Trwa ładowanie...

Open'er Festival żyje i ma się bardzo dobrze!

Niekończące się kolejki: po bilet, po opaskę, po piwo, czy niebotycznie drogiego gofra. Lipcowy deszcz i błoto. Korki. Koszmarne ceny wejściówek. Największy i najważniejszy festiwal muzyczny w Polsce ma swoje wady. Co z tego, skoro po wielotygodniowym utyskiwaniu na ceny karnetów na lotnisko w Kosakowie ciągną dziesiątki tysięcy ludzi, by świetnie się bawić? Zaczął się właśnie Open'er Festival.

Share

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

Open'er Festival żyje i ma się bardzo dobrze!
Źródło: FORUM
d2qw3hk

O tym, że festiwal zbliża się wielkimi krokami, można przekonać się obserwując posty na Facebooku. Z dnia na dzień coraz więcej osób poszukuje biletów na czwartek, karnetów, biletów na środę… W tym roku te pierwsze wyprzedały się błyskawicznie, to właśnie w czwartek wystąpi grupa Depeche Mode, której fani nie opuszczają żadnego polskiego koncertu. W sobotę headlinerem jest Bruno Mars, pewnie przez ten rozstrzał klimatu muzycznego, fani decydowali się na kupno biletów na pojedyncze dni. Oczywiście nie bez znaczenia była także cena karnetu, w tym roku to niemal 600 złotych.

Pewnie także przez ceny Opener to wciąż festiwal nie dla dwudziestolatków, choć tych jest z roku na rok coraz więcej, to wciąż zabawa dla nieco starszych fanów. Bardzo łatwo poznać z resztą, kto debiutuje jako festiwalowicz, a kto jest zaprawionym bywalcem imprezy. Ktoś, kto jeszcze nie był na openerze będzie miał sandały, szorty i t-shirt; a ktoś, kto widział niejeden festiwal na gdyńskim lotnisku ma torbę wypełnioną rzeczami na zmianę i koc.

Organizatorzy co roku próbują stanąć na wysokości zadania. Zapewniają darmowe autobusy z centrum Gdyni, setki ochroniarzy, tysiące toitoi. W tym roku zaprosili chyba rekordową ilość foodtrucków. Kolejki ciągną się mimo absurdalnych wręcz cen. Najtańszą rzeczą tutaj są frytki za 19 złotych, potem jest tylko drożej.

Rozmawiam z dwoma Szwedami pod foodtruckiem z greckim jedzeniem, dwóch przybyszów znad Bałtyku zapewnia mnie, że przyjeżdżają tu (to ich czwarty Open'er), "bo jest bardzo tanio". W tym roku przylecieli tylko na jeden dzień specjalnie dla Nicka Cave'a. Koncert ich z pewnością nie zawiódł. Charyzmatyczny muzyk jak zwykle nawiązał fantastyczny kontakt z publicznością, a kilka fanek na pewno przyprawił o palpitacje, gdy zabrał je na scenę. Wielka szkoda, że nie występował jako ostatni headliner tego dnia, ciemna noc nadaje jego koncertom zawsze jeszcze bardziej magicznego charakteru.

d2qw3hk

Rozmawiam z Martą, Polką mieszkającą na co dzień w Oslo, to jej piąty Open'er. Jak przygotowuje się do festiwalu? "Ubieram się tak, by było wygodnie… ale spoko" Czy ma ciepłe ubranie? "Jasne!" pokazuje mi wypełniony plecak.

Open'er to nie tylko muzyka, to także teatr, sztuka, moda… Jeśli ktoś ma dość tłumów, może przejść się do strefy Organizacji Pozarządowych, która niestety raczej świeci pustkami. Bez gadżetów, niczego do kupienia przy stoiskach siedzą przedstawiciele fundacji i organizacji: ekologicznych, feministycznych, walczących o prawa osób LGBT i innych. Wydaje się, że ta strefa jest takim pstryczkiem w nos, dla tych którzy zarzucają Open'erowi, że jest świętem konsumpcjonizmu. Wciąż jednak poza modą, jedzeniem, brokatem na twarzach dziewczyn najważniejsza jest muzyka. A tym Open'er znowu wygrywa.

icon info

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

d2qw3hk

Podziel się opinią

Share
d2qw3hk
d2qw3hk