Rozhisteryzowany tłum i przepowiednie jasnowidzów. Ich dzieci od zawsze budziły fascynację

Wyobraź sobie, że właśnie urodziłaś. W szpitalu czeka już na ciebie stylista i fryzjerka. Są fotoreporterzy, są matki z dziećmi i seniorzy, którzy miejsce pod szpitalem zarezerwowali już dawno. A to dopiero pierwsze godziny życia twojego dziecka.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Trzy lata temu na świat przyszła Charlotte. Teraz czekają na kolejne dziecko
Trzy lata temu na świat przyszła Charlotte. Teraz czekają na kolejne dziecko (Getty Images)

Trwa ostatnie odliczanie do narodzin trzeciego royal baby. Choć właściwie to gorączkowe oczekiwanie na jedno dziecko zaczęło się już od chwili ogłoszenia przez Pałac Kensington, że księżna Kate jest w ciąży. Artykuły mnożyły się w zastraszającym tempie. Wprawieni w prostej arytmetyce dziennikarze debatowali, czy 9 miesięcy ciąży zakończy się 20, 22, 23 kwietnia, a może i wcześniej. Pisano o mdłościach Kate, o rosnącym brzuszku, o tym, jak będzie prawdopodobnie wyglądać trzecie dziecko pary książęcej, o sposobach na wychowanie, o tradycji. Internauci wiedzą już nawet, jak na potomka brytyjskich królów zareaguje rodzeństwo.

Szał to mało powiedziane. Fascynacja royal baby brzmi już tak absurdalnie, że graniczy z kompletną utratą zdrowego rozsądku. Tylko dwoje innych dzieci na całym świecie "cieszyło się" podobną popularnością.

Ludzie, zostałem ojcem

Mowa oczywiście o pozostałych potomkach Kate i Williama. "Kobieta rodzi dziecko" – głosił tytuł na okładce satyrycznego brytyjskiego tygodnika "Private Eye" z 22 lipca 2013 roku. Wtedy to na świat przyszło długo wyczekiwane pierwsze dziecko książęcej pary – ulubieńców Brytyjczyków.

Urodził się dokładnie o 17:24 polskiego czasu. Ważył 3,8 kilograma. Informacja o tym była trzymana w tajemnicy przez ponad cztery godziny. Oficjalnie pojawiła się dopiero o 21:30 polskiego czasu. Urzędnicy Windsorów pisali, że matka i dziecko czują się dobrze. Zanim nakarmiono głodny informacji tłum, William jako pierwszy powiadomił królową. Zrobił to za pomocą specjalnie zaszyfrowanego telefonu. Następny w kolejce, by usłyszeć radosne "Zostałem ojcem!", był premier David Cameron.

Kilka godzin później przed Pałacem Buckingham wystawiono ozdobną sztalugę, a na niej wiadomość o narodzinach dziecka.

W szpitalu świeżo upieczonych rodziców odwiedzili rodzice Kate, pojawił się też książę Karol z Camillą. Chwilę wcześniej przez Londyn przeszedł oddział Królewskiej Artylerii Konnej, a Honorowa Kompania Artyleryjska oddała 41 honorowych salw, by uczcić narodziny nowego członka brytyjskiego dworu. Dzwony w Westminster Abbey biły przez trzy godziny. I gdzieś w tym wszystkim było maleńkie dziecko i jego wykończona porodem mama. Życie w królewskiej rodzinie zobowiązuje

Getty Images
Podziel się

25 tys. wpisów na minutę

Tak stwierdził w jednym z wywiadów książę Karol. I trafił w punkt. Narodziny pierwszego dziecka Kate i Williama wpisały się idealnie w kryzys monarchii, o której częściej pisano już tylko w kontekście nowych skandali i rozpadających się pałaców.

To był prawdziwy spektakl, w którym role główne odgrywali spece od marketingu zatrudnieni przez brytyjską rodzinę królewską i media. Setki kamer wycelowane w drzwi szpitala i to już na dwa tygodnie wcześniej. Nocne czuwanie pod bramą i BBC, które bez przerwy nadawało informacje o rodzącym się potomku brytyjskiego dworu. Medialna maszynka pracowała, choć tematy wyczerpywały się bardzo szybko. Jeden z reporterów BBC przyznał wtedy nawet na antenie: „Nie mamy żadnych wiadomości, ale będziemy nadawać”.

