Trwa ładowanie...

Ochroniarz księcia Harry'ego zamieszany w aferę pedofilską. Mimo twardych dowodów nie pójdzie siedzieć

Timothy Murfitt, były żołnierz i ochroniarz, który został zatrzymany pod zarzutem posiadania dziecięcej pornografii, nie trafi do więzienia. Sędzia prowadzący sprawę był poruszony jego postawą. Decyzja jest szokująca i bezprecedensowa.

Ochroniarz księcia Harry'ego zamieszany w aferę pedofilską. Mimo twardych dowodów nie pójdzie siedziećŹródło: Getty Images
d1tzeji

Murfitt został zatrzymany w kwietniu 2017 r. Na dysku jego komputera znaleziono ponad 10 tys. zdjęć z nagimi dziećmi oraz 380 zoofiliskich fotografii. Dodatkowo zabezpieczono kilka filmów. 47-latek od początku zaprzeczał seksualnym zainteresowaniom dziećmi. Podejrzewano również, że jako były żołnierz cierpi na zespół stresu pourazowego. Mimo jednoznacznych dowodów mężczyzna uniknął więzienia. Sędzia prowadzący sprawę przyznał, że prócz zdiagnozowanej choroby Murfitt współpracował z prokuraturą. Dodatkowo w czasie służby wojskowej miał być przykładnym żołnierzem.

Sędzia Martin Huseyin dodał, że historia byłego żołnierza jest "niezwykła". Choć jego zachowanie było haniebne, były ochroniarz księcia Harry'ego nie zasługuje na pobyt w więzieniu. Dodatkowo Rebecca Nieto, obrońca żołnierza, powiedziała, że jej klient "całkowicie się wstydzi swojego zachowania". Dodała też, że choć miał świadomość problemów psychicznych, nie otrzymał odpowiedniej pomocy.

Sędzia Huseyin podczas odczytywania wyroku przyznał, że zagrożenie, jakie stwarza Murfitt, jest znikome. Jednocześnie nie krył wzruszenia tym, co spotkało mężczyznę.

"To bardzo smutne widzieć kogoś z taką historią, kto dopuścił się takiego przestępstwa" - powiedział.

Timothy Murfitt został skazany na sześć miesięcy w zawieszeniu na dwa lata oraz 160 godzin prac społecznych. Jego nazwisko będzie widniało również w rejestrze sprawców przestępstw seksualnych przez siedem lat.

d1tzeji
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1tzeji