Dziennikarka wyjawia kompromitujące zachowanie Janusza Rudnickiego na łamach "Wysokich Obcasów"

"#metoo" - akcja zapoczątkowana w Stanach Zjednoczonych odbiła się szerokim echem w środowisku polskiego show-biznesu. W najnowszym numerze "Wysokich Obcasów" temat molestowania oraz potrzeby wskazywania sprawców nadużyć na tle seksualnym podjęła Anna Śmigulec. Reporterka w rozmowie z Alicją Długołęcką ujawniła kompromitujące zachowanie pisarza Janusza Rudnickiego.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na zdjęciu: Janusz Rudnicki
Na zdjęciu: Janusz Rudnicki (East News)
WP

Reporterka Dużego Formatu podjęła temat molestowania - głównie w polskiej rzeczywistości - w wywiadzie z Alicją Długołęcką. Ekspertka zajmuje się edukacją i poradnictwem psychoseksualnym. Długołęcka rozpoczęła swoją wypowiedź od podania definicji molestowania:

- Samo słowo "molestować" wywodzi się z łaciny: "molestare” oznacza drażnić, naprzykrzać się. Dzisiaj można by powiedzieć: przymuszanie. Kogoś do czegoś: do swojego towarzystwa, do słuchania, do patrzenia, do dotykania, do seksu, chociaż powszechnie jest kojarzone z jawnie seksualnymi propozycjami, złym dotykiem i przemocą.

WP

Długołęcka w wywiadzie podała kilka przykładów z własnego życia. W pewnym momencie podjeła temat całkowitego zaskoczenia ofiary i niemożności podjęcia natychmiastowej reakcji:

- Często sprawca wykorzystuje to, iż przekracza granice tak bardzo, że nie mamy czasu zareagować, bo dopada nas dysonans poznawczy. I potem to jest używane jako argument przeciwko nam. „Przecież nie powiedziałaś nie, więc o co ci chodzi? Przecież się zgodziłaś”.

WP

Niespodziewanie na ten przykład odpowiedziała autorka wywiadu, opowiadając historię, która przydarzyła jej się w trakcie pracy:

- Znam to. Rok temu miałam wywiad ze znanym pisarzem, którego podziwiam od dawna. W wywiadzie był błyskotliwy i ujmujący, cieszyłam się, że go wreszcie poznałam. Odprowadził mnie kawałek, okazało się, że lubimy tę samą kawiarnię nieopodal. Ja szłam do niej od razu, on rzucił, że może wpadnie tam potem, z kolegą. Rzeczywiście, z godzinę później, kiedy siedziałam już z koleżanką, reporterką, dołączył do naszego stolika.

Rozmawiamy miło, kafejka pełna ludzi, aż tu nagle w drzwiach pojawia się ów kolega, a pisarz woła do niego: „Chodź, kurwy już są!”. Zamurowało mnie. Nie zrobiłam nic, choć na co dzień jestem asertywna i reaguję, gdy komuś dzieje się krzywda - wyznała dziennikarka.

Na to wyznanie Długołęcka zareagowała pytaniem:

WP

- Ale skoro mówi pani o sytuacji, która się nie przedawniła i dotyczy osoby publicznej, to proszę podać teraz z imienia i nazwiska, kto to był.
- E, tak z nazwiska to lepiej nie - zawahała się dziennikarka.
- Ale dlaczego? No tak, to był autorytet, stawiała go pani wyżej w hierarchii, miała pani zupełnie inny obraz tego człowieka. Wiele osób wykorzystuje to, że jesteśmy od nich w jakiś sposób zależne zawodowo lub emocjonalnie. Ale będę uparta i zapytam dlaczego?
- Bo zrobi się afera? Bo zostałam wychowana na grzeczną dziewczynkę? Która jest miła, dobrze wychowana, nie wszczyna awantur.

Dopiero pod koniec wywiadu Śmigulec zdecydowała się podać nazwisko pisarza.

- Więc może ujawni pani nazwisko pisarza, aby inne kobiety poczuły, że można? - poprosiła ponownie Długołęcka.
- Janusz Rudnicki.
- Dobrze, że pani to wypowiedziała na głos. Dlatego że sprawcy nie są przez nas ujawniani, przy tej masowości zjawiska tworzy się taka oto sytuacja, że skoro prawie każda kobieta była molestowana, to oznacza, że prawie każdy facet molestował.

27 października pisarz, o którym mowa w wywiadzie, udzielił wywiadu na temat akcji "MeeToo" Agnieszce Kublik. W rozmowie powiedział: "To paradoks, jeśli polskie aktorki mówią o przypadkach molestowania i ten fakt bardziej kompromituje ofiarę niż sprawcę". Rudnicki przyznał, że zdarzyło mu się obrazić kobiety, za co przeprosił... na kolanach.

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP