Trwa ładowanie...
d12zqgj

Spędziła 69 dni na Antarktydzie, ciągnęła 120 kg. Wojtaczka żałowała, że musi wracać do domu

W styczniu 2017 roku jako pierwsza Polka samotnie zdobyła biegun południowy. Niespełna dwa lata później obiecuje, że na Antarktydę wróci. Nie dla niej wakacje w kurortach - Wojtaczka od upału woli siarczysty mróz i wyzwania. Również psychiczne, bo samotna wędrówka oznacza brak kontaktu z innymi ludźmi. Dalibyście radę?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Podróżniczka nie ma dość wyzwań
Podróżniczka nie ma dość wyzwań (WP.PL)
d12zqgj

Marcin Prokop w najnowszym odcinku programu "Z tymi co się znają" gościł kobietę, której udało się zdobyć biegun południowy, samotnie pokonując ponad 1200 km w nieco ponad dwa miesiące. Małgorzata Wojtaczka, bo to jej należą się oklaski za wytrwałość i dążenie do celu pomimo trudności i przeciwności, wędrowała po Antarktydzie w grudniu i styczniu 2017 roku - podczas tamtejszego lata. Chociaż nie był to "spacerek", na pewno nie odpoczynek i nie urlop, wyprawę wspomina bardzo pozytywnie.

Zobaczcie całą rozmowę Prokopa z Wojtaczką

Dlaczego biegun południowy?

d12zqgj

- Dlatego, że jest tam zimno, a ja to lubię. Dlatego, że tam jest bardzo wielka przestrzeń bez cywilizacji, bez ludzi. Czyli jest trudno – też to lubię. To miejsce jest bardzo mało zmienione ręką człowieka. Jest takie od tysięcy lat jak było. Jest w tym jakaś magia, wyzwanie… - mówiła podróżniczka Prokopowi.

Wyprawa wrocławianki utrzymała status "samotnej i bez asysty". Oznaczało to, że Wojtaczka musiała mieć ze sobą absolutnie wszystkie potrzebne rzeczy i pożywienie na całą podróż.

- Żeby przeżyć na Antarktydzie, trzeba mieć ze sobą wszystko. Muszę mieć jedzenie, sprzęt, namiot, śpiwór. Jedzenie to jest 1 kg dziennie, to już mam 60 kg – opowiadała Małgorzata. W sumie sanki ważyły około 120 kg. To wszystko trzeba było ciągnąć podczas 10-godzinnych sesji marszu. Ze względu na warunki pogodowe wyprawa przeciągnęła się, a by zdążyć na ostatni (poleciała przedostatnim) samolot do "domu", Małgorzata musiała całą "finałową" dobę wędrować bez przerwy. Udało się. Zdobyła biegun i bezpiecznie wróciła do Polski. Zanim do tego doszło przez ponad 2 miesiące żyła w otoczeniu lodowców.

d12zqgj

Jak wyznała, szybko zaaklimatyzowała się na Antarktydzie, przynajmniej psychicznie. Po tygodniu coraz mniej myślała o tym, co zostawiła w kraju, po dwóch tygodniach było już tylko "to, co tu i teraz".

Przygotowania

Zanim Wojtaczka poleciała do Chile, a stamtąd dotarła na biegun południowy, musiała potrenować, by być w doskonałej formie.

- Można przygotowywać się do tego fizycznie poprzez bieganie, ćwiczenia kondycyjne. Ja miałam miesiąc takiego treningu tuż przed wyprawą. Ale to nie jest wszystko. Trzeba mieć sporo doświadczenia wyprawowego. Przez wiele lat chodziłam po jaskiniach, jeździłam na wyprawy w góry, przez wiele lat żaglowałam w rejonach polarnych. To uczy, jak o siebie zadbać, jak nie wpaść w panikę, gdy jest trudno, mieć intuicję, patrząc na śnieg.

d12zqgj

Wyprawa sporo kosztowała. Podróżniczka zdobyła potrzebne pieniądze (ponad 100 tys. zł) poprzez serwis internetowy wyspecjalizowany w podobnych zbiórkach. Gdy wróciła, na stronie zbiórki znalazła się informacja:

"Po 69 dniach marszu, w tym non stop przez ostatnie 23 godziny, w temperaturze minus 34 stopni C, podróżniczka dotarła do bieguna południowego Ziemi, pokonując samotnie ponad 1200 km od brzegu Antarktydy. Jest pierwszą Polką i jedną z ok. 10 kobiet na świecie, które pokonały cały 'klasyczny' dystans od krańca kontynentu na biegun - samotnie i bez żadnej asysty".

