Trwa ładowanie...
d1wc6gp
News

Małgorzata Pieczyńska: Chciałabym w wieku 80 lat samodzielnie sznurować sobie buty

- Joga porządkuje mój świat. W asanach dąży się zawsze do poprawy pozycji, do wypełnienia jej spokojnym oddechem i uwagą zwróconą do środka, do lekkości w najbardziej skomplikowanym ułożeniu ciała. Wtedy może spełniać funkcję medytacyjną. W aktorstwie jest podobnie. Też cenię sobie koncepcję, precyzję i wypełniającą po brzegi emocję. Takie uczucie przed kamerą lub widownią teatralną nazywam „flow”. To po prostu „bycie w postaci”. Aktor kocha te momenty, pracuje właśnie dla nich - zdradziła Małgorzata Pieczyńska w rozmowie z Wirtualną Polską.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Małgorzata Pieczyńska: Chciałabym w wieku 80 lat samodzielnie sznurować sobie buty
(AKPA)
d1wc6gp

Aktorka dzieląca swój czas między Warszawę i Sztokholm od lat cieszy się niesłabnącą popularnością zarówno w Polsce jak i w Szwecji. Szeroka publiczność poznała ją w połowie lat 80. za sprawą roli w filmie Janusza Zaorskiego „Baryton”. Pieczyńska stworzyła także niezapomniane kreacje w takich produkcjach jak „Jezioro Bodeńskie”, „Komediantka”, „Piłkarski poker”, „Ekstradycja”, „Na dobre i na złe” czy „M jak miłość”.

Jakub Majkowski: Była Pani u szczytu kariery, kiedy zdecydowała się na wyjazd za mężem do Szwecji. Od tamtego czasu mija już blisko 30 lat. Mimo to wciąż odwiedza Pani rodzinne strony. Polscy widzowie, ale także twórcy filmowi, telewizyjni i teatralni o Pani pamiętają. Czy tamta decyzja była dla Pani trudna, zdarzało się, że zastanawiała się Pani, czy dobrze postąpiła?
Małgorzata Pieczyńska: Sami się z Gabrysiem (Gabriel Wróblewski, mąż aktorki - red.) dziwimy, że to już 30 lat! Victor, nasz syn, skończył 26. Czujemy się młodo, więc nie liczymy czasu. Niczego w życiu nie żałuję, nie rozpamiętuję przeszłości. Jak każdy miewam i ciężkie, i szczęśliwe okresy w życiu. Cieszy mnie poranne słońce, możliwość zjedzenia śniadania z Gabrysiem i Victorem, partyjka Scrabble z przyjaciółmi, sprawność fizyczna i kondycja psychiczna, umożliwiająca wykonywanie mojego zawodu z satysfakcją.

Jak wyglądały pierwsze chwile odnajdywania się w szwedzkiej rzeczywistości?
Pierwsze zdjęcia próbne zaowocowały rolą w trzygodzinnej serii, która była wielokrotnie nagradzana na festiwalach i emitowana w szwedzkiej telewizji. Otworzyła mi ona drogę do popularnych seriali, a potem do teatru. W serialach jest zawsze dużo dialogów. To dosłownie tony tekstu napisanego poprawnym szwedzkim, który wkuwałam tygodniami. Tak języka uczą się dzieci - całe sekwencje na blachę. Gdyby nie konieczność stanięcia przed kamerą, nie wiem, czy znalazłabym motywację do tej nauki. Miałam korepetytora, który pracował ze mną nad artykulacją i akcentowaniem. W języku szwedzkim bywa, że w jednym słowie są trzy akcenty, to nie jest proste. Do tej pory pomaga mi językowo Victor, który ma styczność z językiem szwedzkim od urodzenia. Nagrywa dialog, a ja potem, gdzie tylko mogę, wsłuchuję się w niego i koryguję swoją wymowę. Największym wyzwaniem był oczywiście teatr. Główna kobieca rola wierszem w dramacie „Józef i jego bracia”, czyli zero możliwości improwizacji. Gwiazdorska obsada - jednym słowem niewyobrażalny stopień trudności. Jeśli chodzi o odnajdywanie się w rzeczywistości to znajomość języka to jedno, a wtopienie się w ten świat to zupełnie co innego.

