że 2 lata po rozstaniu człowiek nadal pała taką nienawiścią i chęcią zemsty. Jeśli okaże się, że jest zdrowy, podtrzymam to, co powiedziałam i jako Słowianka z krwi i kości po prostu nie dam się, jak zwykłam śpiewać swoim fanom.

W twoim życiu pojawił się inny Emil - Emil Stępień, twój partner biznesowy. Według mediów, również partner w życiu prywatnym. Sugerują w dodatku, że to właśnie wasza zażyłość sprawiła, że dostałaś rolę w "Pitbullu". A to jest już coś, od czego zdecydowanie odcinasz się od samego początku swojej kariery.
Odcinam się od takich sytuacji, ale absolutnie nie odcinam się od Emila. Jest fantastycznym człowiekiem i moim bliskim przyjacielem. Bardzo się cieszę, że go poznałam, bo jest bardzo wartościową osobą. Natomiast moja przygoda z filmem zaczęła się dużo wcześniej, zanim jeszcze postanowiliśmy razem założyć firmę producencką. Wiem, że media mają misję mnie z kimś zeswatać i trwa akcja "Cała Polska swata Dodę". Póki co, nieskutecznie.

Czyli artykuły, że Emil "nie zasłużył jeszcze na oficjalny tytuł chłopaka Dody" to też bujda? Podobno tak donoszą twoi znajomi.
Odbierając nagrodę na 18-lecie swojej kariery, powiedziałam w przemowie, że 70 proc. artykułów na mój temat jest wyssanych z palca. Mam naprawdę bardzo hermetyczne i ścisłe grono znajomych i przyjaciół, którzy wiedzą, co się u mnie dzieje, więc nie ma takiej możliwości, że ktoś z nich mógłby być tym cytowanym "znajomym". A co za tym idzie, większość tych doniesień to kompletne bzdury.

Ostatnie sensacyjne wydarzenia i publikacje dotyczące Emila - twojego przyjaciela - wpłynęły na prace nad "Pitbullem"? Domyślam się, że szum wokół filmu może być dla ekipy nieco deprymujący.
Na pewno nie jest to miłe, a szczególnie przykre jest dla naszych najbliższych, którzy muszą to wszystko czytać. Ja już przeżyłam publiczny lincz po sprawie z Szulim, która przez 2 lata utrzymywała, że ją pobiłam. Po czym mnie uniewinniono, ale swoje musiałam wysłuchać. Takie osądzanie na początku jest najłatwiejsze, bo nikomu nie chce się czekać do finału danej sprawy. Rozumiem to, jest to jakaś strona show-biznesu, którą trzeba po prostu przełknąć, ale na pewno nie przeszkadza to naszej pracy. Jesteśmy prężnie zorganizowaną ekipą, pełną profesjonalistów. Produkcja filmu rusza i nic jej nie przeszkodzi. A dzięki osobom trzecim i ich konfabulacjom mamy już ogromną promocję, więc muszę chyba im podziękować, bo dodały fabule autentyczności i zainspirowały ekipę do nowych wątków! (śmiech)

Na jakim etapie są prace nad filmem? Widzieliśmy już gotowy scenariusz, a kiedy wchodzisz na plan?
Padł już pierwszy klaps, ja wchodzę na plan w październiku. Nie mogę się doczekać, bo będę podglądać te pierwsze sceny, które będą nagrywane bez mojej obecności. To strasznie ekscytujące! Zdjęcia potrwają do końca listopada, a premierę planujemy na początku 2018.

Stresujesz się? Film to dla ciebie zupełnie nowe medium.
Stresuję się, bo nie chcę zawieść reżysera, który bardzo we mnie wierzy oraz kolegów z planu, bo chciałabym, żeby byli ze mnie dumni - podobnie jak ci, z którymi miałam okazję występować w Teatrze Imka. Zauważyłam już, że w filmie jest większe współzawodnictwo, ale nie mam zamiaru nikomu zabierać jego poletka. Ja mam swój świat muzyki, a film to dla mnie, póki co, sytuacja incydentalna.

Jak mocno będzie w końcu rozbudowana twoja rola? Bo na ten temat też mocno spekulowano i pisano zarówno o głównej roli, jak i epizodzie.
To będzie jedna z głównych ról, bo taką zaproponowano mi na samym początku. Drugi reżyser to podtrzymuje w nowym scenariuszu, a ten jest genialny. Czyta się go jak książkę sensacyjną. Tak gruby scenariusz przeczytałam w kilka godzin z wypiekami na twarzy. Uważam, że będzie to jeden z fajniejszych filmów akcji i fani "Pitbulla", zarówno tego starego i nowego, z pewnością się nie zawiodą.

Ty zagrasz kobietę mafii czyli w domyśle bardzo zdecydowaną, wyrazistą postać. To będzie wyzwanie pokazać ją tak, żeby widz w kinie nie miał wrażenia, że jednak ogląda Dodę?
To jest bardzo wielowarstwowa postać, bo przechodzi kilka metamorfoz. Umiera jej mąż i to zmienia wszystko - od jej nastawienia do życia po kolor włosów. Będzie trochę Dody, ale chciałabym też pokazać z siebie innej, bardziej poważnej strony. Jaka to jest zabawa pójść do kina i dostać to, co proponuję na swoim koncercie? Na pewno chcemy z reżyserem zbudować bohaterkę, która będzie zaskakiwać.