Małgorzata Wojtaczka Facebook.com
Małgorzata Wojtaczka (Facebook.com)

Brzmi świetnie. Jednak codzienność w drodze nie zawsze była piękna, nie zawsze ciekawa. Owszem, krajobrazy inspirowały do przemyśleń, jednak wyprawa opierała się na rutynie. Wojtaczka musiała przecież zdążyć z realizacją celu zanim skończy się lato.

d12zqgj

Typowy dzień

– Wstaję. Trzeba sobie wytopić wodę ze śniegu, żeby coś ugotować. Przygotowanie owsianki albo żywności zasuszonej w próżni, muszę przygotować sobie herbatę i herbatę na drogę, przygotować przekąski na drogę. I ubrać się muszę. Jest zimno, muszę mieć dobrze założone skarpetki, bo będą pęcherze, a jak nie posmaruję się kremem, będę miała odmrożenia – opowiadała.

Później było 10 godzin marszu, podziwianie widoków i próba odnalezienia drogi do celu, co wśród wszechobecnej bieli, częstych zadymek śnieżnych, white-outów (gdy nie widać horyzontu i wszystko wydaje się płaskie) było problematyczne. Codziennie wieczorem musiała wypakować zawartość sań, rozbić namiot, a rano cały majdan znów zapakować. Wszystko zajmowało mnóstwo czasu.

d12zqgj

– Czasami było bardzo trudno. Podczas white-outu pomagał kompas. Trzeba cały czas się patrzeć, bo wszystko jest białe. Bez kompasu robi się trzy kroki i się skręca. Można się kręcić w kółko – zdradziła podróżniczka, która nie zapomniała wspomnieć, że podczas wyczerpującej wyprawy "można bezkarnie jeść słodycze. To dobra kuracja odchudzająca".

Higiena

Śnieg, mróz, temperatura od minus 20 do minus 35 stopni Celsjusza, zero ludzi i ludzkich siedlisk - w takich warunkach można zapomnieć o prysznicu.

– Miałam ze sobą paczkę chusteczek myjących. Takich jak dla niemowlaków. Żeby z nich korzystać, trzeba je wieczorem włożyć do śpiwora i rano nadają się do używania. Ale nie ma takiej potrzeby. Jest zimno, więc bakterie się nie rozmnażają. Nie należy się myć za dużo, bo zmywa się tłustą warstwę ochronną skóry, która bardzo dobrze zabezpiecza. Byłam sama, na pewno to nikomu nie przeszkadzało - śmiała się rozmówczyni Prokopa.

Małgorzata Wojtaczka Materiały prasowe
Małgorzata Wojtaczka (Materiały prasowe)

A co z podstawowymi czynnościami fizjologicznymi? Jak podczas przemieszczania się po lodowatej Antarktydzie "robi się siku"? Prokop nie mógł o to zapytać w sposób bardziej dosadny. O podobnych kwestiach mówi się niewiele, laicy nic na ten temat nie wiedzą, więc Wojtaczka wytłumaczyła:

d12zqgj

- W czasie drogi należy ustawić sobie sanki od strony nawietrznej, wykopać dołek w śniegu za sankami. W czasie noclegu dołek miałam wykopany w przedsionku. Można mieć jeszcze butelkę ze sobą.

Kontakt z ludźmi

Małgorzata wędrowała bez partnera, ale miała znikomy kontakt z innymi ludźmi. W jej wyposażeniu znajdował się telefon satelitarny - musiała go wziąć ze względu na środki bezpieczeństwa. Przez telefon przekazywała swoją pozycję bazie na Antarktydzie. Wbrew pozorom brak towarzyszy jej nie przeszkadzał, była skupiona na wykonaniu zadania.

– Nie ma czasu, trzeba się spieszyć. Cały czas brakuje snu - wyznała. I dodała: – Jak człowiek jest sam, staje się prawdziwy. Na co dzień nie udaję, ale tam… Jestem sobą. Zachowuję się zupełnie naturalnie. Jak się jest samemu, człowiek jest skoncentrowany na tym, co się dzieje.

Wojtaczka zakochała się w śnieżnej, zimnej Antarktydzie i chce do niej wrócić. Życzymy powodzenia podczas kolejnych wypraw!

Z tymi co się znają Materiały prasowe
Z tymi co się znają (Materiały prasowe)
d12zqgj

Podziel się opinią

Share
d12zqgj
d12zqgj