A życie prywatne?
Mówi się, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Śmiem uważać, że przyjaciół poznaje się jednak w młodości. Często wydaje nam się, że tak się zżyliśmy w czasie zdjęć czy spektakli, że połączyło to nas przyjaznymi więzami na długo. Tak się nie dzieje. Każdy pędzi do następnego projektu, do ludzi bliskich od zawsze, do rodziny. Ja też cenię sobie te kilkanaście najważniejszych w życiu osób i choć staram się być otwarta, to widzę coraz mniej przestrzeni dla nowych ludzi wokół siebie.

Jak dziś czuje się pani w Sztokholmie?
Jest pięknym miastem. Daje możliwość korzystania z przyrody jak mało która stolica świata. Bardzo doceniam fakt, że mam tak piękną odskocznię od mojego życia w Warszawie.

fot. AKPA AKPA
fot. AKPA

Podobno na planie serialu „Komediantka”, realizowanego w połowie lat 80., spędziła pani 250 dni zdjęciowych, bez świąt i urlopów. Wyobrażam sobie, że to musiał być wyczerpujący czas. Jak można sobie poradzić z taką sytuacją? Czy w karierze zawodowej zdarzały się pani inne, równie ekstremalne doświadczenia?
Chyba tej głównej roli w dramacie, wierszem po szwedzku nic nie przebije. Staram się do każdego nowego wyzwania podchodzić jak do przygody. Ostatnio wykazałam się sporą odwagą, przyjmując rolę w Teatrze Scena Prezentacje w ekstremalnie krótkim terminie do premiery. Jak przeczytałam sztukę Carey Perloff „Pokrewieństwo dusz” wiedziałam, że muszę w niej zagrać. To wspaniała, dramatyczna i komiczna zarazem rola. Wszystkie możliwe emocje, a do tego po prostu wymarzone partnerstwo Marysi Pakulnis i Antosia Pawlickiego.

*W 1986 otrzymała pani prestiżową Nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego przyznawaną utalentowanym, obiecującym aktorom. Komu z młodych polskich zdolnych kolegów i koleżanek po fachu wróży dziś pani największą karierę? Często zdarza się pani oglądać polskich aktorów na ekranie czy scenie? *
Od 30 lat jeździmy z mężem na Festiwal Filmowy do Gdyni i od kilku lat na Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych „Młodzi i Film”. Tak więc jestem na bieżąco z naszym kinem. Uważam, że młodzież aktorską mamy piękną i wspaniałą, ale trudno wskazać konkretną osobę. Spotykam się zawodowo regularnie np. z Mikołajem Roznerskim i niezmiennie mam ogromną przyjemność z naszej współpracy. Energia, świeżość, temperament, poczucie humoru, kultura osobista, wdzięk - czego chcieć więcej! I to nie incydentalnie, ale zawsze! To samo obserwuję np. u Agnieszki Więdłochy, choć nie znam jej tak dobrze jak Mikołaja. To młodzi dojrzali aktorzy. Takich osób na pewno jest więcej.

Od 10 lat codziennie przez półtorej godziny trenuje Pani jogę. Co zmieniła w Pani życiu? To wyłącznie forma aktywności fizycznej czy może coś więcej?
Sprawność, odporność na długotrwały wysiłek fizyczny, koncentracja, balans, techniki relaksacyjne to korzyści wymierne, które zaobserwować można dość szybko i które dają mnóstwo satysfakcji. To, co najważniejsze to zmiany mentalnościowe wynikające chociażby z głównych zasad jogi, czyli niekrzywdzenia, prawdomówności itd. Joginem nie może stać się ktoś, kto ich nie przestrzega. Może być co najwyżej super akrobatą zakładającym nogę za głowę. W jodze dbamy oczywiście o ciało, ćwicząc asany, czyli pozycje. Chciałabym w wieku 80 lat samodzielnie sznurować sobie buty i nie cierpieć z powodu rozlicznych schorzeń. Joga (Iyengara) daje konkretne propozycje jak to marzenie spełnić. To spójny system prowadzący do zdrowia psychicznego, fizycznego i szczęścia. Namaste! (tradycyjne indyjskie pozdrowienie, które w dosłownym tłumaczeniu oznacza "pokłon tobie" - red.)

