Trwa ładowanie...

Karaś/Rogucki: szukamy własnej drogi, pisząc piosenki o miłości

- Tym razem chodzi o zajrzenie w głąb siebie, przyjrzenie się swoim emocjom i poszukiwanie w sobie siły do mierzenia się z otaczającym światem. Więc tak, to nadal piosenki o miłości. Miłości dającej nadzieję na odkupienie - mówią w rozmowie z WP Piotr Rogucki i Kuba Karaś, którzy wydali właśnie drugi album "Czułe kontyngenty".

Share
Piotr Rogucki i Kuba Karaś wydali drugą płytę, "Czułe kontyngenty"Piotr Rogucki i Kuba Karaś wydali drugą płytę, "Czułe kontyngenty"Źródło: Kayax, Materiały prasowe, fot: Kasia Bielska
d31p7f5

Urszula Korąkiewicz, Wirtualna Polska: "Ostatni bastion romantyzmu", wasza pierwsza płyta, jako że opowiadała o miłości w czasach zarazy, w obliczu pandemii nabrała ciężaru katastroficznego wydźwięku. Tym razem chcieliście się od niego odciąć, zmieniając perspektywę i przyglądając temu, co "wewnątrz"?

Piotr Rogucki: Dokładnie takie mieliśmy założenie. Nadal chcieliśmy opowiadać o miłości, ale odkryć jej inne oblicze. Nie to, które jest zagrożone, ale to, które sprawia, że jesteśmy w stanie się z tego zagrożenia wydostać. Tym razem chodzi o zajrzenie w głąb siebie, przyjrzenie się swoim emocjom i poszukiwania w sobie siły do mierzenia się z otaczającym światem. Więc tak, to nadal piosenki o miłości, miłości dającej nadzieję na odkupienie.

Kuba Karaś: Chcieliśmy dać ludziom więcej ciepła. Dodać otuchy, by wyjść z tego trudnego okresu, który się wydarza w ostatnich latach. Chcieliśmy ich do siebie przytulić.

d31p7f5

To czułość jest tym, co może nas uratować?

Piotr Rogucki: Nie chciałbym narzucać zdania w tych kwestiach. Myślę, że ludzie sami muszą dojrzeć do pewnych refleksji, jak wyjść z niepokoju cywilizacyjnego i zagrożeń czyhających niejednokrotnie na nasze własne życzenie. Natomiast my szukamy własnej drogi i która podpowiada nam podświadomie, którędy zmierzać, żeby nie robić więcej szkód. Okazuje się, że pod naszymi refleksjami podpisuje się sporo ludzi. Ale nie jestem osobą, która jest skłonna udzielać rad, gdzie znaleźć zbawienie i gdzie szukać ocalenia dla świata. Raczej sam sobie częściej zadaję pytania, niż udzielam odpowiedzi.

A jak wy radziliście sobie w ostatnim czasie? Jak pracowaliście nad drugim krążkiem?

Piotr Rogucki: Tworząc pierwszą płytę, tworzyliśmy ją dla przyjemności. Nie zakładaliśmy kontynuacji, co będzie dalej. A dalej... trudno mówić, że to była przyjemność. Dopadł nas brak motywacji, brak deadline'ów, pewności, czy uda nam się pojechać w trasę koncertową, w końcu: czy w ogóle pracować nad nowymi kawałkami, czy wydawanie nowej płyty ma jakikolwiek sens. Nasze głowy zaprzątały poważniejsze, codzienne problemy.

d31p7f5

Swoje dołożyły do tego stanu długie przerwy w kontaktach. Każde z nas siedziało w domach, nie widzieliśmy się nawet po parę miesięcy. A kiedy już się spotykaliśmy, musieliśmy poznawać się poniekąd na nowo, byliśmy już innymi ludźmi. Ale mamy się naprawdę dobrze, mieliśmy okazję trochę pograć, chociażby na letnich festiwalach, naprawdę czujemy się dobrze ze sobą na scenie. Jest fajnie. Ale wszystko, co się wydarzyło, nauczyło nas żyć wolniej, normalniej, nie rzucać się łapczywie na wszystko.

Kuba, ty też wspominałeś, że jeśli chodzi o pracę, mocno zwolniłeś. Za sobą masz 10 płyt, przy których pracowałeś jako producent. Jak doświadczenie, którego nabrałeś przekłada się na to, jak tworzysz teraz?

