Trwa ładowanie...

Remigiusz Mróz analizuje sytuację Komendy: "Żaden dowód nie jest w stu procentach pewny"

Po 18 latach - najprawdopodobniej niesłusznej odsiadki - Tomasz Komenda wyszedł z więzienia. Jego historia wstrząsnęła całą Polską. W rozmowie z WP sprawę komentuje Remigiusz Mróz. Prawnik i pisarz uważa, że to materiał na książkę.

Remigiusz Mróz analizuje sytuację Komendy: "Żaden dowód nie jest w stu procentach pewny"Źródło: East News, fot: PAWEL RELIKOWSKI / POLSKA PRESS
d2287gg

Za gwałt i zabójstwo 15-letniej dziewczyny Tomasz Komenda został skazany w 2003 roku na 15 lat więzienia. Rok później zaostrzono mu karę do 25 lat. Mężczyzna na wolność wyszedł po 18 latach odsiadki, którą prawdopodobnie odbywał niesłusznie - wrocławski sąd, zadecydował o jego warunkowym przedterminowym zwolnieniu. Nie rozstrzygnął jednak tego, czy jest winny, czy nie. O dalszych losach Komendy postanowi Sąd Najwyższy.

Historie, w których na życie w zamknięciu albo karę śmierci skazuje się niewinnych ludzi, są wpisane w błędy, które zdarzają się w toku procesów sądowych. Jak przyznaje Remigiusz Mróz: "Takich spraw jest mnóstwo na całym świecie. Najsłynniejsza to chyba ta związana ze Stevenem Averym, bohaterem głośnego serialu dokumentalnego Netflixa "Making a Murderer". Chwilę wcześniej, pamiętamy dramat filmowy, "Zieloną Milę" z końcówki XX wieku, gdzie John Coffey zostaje skazany niesłusznie na karę śmierci.

Podobny dramat przeżył też Tomasz Komenda, o którym nie powstał jeszcze żaden film, ani serial czy książka. Na taki krok może zdecydować się Remigiusz Mróz, który w rozmowie z Wirtualną Polską zdradza swoje zdanie w tej sprawie.

Czwarta Strona
Źródło: Czwarta Strona, fot: Dominik Skarżyński

Oskar Netkowski, Wirtualna Polska: O czym świadczy sytuacja związana z historią Tomasza Komendy?

Remigiusz Mróz: Przede wszystkim o tym, że żaden dowód nie jest w stu procentach pewny. Ale oprócz tego dobitnie pokazuje także siłę opinii biegłych. Nie znamy wprawdzie jeszcze wszystkich szczegółów tej sprawy, być może nigdy w całości nie uda nam się uzyskać do nich dostępu, ale w tej chwili wygląda na to, że wszystkie decyzje były podejmowane na podstawie konkretnych ekspertyz. Było badanie DNA, była analiza osmologiczna, czyli zapachowa, było rozpoznanie z portretu pamięciowego, a w końcu była też opinia odontologiczna, dotycząca śladów zębów. Wydaje się, że na podstawie całego tego materiału dowodowego postawienie zarzutów było nie tylko uzasadnione, ale wręcz wymagane. Coś jednak w całym tym procesie poszło nie tak. I to nie na jednym etapie, bo wówczas sprawa wykoleiłaby się na samym początku – tymczasem przeszła przez wszystkie instancje, a wyrok się uprawomocnił.

d2287gg

Dlaczego taka sytuacja w ogóle miała "prawo" się zdarzyć? Kto zawinił?

Winnych wskaże z pewnością prowadzone postępowanie, ale generalnie w takich sprawach przyczyny zazwyczaj są podobne. Po pierwsze może wystąpić presja środowiskowa lub zawodowa, skierowana na dochodzeniowców, którzy po kilku latach robią wszystko, by w końcu przedstawić przełożonym jakieś rezultaty swojej pracy. Po drugie pierwsze elementy materiału dowodowego mogą być dla śledczych tak przekonujące, że mimowolnie zaczynają budować całą sprawę "pod tezę". Niektórzy podnoszą też, że mogło dojść do umieszczenia na miejscu zdarzenia materiału DNA i śladów osmologicznych, ale wydaje mi się, że ta hipoteza bardziej pasuje do powieści kryminalnej niż do rzeczywistości. Jak było naprawdę, dowiemy się zapewne dopiero po zakończeniu postępowania wyjaśniającego.

Czy takich spraw w polskiej rzeczywistości sądowniczej jest więcej, ale tylko ta została nagłośniona, bo trafiła do przestrzeni medialnej?

Takich spraw jest mnóstwo na całym świecie – najsłynniejsza to chyba ta związana ze Stevenem Averym, bohaterem głośnego serialu dokumentalnego Netflixa. Dzięki niemu dobitnie można przekonać się o tym, jak łatwo jest zbudować niekorzystną dla oskarżonego sprawę, a nawet umiejętnie nim sterować, by w rzeczywistości zaczął przyznawać się do rzeczy, z którymi nie miał nic wspólnego. Podobne przypadki w Stanach są dość dobrze opisane, ale już same suche statystyki mrożą w krew w żyłach – od osiemdziesiątego dziewiątego roku wypuszczono z więzień około dwóch tysięcy niesłusznie skazanych osób. Dzieje się to głównie za sprawą nowych technologii używanych do analizy materiału dowodowego, ale czasem także za sprawą zeznań prawdziwych sprawców. Największą tragedią jest, kiedy dochodzi do tego po wykonaniu kary śmierci na niewinnej osobie – a to się zdarza. Szacuje się, że od lat siedemdziesiątych około osiem tysięcy takich ludzi trafiło do celi śmierci. To cztery procent wszystkich skazanych w USA.

Czy historia Tomasza Komendy jest materiałem na książkę?

Pewnie, jak każda, która skłania choćby do chwili refleksji. W moim przypadku to już jednak temat zgłębiony w sensie powieściowym, bo podobna sprawa stała się kanwą dla "Oskarżenia", czyli szóstego tomu serii prawniczej z Joanną Chyłką. W mojej historii dawna legenda "Solidarności" od kilku lat odsiaduje wyrok za brutalne zabójstwo, ale po czasie pojawiają się dowody, które mogą wskazywać na niewinność mężczyzny. Najważniejszym jest fakt, że materiał DNA jednej z jego rzekomych ofiar zostaje odnaleziony na miejscu innego, nowego przestępstwa…

Czy w swojej karierze prawniczej zetknął się już pan z podobnym problemem?

Na szczęście nie miałem okazji, bo zanim na dobre wpadłem w tryby prawniczej machiny, zrobiłem unik i zająłem się karierą pisarską. To całkiem niezłe rozwiązanie, bo dzięki temu na fikcyjnej sali sądowej mogę pozwolić sobie na znacznie więcej!

d2287gg

Jaki jest pana prywatny stosunek do tej sprawy? Może jest druga strona medalu?

Moim zdaniem największy nacisk trzeba położyć na pomoc Tomaszowi Komendzie. Przez osiemnaście lat żył w zupełnie innym świecie – każdy jego krok był nie tylko kontrolowany, ale także planowany przez innych. Fakt, że po wyjściu z więzienia nie mógł nadziwić się, że telefonem komórkowym można robić zdjęcia, to tylko kropla w morzu. Tak naprawdę bowiem będzie musiał odnaleźć się w zupełnie obcym świecie, gdzie wszystko zależy od niego, wszystko jest płynne, zmienne, nieułożone. Nikt nie ustala jego planu dnia, nikt nie mówi mu, co i kiedy powinien robić. Dla wielu byłych skazanych ta przemiana okazuje się fatalna w skutkach, nieraz targają się przecież na swoje życie. Dlatego też kluczowe jest, żeby pojawiło się wsparcie instytucjonalne – mam nadzieję, że ktoś będzie podsuwał mu takie przykłady, jak choćby Rubina "Huragana" Cartera. Ten amerykański bokser został wypuszczony po dwudziestu latach, kiedy stało się jasne, że nie jest winny potrójnego zabójstwa. Bob Dylan nagrał o nim piosenkę, Denzel Washington zagrał go w hollywoodzkim filmie, a on sam przez wiele lat stał na czele organizacji walczącej z niesłusznymi skazaniami.
I pamiętajmy o domniemaniu niewinności. Wszyscy wspominamy o tej kwestii, omawiając kazus Tomasza Komendy, ale niekiedy zapominamy, że ta sama zasada powinna obowiązywać teraz wobec sędziów, prokuratorów, biegłych i wszystkich innych osób zaangażowanych w sprawę…

d2287gg
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2287gg