Trwa ładowanie...
d3lfaj7
News

Kinga Rusin specjalnie dla WP: "Pierwsze wrażenia są faktycznie słabe"

Dziennikarka TVN-u wybrała się w dwumiesięczną podróż marzeń. Piękna Oceania skłoniła Kingę Rusin do refleksji. Obecnie gwiazda zwiedza Nową Kaledonię. Emocjami z podróży podzieliła się z WP Gwiazdy. Specjalnie dla nas opisała, co urzekło ją w tym miejscu i wysłała nam prywatne zdjęcia z podróży.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Treści redakcyjne są całkowicie niezależne.Wspierasz nasz rozwój, kupując produkty z linków lub boksów zamieszczonych w tekście.

Kinga Rusin specjalnie dla WP: "Pierwsze wrażenia są faktycznie słabe"
(Kinga Rusin/arch.prywatne)
d3lfaj7

Nowa Kaledonia brzmi mało egzotycznie. No bo czego egzotycznego może się spodziewać Europejczyk po miejscu nazwanym Szkocją, tyle że po łacinie, w dodatku należącym do Francji, tyle że odległym od Paryża o 16 tys. km?

Pierwsze wrażenie po wylądowaniu w stolicy kraju, Noumei, faktycznie jest słabe. Ulewny deszcz i niska jak na tropiki temperatura, to nie jest powitanie, jakiego oczekuję. Przejazd z odległego o 50km (!) od miasta lotniska do hotelu pogłębia tylko negatywną ocenę. Czteropasmowa autostrada, wzdłuż drogi magazyny i fabryki, dźwigi portowe, silosy, wielkie zbiorniki na ropę, chaotyczna, brzydka zabudowa, jednym słowem obrazek jak z przedmieść każdego przemysłowego, europejskiego miasta.

Francuscy kolonizatorzy robili od początku to, czego oczekiwali od nich zwierzchnicy, wyciskali z Nowej Kaledonii, swojej kolonii karnej, pieniądze z czego się dało. Najpierw było to drzewo sandałowe, później nikiel. Sandałowce nie odrosły, a po intensywnym wydobyciu niklu zostały hałdy toksycznych zielonkawych odpadów. Rdzenna ludność - Kanakowie, została najpierw wykorzystana jako darmowa siła robocza, a później zdziesiątkowana europejskimi chorobami przywiezionymi przez Francuzów i nawet na jakiś czas zamknięta w rezerwatach.

d3lfaj7

Dzisiaj Nowa Kaledonia pozostaje jedną z nielicznych europejskich kolonii, która niepodległości już najprawdopodobniej nie odzyska. Po lokalnych rozruchach i naciskach ONZ, na początku lat 90. ustalono referendum niepodległościowe, którego ostateczna data przypada na przyszły rok. Ale kto ma głosować za niepodległością, skoro rdzenni Kanakowie są tu teraz mniejszością? Ponoć od momentu spadku cen niklu Francuzi do tej kolonii dopłacają, ale najwyraźniej nie płaczą z tego powodu, skoro tak bardzo chcą tu zostać i zachować wpływy.

   Kinga Rusin/ arch.prywatne
(Kinga Rusin/ arch.prywatne)

Wystarczy odlecieć 40 minut od centralnej wyspy (Grande Terre), żeby zobaczyć prawdopodobnie to, co zobaczył w XVIII w. słynny żeglarz i odkrywca James Cook. Na wyspie Ouvéa od tego czasu niewiele się bowiem zmieniło. Płaska i piaszczysta, porośnięta jedynie palmami kokosowymi i mangrowcami wyspa nie przedstawiała takiej wartości jak Grande Terre. Zostawiono więc ją i jej mieszkańców w spokoju. Kanakowie cały czas żyją tu w tradycyjnych domach zbudowanych na konstrukcji z pni palmy i misternie obłożonych palmowymi liśćmi. Jedyne co przypomina o współczesności to nieliczne samochody i gdzieniegdzie anteny satelitarne z napisem Canal+.

Na liczącym zaledwie 132 km2 atolu jest aż 18 klanów, z których każdy ma swojego wodza. Ci z kolei stanowią radę wyspy czyli Grande Chefferie. Jakby czas się zatrzymał, tylko ta francuska nazwa razi... Turyści mają do dyspozycji parę rodzinnych pensjonatów tzw. Tribal Lodge, gdzie można przeżyć przygodę życia śpiąc bez jakichkolwiek wygód, jak tubylcy. Jeden pseudoresort na końcu wyspy szczęśliwie jest na tyle mały, że nie burzy spokoju i idylli tego miejsca. Wieczorem mieszkańcy południowej części Ouvéa spotykają się na mostku, z którego można obserwować faunę laguny. Pod mostem, do zatoki wpływają na żer stada mant i żółwie, ale także całkiem spore rekiny, mogące tu łatwo zdobyć pożywienie. Nie słychać żadnych dźwięków cywilizacji, a nocą widać cały gwiazdozbiór jak na dłoni, bo żadna lampa nie rozprasza mroku. Czy takie miejsca można ocalić w niezmiennej postaci? Nie na długo. 3300 mieszkańców Ouvéa jest dumnych ze swojego dziedzictwa, ale latając do krewnych do Noumea obserwują tzw. zachodnią cywilizację i też chcą coś z niej mieć.

   Kinga Rusin/arch.prywatne
(Kinga Rusin/arch.prywatne)

Kanakowie to jedne z ludów melanezyjskich o bardzo charakterystycznych rysach, przypominających nieco aborygeńskie. Jeszcze w XIX w. odnotowywano tu przypadki ludożerstwa. Fascynujące jest połączenie ich wyglądu z perfekcyjną francuszczyzną, którą się posługują, bo edukacja jest tu obowiązkowa i obowiązkowo po francusku. Nowa Kaledonia ma wprawdzie pewną autonomię i nawet dwóch przedstawicieli we francuskim parlamencie, ale najważniejsze kwestie, gospodarka, edukacja, sądownictwo podlegają Metropolii, jak tu nazywa się Paryż.

   Kinga Rusin/arch.prywatne
(Kinga Rusin/arch.prywatne)

Jeżeli szukamy utraconego raju to, jak się tu powszechnie uważa, jest nim L'ile des Pins, godzinę lotu na południe od Noumea. Brak tu wprawdzie etnicznego klimatu Ouvéa, ale przyroda rzuca na kolana. Białe plaże, turkusowe zatoki, przepiękne endemiczne araukarie kolumnowe i bogactwo morskich zwierząt czynią przydomek "wyspa najbliżej raju" jak najbardziej uzasadnionym.

d3lfaj7

Jedno trzeba Francuzom oddać. Miejsca, gdzie nie było ich zdaniem nic cennego i gdzie nie można było szybko zrobić interesu, zostawiali w spokoju. Dzięki temu dziś możemy jeszcze zobaczyć, dotknąć i podziwiać coś, co w dzisiejszych czasach jest bezcenne: naturę!

   Kinga Rusin/arch.prywatne
(Kinga Rusin/arch.prywatne)
icon info

Treści redakcyjne są całkowicie niezależne.Wspierasz nasz rozwój, kupując produkty z linków lub boksów zamieszczonych w tekście.

d3lfaj7

Podziel się opinią

Share
d3lfaj7
d3lfaj7