Kuba Karaś: Faktycznie, kiedyś byłem bardzo niecierpliwy, chciałem jak najszybciej domykać kolejne projekty. A teraz, poniekąd zmuszony przez okoliczności, nauczyłem się rzeźbić. Zmienił się i mój proces kreatywny, i sama produkcja, chociaż zaczynam coraz mniej lubić to słowo. Zamiast rzucać się na wszystko i brać każdą propozycję, wybieram, z kim chcę pracować, co chcę robić.

Szukam tego, co będzie ciekawsze, inspirujące twórczo, co będzie przygodą albo po prostu, spotkaniem. Myślę, że człowiek po pewnym okresie, kiedy nabiera już doświadczenia, dochodzi do wniosku, żeby pracować mądrze, a nie dużo. Gdybym miał skrócić dewizę, to chyba najprościej ją określić, więcej, szybciej, mądrzej.

Podkreślacie, że nie jesteście już tylko duetem, ale czteroosobowym zespołem i na "Czułych kontyngentach" Kamil Kryszak i Wiktoria Jakubowska wyraźnie zaznaczyli swoją obecność. Co to poszerzenie dało, jak zmieniło waszą pracę?

Kuba Karaś: Rzeczywiście, "Film" jest w całości autorstwa Wiktorii, a "Mniej niż więcej" Kamila. Ale nie wyznaczyliśmy wyraźnego podziału ról, pracowaliśmy wspólnie. Ja, jako producent, zebrałem to tylko w całość.

d31p7f5

Piotr Rogucki: Kuba po prostu był tą ostatnią osobą, która konstruktywnie oceniała, co nadal żre w naszym przypadku, a co nie. Pomysły wyławialiśmy wspólnie, kierowaliśmy się prostym wyznacznikiem, szukając tego, co nas będzie stymulowało. I to było naprawdę trudne, bo pomysłów mieliśmy aż nadto. Trafiła nam się prawdziwa klęska urodzaju. Ale decydentem był właśnie Kuba.

Kuba Karaś: Więc wybierałem i rzeźbiłem. Czasem wracałem do tych piosenek z perspektywy czasu, czasem ostro je zmieniałem, bazując na tym, co już mamy...

Piotr Rogucki: Albo zmieniał brzmienie gitary tak, żeby brzmiała jak syntezator. Albo trąbka. Osiągnął efekty, które nawet dla mnie są zaskakujące.

Kuba Karaś: Mnie samego zaskoczyło to, jak brzmi w całości. Inaczej niż spodziewałem się tego po singlach.

Piotr Rogucki i Kuba Karaś Kayax, Materiały prasowe
Piotr Rogucki i Kuba Karaś dają fanom na kolejnej płycie jeszcze więcej czułości Źródło: Kayax, Materiały prasowe, fot: Kasia Bielska

"Czułe kontyngenty" to bardzo spójna płyta i mam wrażenie, że jeszcze bardziej niż poprzednia pokazująca, jak się uzupełniacie.

Piotr Rogucki: Gdybyśmy się nie uzupełniali, pewnie nie mielibyśmy ochoty ze sobą dłużej pracować. Ale nie skupiam się nad tym, nie zastanawiam, co sobie nawzajem dajemy i co z tego mamy. Kiedy mam z kimś dobry przelot, staram się tego nie analizować, nie rozkładać na czynniki pierwsze, wolę się cieszyć ze wspólnie spędzonego czasu.

d31p7f5

Wasza przyjaźń dojrzała?

Piotr Rogucki: I rozszerzyła o dwie osoby. Jesteśmy z Kamilem i Wiktorią czwórką przyjaciół, która naprawdę dobrze się ze sobą czuje. Jesteśmy w tej naszej przygodzie wszyscy razem, nie ma tu grama sztuczności. Nie ma podejścia, że ktoś po prostu jest tylko muzykiem, który ma do odegrania swoją rolę. Świetnie dogadujemy na scenie i poza sceną, dlatego te długie przerwy w spotkaniach były dla nas naprawdę trudne.

Koncerty są waszą siłą i mam wrażenie, że zdążyliście nawiązać mocną więź nie tylko ze sobą, ale i z waszą publiką.

Piotr Rogucki: Dla mnie najważniejsze jest to, że otaczam się dobrymi ludźmi. A spotkaliśmy naprawdę duże grono, które identyfikuje się z tym, co robimy. Wbrew pozorom to nie zdarza się aż tak często. Mamy naprawdę sporą grupę fanów, w dodatku cały czas rosnącą.

d31p7f5

Kuba Karaś: Ten odbiór jest naprawdę fantastyczny. Reakcje ludzi na koncertach nieraz potrafią nas zaskoczyć. Wiesz, niełatwo jest grać numery, których ludzie jeszcze nie znają, ale zdarzało się, że naprawdę bardzo na to nowe czekali. Czasami wiedząc już, jaki będzie tytuł albo słysząc piosenkę raz, dopytywali, kiedy oficjalnie się ukaże. To niesamowicie miłe.