Myślisz, że doświadczenie, które zdobyłaś przed kamerą dzięki pracy nad teledyskami i innymi krótkimi formami, przyda ci się teraz na planie?
Nie, bo muzyka mnie nakręca i kiedy ją słyszę, to automatycznie rozbudowuje się moja mimika, aż czasami mnie samą to zaskakuje. Tutaj jest zupełnie inaczej i podziwiam aktorów, którzy są świetni w tym, co robią, bo to ciężki kawałek chleba.

Tym razem też usłyszymy cię na soundtracku, podobnie jak w "Niebezpiecznych kobietach"?
Przy tym projekcie skupiam się tylko i wyłącznie na aktorstwie. Nie chcę jak jakaś wariatka być producentką, nagrywać piosenkę i jeszcze wcielać się w jedną z bohaterek. Mam rolę do zagrania i chcę to zrobić jak najlepiej.

ONS.pl
Podziel się

Zanim na dobre pochłonie cię "Pitbull", przed tobą kolejne głośne wydarzenie - festiwal w Opolu. Kiedy dostałaś zaproszenie, przemyślałaś tę propozycję dwa razy? Opole to w ostatnich miesiącach temat mocno polaryzujący artystów.
W ogóle się nie zastanawiałam. Bardzo lubię Opole i opolską publiczność, zdobywałam tam nagrody i zawsze z przyjemnością będę tam wracać. Nie mieszam się w ogóle w te kwestie związane z bojkotem, bo widzę kompletny brak konsekwencji i to z obu stron. Artyści, którzy obrali festiwal jako kozła ofiarnego w zemście na TVP, po ogłoszeniu bojkotu nie mają problemu z występowaniem w innych programach tej stacji, gdzie dostają pokaźne gaże i świetnie się bawią. To jakiś cyrk i nie chcę brać w tym udziału, gdzie tu jakaś logika? Ja w Opolu zaśpiewam dla swoich fanów, bo będzie ich tam bardzo dużo.

A co z prezesem Kurskim? Ostatnio czytałem w jednej z gazet, że jego narzeczona jest o ciebie mocno zazdrosna.
To ten news, według którego narzeczona była zazdrosna, bo prezes za długo mnie przytulał? (śmiech) Powiedziałam już kiedyś, że nie dotykam zajętych mężczyzn. A jedynym prezesem, który mnie przytulał, była Nina Terentiew i niech tak pozostanie. W innych tego typu sytuacjach zachowuję się profesjonalnie, więc to oczywiście kolejna idiotyczna plotka.

Wróćmy do samego występu. Jakiś wpływ na decyzję miała osoba Maryli, na której recitalu zaśpiewasz? Miała świętować w czerwcu swój jubileusz, 50 lat na scenie, a w mgnieniu oka stała się bohaterką jakiejś wielkiej afery i to chyba nie do końca z własnej woli.
Bardzo mi jej szkoda. Trzeba pamiętać, że niedawno zmarła jej mama. Wiem, że niektórym brakuje empatii i zachowują się jak na igrzyskach śmierci, ale bądźmy ludźmi - strata matki to coś okropnego. Poza tym, Maryla była dla mnie zawsze bardzo fajną, ciepłą i dobrą osobą. Od samego początku, kiedy te 18 lat temu wchodziłam do show-biznesu. I na mapie innych zazdrosnych koleżanek, wyróżniała się tym, że mnie wspierała i nigdy jej tego nie zapomnę. Chcę ją wspierać w tym jubileuszu, bo staram się być lojalna i odwdzięczać się wtedy, kiedy mogę.

W takim razie opowiadaj, co szykujecie? Jeśli wasze dotychczasowe wspólne występy mogą być jakąś wskazówką, to możemy być pewni, że będzie się działo.
Szykuję dwa wejścia. Jedno w tercecie z Marylą i Cleo z utworem "Damą być". Maryla, coś czuję, że ma oddzielny hotel na kostiumy! (śmiech) Wysłała mi już koncepcję swojego stroju i aż mi się telefon zawiesił na pięć minut. Napisała "dopasuj się", więc muszę chyba zabić 16 pawi z Łazienek Królewskich, żeby jej dorównać. (śmiech) Natomiast drugie wystąpienie będzie bardzo zaskakujące, zarówno dla moich fanów, jak i antyfanów.

Tych drugich też chcesz do siebie przekonać?
Tak, bo pokażę coś zupełnie nowego. Ja już się znam z tej strony, ale nie miałam jeszcze okazji pokazać jej na scenie. To będzie moja ulubiona piosenka Maryli, którą moi rówieśnicy, kiedy leci w radiu, interpretują zupełnie inaczej niż powinni. Chciałabym pokazać w tym występie uczucia, które mną targają, kiedy ją słyszę i śpiewam. Będzie to zupełnie odmienna interpretacja niż w oryginale Maryli. Jeszcze was zaskoczę!

Zobacz też: Doda kontra jej BARDZO stare zdjęcia. Reakcja? Bezcenna!

ONS.pl
Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.