Trwa ładowanie...
d1rslqa

Siostry Przybysz nagle przerwały karierę i zniknęły. "Okazało się, że nie umiemy ze sobą pracować"

Jeszcze kilkanaście lat temu zespół Sistars, tworzony przez Paulinę i Natalię Przybysz, królował na listach przebojów i zdobywał niemal wszystkie nagrody w Polsce. W 2006 r. grupa nieoczekiwanie zapadła się pod ziemię. W rozmowie z WP słynne siostry zdradziły, co było powodem ich nagłego zniknięcia i czy żałują swojej decyzji.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zespół Sistars zdobył w Polsce ogromną popularność
Zespół Sistars zdobył w Polsce ogromną popularność (ONS.pl)
d1rslqa

Maciej Kowalski: Co będzie można usłyszeć na waszej pierwszej od lat wspólnej trasie koncertowej?
Paulina Przybysz: Każda z nas zagra materiał ze swojej płyty. Usłyszymy więc moje "Chodź tu", "Światło Nocne" Natalii i pewnie coś z jej "Prądu". Będziemy się odwiedzać, kolaborować na różne sposoby i może wracać do pewnych sentymentów.

Natalia Przybysz: Będziemy chciały wyjaskrawić to, co robiłyśmy dotychczas, by ludzie zobaczyli jak się różnimy i ile mamy ze sobą wspólnego. Chciałabym, żeby było domowo, jak u nas w dużym pokoju.

*Zdarzało wam się w ostatnim czasie występować razem, ale skupiacie się jednak na solowych karierach. Jak bardzo w waszym własnym odczuciu oddaliłyście się od siebie stylistycznie? Czy trudno wam było znaleźć na nowo wspólną płaszczyznę? *
Paulina Przybysz: Myślę, że niezależnie od gatunku, składu, repertuaru my zawsze umiemy się spotkać. Chyba mamy to zakodowane głęboko w genach: wiemy, że znajdziemy współbrzmienie. Nasze płyty są bardzo, bardzo różne, ale pewien pierwiastek soulowego wychowania i światopoglądów spotyka się na nich ewidentnie. Dlatego mam wrażenie, że mamy dużo wspólnych słuchaczy...

Natalia Przybysz: Urszula Dudziak powiedziała nam kiedyś, że jeśli nie bedziemy razem śpiewały, będziemy chorować. Coś w tym musi być, bo nie ma drugiej tak bliskiej mi na scenie i wokalnie osoby jak Paulina. Mamy umiejętność spania na sobie w samochodzie w bardzo niewygodnych warunkach i potrafimy obie się w ten sposób wyspać. Umiemy też współbrzmieć i przenikać się głosami. Pod względem wokalnym jesteśmy bardzo blisko siebie.

Materiały prasowe

Chyba warto przy tej okazji wrócić do czasów, kiedy zaczynałyście. Wasza wielka kariera wystartowała, kiedy byłyście jeszcze nastolatkami. Jak to dziś oceniacie? Co było wtedy dla was najtrudniejsze? Co było najbardziej niebezpieczne?
Paulina Przybysz: Niebezpieczne? Ja jako niepoprawny optymista zawsze czuję się dość bezpiecznie. I mam tylko nadzieję, że powoli mądrzeję. Mam w sobie poczucie lekkiego żalu, że nie poszłam na studia, nie zaznałam życia studenckiego, mieszkania z przyjaciółmi jak w serialu "Friends". Właściwie zaraz po zawieszeniu funkcjonowania zespołu zaczęłam solowe działania, na dodatek zostałam matką i musiałam zajmować się już nie tylko sobą. Doszło mi wiele nowych wymiarów odpowiedzialności. Ale patrząc na to, jak duże są już moje dzieci i czując nową przestrzeń dla siebie, jestem w sumie zadowolona, że taka była kolejność zdarzeń. Myślę, że jako nastolatki o wiele lepiej znosiłyśmy podróże związane z koncertami.

Natalia Przybysz: Mnie w Sistars dopadała samotność. Paulina od początku była dziewczyną realizatora dźwięku. Chłopcy mieli dwójki w hotelach, a ja sama. Koncerty od wtorku do niedzieli i zero czasu dla przyjaciół. Niebezpieczeństwa były różne, ale wychowanie dało mi siłę, by nie ulec wielu pokusom, aby pozornie zagłuszać swoją samotność. Ratowała mnie też joga.

*Czy granie w Sistars to była dla was bardziej zabawa czy ciężka praca i pokonywanie wyzwań? *
Paulina Przybysz: Myślę że wszystko naraz. Czuję też, że niewiele się zmieniło. Stosunek do pracy mam dziś taki sam, tylko dziś wiem, że muszę zostawić sobie dodatkową przestrzeń dla rodziny i pewnej dozy abstrakcji, przygody i obserwacji, która staje się inspiracją do pisania piosenek.

d1rslqa

Natalia Przybysz: Było sporo głupawki, ale było też prawdziwe fizyczne zmęczenie. Czasem też psychiczne. Dziwnie jest być sławnym w młodym wieku. To jest niebezpieczna pożywka dla ego. Żeby sobie z tym radzić miałam Paulinę, a ona miała i ma mnie.