AKPA

Jakie spotkania, role, przygody uważa Pani za najważniejsze w swoim dorobku aktorskim?
Każde nowe wyzwanie jest najważniejsze. To trochę jogińskie „tu i teraz”. Z takim nastawieniem dajemy sobie szansę na satysfakcję z każdej pracy, ale oczywiście niektóre momenty zapadają w serce głębiej niż inne. W sierpniu skończyłam zdjęcia do szwedzkiego serialu kryminalnego „Zanim umrzemy”. Grałam matkę szefa mafii - silna kobieta, ciekawa rola. Wspaniała gwiazdorska obsada - już tęsknię za tym planem zdjęciowym. W zeszłym sezonie też grałam w szwedzkim kryminale „Johan Falk” - to taka skandynawska specjalność, ale grałam po rosyjsku i angielsku. Też było mi żal, jak ta przygoda się kończyła. Potem wpadłam po uszy w projekt teatralny w Warszawie („Pokrewieństwo dusz”) i myślę, że dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. To było prawdziwie rozwijające! Jednak granie w obcym języku jest wyzwaniem nieporównywalnym do niczego. Tak więc wszystko przebija mój sztokholmski teatr. Nauczył mnie, oprócz wszystkiego innego, doceniać luksus grania w języku ojczystym. Mam tym większą radość z każdego zagranego w Polsce spektaklu i każdego dnia zdjęciowego.

Archiwum prywatne

Do tej pory kojarzyła mi się Pani przede wszystkim jako aktorka dramatyczna, od pewnego czasu możemy jednak oglądać Panią w całej Polsce w komediowym spektaklu „Kochanie na kredyt”. Jak odnajduje się Pani w farsie?
To trudne na etapie prób. Normalne przygotowywanie roli, dodawanie bohaterce barw, jednym słowem wymyślanie pełnokrwistego człowieka. A w końcu praca nad tempem, rytmem i lekkością. Do tego dochodzi czysta zabawa. Jeśli my na scenie nie czujemy się komfortowo, widownia też będzie się męczyć, a nie bawić. To absolutnie nie jest łatwiejsze od dramatu. Jak się uda, satysfakcja jest ogromna! W "Kochaniu na kredyt" stworzyliśmy zgraną paczkę. Mamy super czas nie tylko na scenie, ale i w kulisach czy w podróży, kiedy wielokrotnie godzinami jedziemy na spektakl np. do Szczecina czy Wrocławia. Czas mija szybko i wesoło. Bardzo doceniam tę lekkość na duszy, jaka pozostaje po naszych teatralnych eskapadach. Mam nadzieję, że widownia odbiera na tych samych falach.

Film, serial, czy teatr? Polska czy Szwecja? Gdzie i w czym będziemy mogli zobaczyć Panią w najbliższym czasie?
Będzie można mnie zobaczyć w serialach „M jak miłość”, „Ojciec Mateusz” i „Druga szansa”. W teatrze zaś we wspomnianych przedstawieniach - „Kochanie na kredyt” i „Pokrewieństwo dusz”. W Szwecji jest właśnie emitowany 10-odcinkowy serial „Johan Falk”, a w przyszłym roku widzowie będą mogli zobaczyć również telewizyjną produkcję zatytułowaną „Zanim umrzemy”. Cieszy mnie praca w Szwecji, ale komfort grania w języku ojczystym doceniam tym bardziej. Joga porządkuje mój świat. W asanach dąży się zawsze do poprawy pozycji, do wypełnienia jej spokojnym oddechem i uwagą zwróconą do środka, do lekkości w najbardziej skomplikowanym ułożeniu ciała. Wtedy może spełniać funkcję medytacyjną. W aktorstwie jest podobnie. Też cenię sobie koncepcję, precyzję i wypełniającą po brzegi emocję. Takie uczucie przed kamerą lub widownią teatralną nazywam „flow”. To po prostu „bycie w postaci”. Aktor kocha te momenty, pracuje właśnie dla nich. Mam nadzieję w tym sezonie przeżyć ich jak najwięcej. Okazją jest każde spotkanie z widzem. Namaste!

AKPA

ZOBACZ TEŻ #gwiazdy: Warnke i Stramowski chcą być jak Majdanowie

d1wc6gp

Podziel się opinią

Share

d1wc6gp

d1wc6gp