Trwa ładowanie...

"Dziwnie czuje się jako rozwódka". TYLKO U NAS rozmowa z Anią ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia"

Ulubienica telewidzów odetchnęła z ulgą - jest już po rozwodzie. Miłosny eksperyment zakończył się dla niej klęską. Program TVN-u miał zapewnić Ani miłość na całe życie, a zamiast tego zafundował - łzy i wielkie rozczarowanie.

Share
"Dziwnie czuje się jako rozwódka". TYLKO U NAS rozmowa z Anią ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia"
Źródło: Instagram.com, fot: Instagram
d3f7rmu

"Ślub od pierwszego wejrzenia" to program, który w działaniu szybszy jest niż niejeden portal randkowy. Tutaj od razu przechodzi się do rzeczy. I choć Ania Wróbel ze ślubnego kobierca bardzo szybko powędrowała na salę sądową, to dzisiaj niczego nie żałuje. W nową, porozwodową rzeczywistość wchodzi z uśmiechem wymalowanym na twarzy. - Nie żałuje niczego w swoim życiu, żadnych swoich decyzji. Przykro mi jedynie, że wplątałam w to całą swoją rodzinę. Mam dystans do siebie i swoich decyzji, ale nie każdy ma tak mocny tyłek jak ja - wyznała w rozmowie z WP.

Trzeba być niezwykle odważnym, by powiedzieć "tak" nieznajomej osobie. Jednak Ania i Grzegorz byli siebie pewni od... pierwszego wejrzenia. On zaimponował jej oświadczynami i wyglądem, a ona mu wdziękiem i pogodą ducha. Państwo młodzi wybrali się w podróż poślubną na Teneryfę, a później czekało ich wspólne mieszkanie (para zamieszkała z rodzicami Ani - przyp. red.). Jednak już w Polsce Grzegorz powiedział Ani, że nie jest gotowy na małżeństwo i musi to przemyśleć, a ona płakała, nie kryjąc zaskoczenia. Miłosny eksperyment potrwał miesiąc. Po tym czasie para musiała podjąć decyzję, czy chce dalej budować wspólną przyszłość. Decyzja nie była łatwa, ale Ania kierowała się bardzo prostą zasadą - wydaje mi się, że nie chodzi tutaj o czas, tylko o zaufanie - bez niego daleko nie zajedziemy. Ale mam tutaj na myśli zaufanie do samego siebie. Żeby bardziej polegać na swoich instynktach i intuicji. Mimo wszystko nie wolno poddawać się opiniom i ocenie innych ludzi - stwierdziła Ania.

Po powrocie z Teneryfy kłótnie w małżeństwie nie ustawały, a sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Grzegorz perfidnie wykorzystywał ten fakt nawet w obecności kamer - jedną z sytuacji świadczących o braku lojalności z jego strony, było podrywanie innych dziewczyn w obecności żony. Ania czuła się potwornie zraniona, a on - chciałoby się powiedzieć, jak to facet - niewinny. Jednak Ania w przeciwieństwie do swojego ex męża, wie co to "klasa" i dzisiaj nie mówi o nim źle. - Nie będę wypowiadała się, jeżeli chodzi o Grześka. Nie będę rozpętywać kolejnej medialnej burzy. Nie będę też mimo wszystko obrzucała go błotem. To wszystko już za nami - opowiadała w rozmowie z WP.

Instagram.com
Źródło: Instagram.com, fot: Instagram

Widzowie bardzo szybko poznali się na Grzegorzu z Siedlec i murem stanęli za swoją ulubienicą. Ania mogła zatem liczyć na wsparcie fanów, którzy stanęli po jej stronie. I jak sama przyznała, choć jej rodzina nie do końca popierała szalony pomysł uczestnictwa w programie, to dzisiaj ma na kogo liczyć. - Na samym początku cała moja rodzina sceptycznie patrzyła na ten program... No ale później wiadomo, wszyscy trzymali kciuki za mnie i za moje szczęście. Wiele różnych emocji przewinęło się przez mój dom w trakcie tego programu. Moich rodziców bardzo to wszystko dotknęło - jestem ich córką. Trochę żałuję, że ich w to wszystko zamieszałam. Ale dzisiaj oni także czują ulgę. Zgłaszając się do programu brałam pod uwagę różne opcje. Łudziłam się jednak, że zakończenie okaże się dla mnie pozytywne, dla nas... Jednak to, co się stało nie jest dla mnie zaskoczeniem. Liczyłam się z tym. Marzyłam o nowym życiu, o miłości, ale stało się inaczej i czuje się z tym pogodzona - wyznała Ania.

Finał tego kontrowersyjnego eksperymentu nie okazał się łaskawy dla nowożeńców - nie przetrwali próby czasu. A już na pewno nie pan młody, który bardzo szybko postanowił skupić się na innym, nowym "blond eksperymencie". Grzegorz znalazł pocieszenie w ramionach innej partnerki. Para nie czekała więc długo i zdecydowała się rozwieść w finałowym odcinku.

Materiał prasowy
Źródło: Materiał prasowy, fot: Pudelek

Później Grzegorz był w jeszcze jednym związku. Prawdopodobnie starsza od niego kobieta nie wydała się wystarczająco dobrą kandydatką na żonę. Dlatego postanowił związać się z prawdziwą damą - uczestniczką programu "Projekt Lady" - Paulą Radzikowską. Dzisiaj na Instagramie dziewczyny nie znajdziemy już ich wspólnych zdjęć. Usunięcie postów mogłoby wskazywać na kolejne miłosne niepowodzenie Grzegorza...

Instagram.com
Źródło: Instagram.com, fot: Instagram

Z ich dwojga, to Ani przyszło zapłacić podatek od miłości i odnaleźć się w trudnej sytuacji. Jednak dziewczyna wydaje się być niewzruszona tym faktem, a w przyszłość patrzy przez różowe okulary. W rozmowie z Wirtualną Polską zdradza, jak dzisiaj czuje się w roli singielki:

d3f7rmu

- Dzisiaj obudziłam się w nowej rzeczywistości. Szczerze? Dziwnie jest mi być rozwódką, biorąc pod uwagę fakt, że prawie w ogóle nie byłam mężatką. To wszystko dotrze do mnie zapewne dopiero wtedy, jak będę musiała załatwiać sprawy urzędowe. Czuje ogromną ulgę i lekkość - w końcu zero melancholii i negatywnych myśli. To wszystko już za mną - negatywne emocje ale również to, co działo się w internecie, bo to odbiło się na mojej rodzinie. Ale ten etap jest już definitywnie zakończony. Moje drogi i Grzegorza raz na zawsze się rozeszły. Można mnie znaleźć na portalach randkowych, ale mimo wszystko teraz daje sobie czas - zero poszukiwań. Niczego nie żałuje, ale w programie nie wzięłabym udziału ponownie.

A czy wy zdecydowalibyście się na poślubienie nowo poznanej osoby?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

d3f7rmu

Podziel się opinią

Share
d3f7rmu
d3f7rmu