Może dopiero z dzisiejszej perspektywy odpowiednio wyraźnie widać, jak bardzo nowatorski i inny niż wszystko, co działo się do tej pory na polskiej scenie, był zespół Sistars. Czy miałyście wówczas świadomość, że współtworzycie coś aż tak ważnego?
Paulina Przybysz: Niespecjalnie, po prostu robiliśmy swoje.

Natalia Przybysz: Od kiedy śpiewam, czyli od dzieciństwa, czuję tylko rolę swojego głosu w danej sytuacji. Tak mam, to proste. Grają, to śpiewam i kocham to.

Materiały prasowe

*Czemu Sistars przestało istnieć? Zmęczenie? Wypalenie? Spory? *
Paulina Przybysz: To pytanie pojawia się często, a ja już kompletnie zaczynam zapominać, jak było. Czasami myślę, że jestem jak rybka Dory… Wierzę, że podobnie jak relacje i związki, pewne konstelacje zawodowe i artystyczne mają dany czas do eksplorowania i każdy z zamieszanych w te sytuacje dostaje tyle dobra, energii i doświadczenia, ile ma dostać. I tyle.

Natalia Przybysz: Byłyśmy młode i chciałyśmy odpocząć po trzech latach ciężkiej pracy w zawrotnym tempie. Chłopcy byli niechętni, by to przerywać, a po przerwie okazało się, że nie umiemy ze sobą pracować, pomimo próby reaktywacji grupy. Tymczasem obie pokochałyśmy działać solowo.

*Czy rozpad zespołu wpłynął jakoś negatywnie na wasze siostrzane relacje? *
Paulina Przybysz: Zupełnie nie, ten rozpad absolutnie nie wziął się z konfliktu między nami.

Na ile blisko byłyście ze sobą - w sensie zawodowym i artystycznym - w ostatnich latach? Śledziłyście nawzajem swoje kariery? Pomagałyście sobie? Dawałyście sobie rady?
Paulina Przybysz: Oprócz bezpośrednich spotkań na scenie w przeróżnych projektach typu "Zalewski śpiewa Niemena" czy współpracy z "Night Marks Electric Trio", Stevem Nashem Improwizacje z Tomaszem Stańko czy nagraniami ze Staszkiem Soyką w stodole w "Wąchocku" i innych podobnych zderzeniach, mamy ze sobą relację artysta-odbiorca. Zawsze ze wzruszeniem, dumą i miłością słucham nagrań Natki. Nawilżam je często niejedną łzą.

Natalia Przybysz: Ja mam podobnie. Byłam z Pauliną w wielu ważnych życiowych chwilach i bardzo przeżywam każdą piosenkę. Lubię się wzruszać np. przy "Pirxie".

Materiały prasowe

*Czy był, a może nadal jest, między wami element artystycznej rywalizacji? *
Paulina Przybysz: Myślę, że jest i że jest on super zdrowy i motywujący. Nie pozwala nam za długo "zamulać".

Natalia Przybysz: Inspirujemy się wzajemnie i podnosimy sobie nawzajem poprzeczkę.

*Szersza publiczność pierwszy raz po przerwie mogła was zobaczyć razem na "niemenowskich" koncertach Krzysztofa Zalewskiego, na których występowaliście jako najbardziej chyba utytułowany "chórek" świata. Jakie to było doświadczenie? *
Paulina Przybysz: Krzysztof jest super miły, że nas tak przedstawia. Śpiewanie piosenek Niemena przez półtorej godziny jest wyzwaniem totalnym i podziwiam go za to, to super kot. Cieszę się że jestem w chórkach i mogę słuchać ze sceny oklasków za jego świetną robotę.

Natalia Przybysz: Kiedy dowiedziałam się, że Krzysztof szuka kogoś do chórków, od razu postanowiłam zablokować ten wakant swoim ciałem i głosem oraz ciałem i głosem siostry. Uwielbiam jak w projektach są dobre chórki. Byłabym zazdrosna, gdyby jakieś inne dziewczyny tu śpiewały, a po co mieć złe emocje, kiedy można pośpiewać samemu?

W czym to, że jesteście siostrami, pomaga, a w czym przeszkadza jeśli chodzi o bycie artystkami występującymi - dosłownie i w przenośni - na jednej scenie?
Paulina Przybysz: Myślę, że dobrze mieć kogoś naprawdę bliskiego w tej samej materii czy branży. Możemy być ze sobą szczere, niezależnie od tego czy jest to kwestia artystyczna czy dotycząca jakiejś decyzji, pomysłu czy strategii działania. Z drugiej strony nie da się uniknąć porównań, ale w sumie chyba nie mam już z tym problemu. Czytanie recenzji porównawczych jest bardzo ciekawe: uważam Natalię za tak dobrą artystkę, że stawianie mnie obok niej bardzo mi schlebia. Uwielbiam ludzi, którzy mówią do mnie "Natalia" i potem się miotają w przeprosinach. Odpowiadam zawsze: "luz, jeden pies". One Love.

Natalia Przybysz: Do mnie też czasem mówią "Paulina" i ja też mam luz. O to też chodzi w naszej wspólnej trasie, żeby wreszcie nas może rozróżnili, poprzez bliższe poznanie. Zapraszamy zatem do naszego dużego pokoju.

d1rslqa

Podziel się opinią

Share

d1rslqa

d1rslqa