Na początku waszej wspólnej drogi nie kryliście, że liczycie na to, że uda się wam połączyć fanów Comy i The Dumplings. Tymczasem to grono to więcej niż połączenie dwóch ekip.

Piotr Rogucki: Tak, a co więcej, spotykałem się na początku z opiniami, głównie pochodzącymi od fanów Comy, że wątpili w to, że rozstanie z Comą to był dobry pomysł. A teraz dochodzą do wniosku, że po pierwsze, przestają należeć do grona narzekających, a po drugie twierdzą, że to w moim przypadku nie był skok w bok, ale krok do przodu.

d31p7f5

To prawda, choć w mediach społecznościowych od czasu do czasu widać, że nadal są ci, którzy pogodzić się nie mogą z kierunkiem, który obrałeś.

Piotr Rogucki: Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którzy związali się mocno z którąś piosenką czy płytą, która towarzyszyła jakiemuś pięknemu momentowi w życiu i to sprawiło, że to dobro kojarzy im się z zespołem. Rozumiem, że im go brakuje. Z jednej strony to naprawdę miłe, ale z drugiej, współczuję ludziom, którzy tak zblokowali się na jakimś okresie w historii. Tak się nie żyje szczęśliwie.

Ja nie żyję przeszłością, tak się najzwyczajniej nie da. Emocjonalność związaną z zespołem Coma mam już za sobą. Nie jestem w stanie wiarygodnie i szczerze wykonywać utworów, które śpiewałem, mając jakieś 25 lat. Tym bardziej że były nacechowane emocjonalnością bardzo osobistą. Więc cóż, państwo mogą się z tym albo pogodzić, albo wyrażać swoje gorzkie żale. Tyle. Ja nie jestem w stanie zadowolić wszystkich i zaspokoić potrzeb tych, którzy wyobrażali sobie, że moje życie będzie wyglądało inaczej, niż zdecydowałem.

Piotr Rogucki i Kuba Karaś Kayax, Materiały prasowe
Piotr Rogucki i Kuba Karaś: chcieliśmy dać ludziom więcej ciepła Źródło: Kayax, Materiały prasowe, fot: Kasia Bielska

Kuba, a jak to wygląda z twojej perspektywy?

Kuba Karaś: Jeśli chodzi o The Dumplings, to też mieliśmy wokół siebie mnóstwo bardzo oddanych osób. Ale myślę, że przede wszystkim największą różnicę robi fakt, że to ludzie znacznie młodsi, mający zupełnie inne podejście i do życia, i do muzyki. Mogę zaręczyć, że to bardzo dobrzy ludzie. A my zaczynając przygodę z naszym zespołem, dostaliśmy od nich mnóstwo dobrych słów i myśli.

A wy sami, czego oczekiwaliście od waszej drugiej płyty? Stawiacie poprzeczkę coraz wyżej?

Piotr Rogucki: Myślę, że odbiorcy tak naprawdę nie zdążyli jeszcze nas poznać. COVID skutecznie odebrał nam przyjemność z tworzenia naszego charakteru na żywo, naprawdę nie mieliśmy znowu ku temu tak wielu okazji. Ale świadomie zdecydowaliśmy, że konsekwentnie będziemy szukać swojego stylu. I nie zamknęliśmy go na drugiej płycie. Obraliśmy naprawdę dobrą drogę.

Kuba Karaś: Poza tym, moim zdaniem nasz styl jeszcze ewoluuje. My tak naprawdę dopiero się rozwijamy. Poszerzył nam się skład, poszerzyły nam się dzięki temu horyzonty. I uważam, że naprawdę nie da się nas zaszufladkować.

Piotr Rogucki: Ale nie mamy też zamiaru na siłę iść pod prąd. Albo czegokolwiek komuś udowadniać. Najważniejszym wyznacznikiem tego zespołu jest to, że po prostu robimy piosenki, z których każda ma swoją samoistną siłę. To jest sedno naszej współpracy. Nie mam potrzeby, żeby nagle tworzyć progresywne utwory, które będą trwały po 20 minut.

Kuba Karaś: Na takie szaleństwo zostawiamy sobie przestrzeń na koncertach!

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d31p7f5
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d31p7f5