Trwa ładowanie...

Seweryn zaskoczył wulgaryzmem podczas koncertu na żywo. "Mogliśmy się tego spodziewać"

- Seweryn nas zaskoczył, choć mogliśmy się tego spodziewać. Dla mnie bardzo przejmujące były występy ukraińskich dzieci - mówi Jacek Jabrzyk, który był jednym ze współtwórców łódzkiego koncertu TVN-u "Razem z Ukrainą". Zdradza WP kulisy przygotowań do tej imprezy, opowiada też o tym, co na rzecz Ukrainy dzieje się w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu, którego jest dyrektorem artystycznym.

Share
Koncert stacji TVN "Razem z Ukrainą" zorganizowano w tydzień. Nie wszystko poszło zgodnie ze scenariuszemKoncert stacji TVN "Razem z Ukrainą" zorganizowano w tydzień. Nie wszystko poszło zgodnie ze scenariuszemŹródło: AKPA
d3rnux2

20 marca stacja TVN pokazała widzom koncert "Razem z Ukrainą". Wydarzenie była transmitowane na żywo, więc niektóre jego elementy mogły zaskoczyć i odbiorców, i organizatorów. Tak było z "wyskokiem" Andrzeja Seweryna, który po zakończeniu recytacji wiersza ukraińskiego poety powiedział: "Russkij korabl, idi na ch...j".

Przemek Gulda: Czy Andrzej Seweryn zaskoczył was tym, co powiedział ze sceny?

Jacek Jabrzyk: Tak, to było poza scenariuszem. W planie było tylko recytowanie wiersza "Testament" ukraińskiego wieszcza, Tarasa Szewczenki. Andrzej Seweryn wspominał, że będzie chciał coś dodać, ale nie wiedzieliśmy co. Z jednej strony oczywiście trochę nas zaskoczył, ale z drugiej w sumie mogliśmy się oczywiście tego spodziewać. Słowa, które wypowiedział to przecież dziś hasło powtarzane w wielu miejscach i kontekstach, symbol walki Ukrainy z rosyjską agresją.

d3rnux2

Ale jednak wulgaryzm, a to przecież dystyngowany aktor...

Mam wrażenie, że asumpt do takich spontanicznych wystąpień dał już na początku wieczoru ambasador Ukrainy. Skoro dyplomata mógł wykrzyknąć takie niedyplomatyczne słowa ze sceny, czemu nie dystyngowany aktor? Podobnych improwizowanych sytuacji było zresztą na koncercie jeszcze więcej.

Skąd pomysł, żeby wieczór rozpoczął występ Amelii Anisowicz, dziewczynki znanej z filmu, na którym w kijowskim schronie śpiewa piosenkę "Mam tę moc" z disneyowskiego przeboju kinowego?

Zaproszenie jej na scenę było wręcz oczywiste, kiedy realizatorzy dowiedzieli się, że jest w Polsce. Przebywa tu zresztą już dość długo, udało jej się bezpiecznie dotrzeć z babcią i bratem. Ma tylko siedem lat, ale znakomicie odnalazła się na scenie wśród o wiele bardziej doświadczonych wykonawców. Hymn Ukrainy w jej wykonaniu zabrzmiał bardzo mocno i był znakomitym początkiem koncertu. Ale dla mnie osobiście ten wieczór miał jeszcze jeden bardzo przejmujący moment.

Jaki?

Występ Artema Fesko, który zaśpiewał w Łodzi "Ave Maria" w taki sposób, że serce pękało. Jego pojawienie się na scenie to zresztą także niesamowita historia.

Polskie gwiazdy angażują się w pomoc uchodźcom z Ukrainy. Dają przykład innym

Jak do tego doszło?

W zasadzie zupełnie przez przypadek. Jego rodzinie udało się wydostać z Ukrainy, trafił do Polski, mieszkał u kobiety, która oczywiście nie miała pojęcia kim jest, jaki piękny ma głos i że wygrał w swojej ojczyźnie program "Mam talent!". To wyszło na jaw zupełnie przy okazji: jego matka poprosiła swoją polską gospodynię, żeby pomogła jej poszukać dla niego nauczyciela albo nauczycielki śpiewu. Dziewczyna, u której mieszkali, umieściła ogłoszenie w mediach społecznościowych, tam zauważyła je osoba pracująca w TVN.

Po nitce do kłębka okazało się, kim jest Artem i że warto go zaprosić na koncert. Mam wrażenie, że bardzo było warto. To też pokazuje, jak budowany był program tego wieczoru: raz, że w błyskawicznym tempie - od pomysłu do rozpoczęcia koncertu minęło niewiele ponad tydzień. A dwa - był w tym wszystkim element mocnej improwizacji. Ja sam nie pracowałem przy tym projekcie od początku, dołączyłem do ekipy w trakcie przygotowań, ale cieszę się, że mogłem się przydać.

Na co dzień jesteś dyrektorem artystycznym Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Tam również przygotowujesz działania na rzecz Ukrainy.

To prawda. Już od ubiegłorocznej zimy mamy w repertuarze bardzo ukraiński spektakl, którego pomysłodawczynią i reżyserką jest Olena Apchel, artystka pochodząca z Ukrainy, mieszkająca w Polsce, a dziś bardzo aktywnie angażująca się w działania, nawet te bardzo radykalne, przeciwko rosyjskiej inwazji - dziś jest, zdaje się, na granicy polsko-białoruskiej, gdzie blokuje przejazd TIR-ów z towarami zmierzającymi do Rosji.

d3rnux2

W ostatni piątek mieliśmy w repertuarze właśnie jej "Kreszany" - tego wieczoru prowadziliśmy w teatrze zbiórkę środków na rzecz pomocy Ukrainie. Zainteresowanie było tak ogromne, że musieliśmy dołożyć jeszcze jeden spektakl. W ramach zbiórki udało nam się zgromadzić naprawdę pokaźną sumę.

Przygotowujecie w Sosnowcu także inne działania na rzecz doświadczonej agresją Ukrainy. Co to będzie?

To też zupełnie niesamowita historia. Udostępniliśmy wszystkie nasze teatralne pokoje dla osób uciekających z Ukrainy. Jedną z nich jest aktorka teatru z Charkowa. Opowiedziała nam, że przed inwazją pracowała wraz z zespołem nad spektaklem "Matka Courage" Bertolda Brechta. W przeddzień ataku Rosjan reżyserka zaproponowała jej, żeby dopisać do jej roli wiersz, w którym na pytanie, ile ziemi chciałbyś posiadać, podmiot liryczny odpowiada: tylko tyle, żeby starczyło na grób.

d3rnux2

Wydaje mi się to potwornie wymowne w kontekście tego, co się potem stało. Do premiery oczywiście nie doszło. Chcemy zorganizować specjalny wieczór, który mógłby się stać jej namiastką czy dopełnieniem - czytanie fragmentów "Matki Courage". Jedną z ról zagra aktorka, która miała wystąpić w Charkowie, a dziś jest, na szczęście, bezpieczna w Sosnowcu.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d3rnux2
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d3rnux2
d3rnux2