Trwa ładowanie...

Open'er 2018. Ceny jedzenia i napojów mogą zaskoczyć. Frytki za 19 złotych to dopiero początek

Cena biletu jednodniowego lub karnetu na cały festiwal to dopiero początek wydatków. Organizator zakazuje wnoszenia własnego jedzenia i napojów, a ceny w strefie gastronomicznej mogą przyprawić o ból głowy.

Share

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

Open'er 2018. Ceny jedzenia i napojów mogą zaskoczyć. Frytki za 19 złotych to dopiero początekŹródło: WP.PL
dtd3m82

Niektórzy na kilka festiwalowych dni na udeptanym lotnisku pod Gdynią czekają cały rok. Nic dziwnego, Open'er wciąż jest największym festiwalem muzycznym w Polsce, a kolejne ogłoszenia headlinerów przyprawiały co kilka miesięcy o szybsze bicie serca. Jak zwykle na drodze do krainy szczęścia stoi przeszkoda w postaci finansów, bo jak podliczymy koszty całej kilkudniowej zabawy, to wychodzi na to, że równie dobrze moglibyśmy spędzić tydzień na all-inclusive za granicą.

Zaczyna się niewinnie, od biletu. Jeden dzień festiwalu to koszt 259 złotych. Karnet na cały czterodniowy festiwal kosztował 619 złotych lub 699 złotych w pakiecie z miejscem na polu namiotowym. Gdy po godzinach jazdy kolejką i autobusem, a potem wędrówce przez pole dojdziemy do bramek, musimy się pozbyć wszelkich napojów i jedzenia i od tej pory jesteśmy skazani na zakupy na terenie Open'era. Trzymajcie się za portfele. Organizator festiwalu stawia sprawę jasno: na teren imprezy nie można wnosić swojego jedzenia i napojów, nawet kanapki zostaną nam skonfiskowane na bramkach. A jeść przecież trzeba - i tu zaczyna się złoty biznes.

WP.PL
Źródło: WP.PL

Jeśli ktoś przyjeżdża na teren imprezy ok. 18, to oznacza, że spędzi w Kosakowie pod Gdynią co najmniej 6 godzin. Nawet najwytrwalsi nie mogą udawać, że nie będą potrzebować wsparcia. Jak co roku strefa gastronomiczna jest jedną z najbardziej obleganych. Podczas tej edycji organizatorzy ściągnęli rekordową ilość foodtrucków, w których możemy zjeść potrawy azjatyckie, greckie, amerykańskie, oczywiście polskie oraz wiele innych. Piece na pizze, beczki na whisky, blachy do lodów tajskich – przedsiębiorcy wyczuli świetny interes i śmiało kuszą imprezowiczów ofertą. A ceny?

dtd3m82

Najtańsze są frytki, kosztują 19 złotych, dlatego jak zwykle po te belgijskie ustawia się najdłuższa kolejka. Burger – 24 złote, modne w tym roku pastrami – 26, pizza – 35. Są również polskie przysmaki takie jak pierogi i kiełbasa - oba po 20 złotych. A napoje? Za zwykłe piwo (choć opinia o tym festiwalowym akurat nie jest najlepsza) musimy zapłacić 10 złotych, za wino do 16 złotych, za whisky od 19 złotych. Woda to wydatek 6 złotych (przypominam, że wodę przywiezioną ze sobą trzeba zostawić na bramkach) a kawa 6 lub 12, jeśli tęsknimy za odrobiną luksusu w postaci spienionego mleka.

Jeden wieczór zatem to koszt od ok. 50 złotych dla kogoś, kto zadowoli się jednym piwem i zapiekanką do końca nocy. Ale bywalcy Open'era nie są oszczędni, wędrują pomiędzy strefami, piją piwo za piwem, zostawiają kolejne setki. Jak Marta, która ze znajomymi przyjechała po prostu dobrze się bawić. Jak mówi mi, nie ma zamiaru liczyć wydatków. Na moją prośbę jednak podlicza swoje zakupy i z niemałym zaskoczeniem stwierdza, że pierwszego wieczoru wydała 120 złotych na wino i jedzenie. Co dalej? Mówi, że jeszcze zamierza odwiedzić strefę mody, gdzie można kupić designerskie ciuchy mniej lub bardziej znanych marek, również nie tanie.

WP.PL
Źródło: WP.PL

Przed strefą polskiego tradycyjnego jedzenia spotykam grupkę Niemców. Mówią, że najbardziej smakuje im kapusta (wskazują na gar bigosu, 20 złotych za kilka łyżek). Karolina, która jest co roku na festiwalu, mówi mi, że nie jest najgorsze to, że na małą pizzę wydała 35 złotych, ale to, że musiała odstać w kolejce 50 minut.

Jeśli więc ktoś zdecydował się na kupno karnetu na cztery dni, musi liczyć się z tym, że wydanie tysiąca złotych w jeden weekend jest całkiem realne. Jednak żaden all-inclusive nad basenem nie zapewni koncertu Nicka Cave'a, Arcitc Monkeys, Bruno Marsa czy Depeche Mode. Więc dziesiątki tysięcy ludzi tłoczących się w drodze na Kosakowo dobrze wiedzą co robią.

icon info

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

dtd3m82
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dtd3m82
dtd3m82