W tabloidach roiło się od informacji o George’u i tylko o nim. Kto wie, ale gdyby pół Afryki zapadło się pod ziemię, Brytyjczycy pewnie nawet by się nie zorientowali.

- Dziwię się, że "The Sun" nie zamontował kamerki w łonie księżnej Kate – komentowała jedna z dziennikarek "Guardiana".
Temat podjęły też oczywiście polskie media. W studiach roiło się od ekspertów od brytyjskiego dworu, serwisy informacyjne tworzyły raporty specjalne, a w telewizji obecny był cały czas ten sam obrazek: rodzina królewska i powiewające brytyjskie flagi.

- Wzrosty oglądalności były jak słomiany ogień, bardzo chwilowe. Niektóre telewizje odnotowały wręcz spadki. Część telewidzów i słuchaczy zaczęła protestować, że ma dość tego tematu – wspomina Marek Rybarczyk, dziennikarz i autor kilku książek o życiu rodziny królewskiej.
Najwięcej działo się w sieci. To w końcu pierwsze takie wydarzenie, które można było komentować na bieżąco na Facebooku i Twitterze. Podobno gdy pałac ujawnił, że u księżnej zaczęła się akcja porodowa, internauci wysłali 25 tys. tweetów na minutę.

Getty Images
Podziel się

Powtórka z rozrywki

2 maja 2015 roku, dokładnie o godz. 9.34 polskiego czasu na świat przyszło drugie dziecko brytyjskiego następcy tronu księcia Williama

Informacja o narodzinach potomka brytyjskiego następcy tronu została podana do mediów dopiero po tym jak o szczęśliwym rozwiązaniu dowiedzieli się królowa Elżbieta II (była „zachwycona”), jej mąż książę Filip, książę Karol oraz brat Williama, książę Harry. Zebranym przed szpitalem narodziny oznajmił miejski krzykacz, co jest jeszcze średniowieczną tradycją.

Historia powtórzyła się praktycznie jeden do jednego. Choć wydaje się, że tym razem gorączka ominęła polskie media. Z kolei brytyjscy dziennikarze prześcigali się w tworzeniu dodatkowego zainteresowania porodem księżnej. Tym razem byli już przygotowani. Gdy tylko w Kate wyszła przed szpital z córeczką na rękach, dziennikarze zaczęli rozpisywać każdy szczegół. Żółta sukienka od Jenny Packham wyprzedała się w kilkanaście minut.

Getty Images
Podziel się

Zbliżenia na twarz dziewczynki, zbliżenia na reakcję małego Jerzyka, mnożące się komentarze na temat fryzury Kate, sukienki i figury. Za ładna, za elegancka, za bardzo umalowana – internautki oszalały.

Brytyjskie celebryciątka napędzały potężny rynek pamiątek, akcesoriów i ubranek dla dzieci także. I dzieje się tak do teraz. Wystarczy kilka zdjęć opublikowanych w sieci, by jakiś przedsiębiorca wzbogacił się. Szacuje się, że rodzina Windsorów warta jest 44 mld funtów. A wygląda na to, że ta suma będzie jeszcze rosnąć.

Już za kilka dni na świat przyjdzie kolejny następca tronu. Jasnowidzka Katie Helliwell w rozmowie z dziennikarzami próbowała nawet wywróżyć, że dziecko urodzi się 16 kwietnia, ale jak widać nie wyszło jej.

Bukmacherzy przyjmują zakłady, czy urodzi się chłopiec czy dziewczynka. W tej chwili z zakładów wynika, że George i Charlotte będą mieli brata. Jak podaje express.co.uk, jeśli ktoś postawił 5 tys. funtów na to, że urodził się chłopiec i tak się stanie, może zgarnąć dokładnie 8,333 tys. funtów.
Brytyjczycy typują też imiona. Wśród najpopularniejszych są Mary i Alice dla dziewczynki. Albert, Arthur, Fred lub Frederick to te wybrane dla chłopca.

Zobacz też: Trzecie "royal baby" w drodze. Dlaczego ekscytujemy się każdą kolejną ciążą księżnej Kate?

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.