Trwa ładowanie...
d420yvh

The Rolling Stones zagrali w Warszawie. Dwie godziny rockowej euforii na najwyższym poziomie

The Rolling Stones zawładnęli nie tylko PGE Narodowym, ale całą Warszawą. Przez weekend w mieście było widać i słychać fanów, którzy za zespołem przyjechali z całego świata. I nie zawiedli się, bo muzycy byli w świetnej formie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Sir Mick Jagger, Keith Richards, Charlie Watts i Ronnie Wood, czyli The Rolling Stones podczas koncertu na PGE Narodowym w Warszawie.
Sir Mick Jagger, Keith Richards, Charlie Watts i Ronnie Wood, czyli The Rolling Stones podczas koncertu na PGE Narodowym w Warszawie. (Agencja Gazeta, Fot: Adam Stępień)
d420yvh

Chyba nikt, kto wyszedł z wypełnionego po brzegi PGE Narodowego, nie był rozczarowany. The Rolling Stones to dzisiaj przede wszystkim zespół koncertowy i pokazali, że w tej dziedzinie nie mają sobie równych. Miałem okazję widzieć zespół na żywo po raz trzeci na przestrzeni czterech lat. I jeśli chodzi o formę muzyków, był to ich najlepszy występ.

Stonesi w świetnej formie

"Szkoda, że już skończyliśmy, bo właśnie się rozkręcałem. Mogliśmy zagrać jeszcze kilka koncertów" - mówił jesienią zeszłego roku Keith Richards. I rzeczywiście - na scenie PGE Narodowego był w świetnej formie. Uśmiechnięty, zrelaksowany, a jednocześnie bardzo skupiony. Jego solówki, przede wszystkim ta w "Sympathy For The Devil", brzmiały dużo lepiej niż w Hamburgu, gdzie we wrześniu 2017 r. inaugurowali trasę No Filter. Dużo mocniejszy był też jego wokal.

Tradycyjnie duszą towarzystwa był Ronnie Wood, najmłodszy członek zespołu - zaledwie 71-latek. Podczas przedstawiania muzyków sir Mick nazwał go (po polsku) "królem pierogów", co wskazuje na to, że panowie dobrze wykorzystali spędzone w Warszawie 3 dni wolnego. Wood to dzisiaj filar Stonesów - przejął dużą część obowiązków Keefa, który z powodu postępującego zwyrodnienia stawów nie jest już w stanie zagrać wszystkiego.

d420yvh

W świetnej formie jest najstarszy Stones, czyli 77-letni Charlie Watts. Jak zwykle cichy i wycofany, za co kochają go fani. Ale przestaje taki być, gdy siada przy bębnach. Gdy w "Paint It Black" pojawia się perkusja, widza przechodzą ciarki. Zresztą takich momentów było wiele.

WP.PL

Lider zespołu sir Mick Jagger jak zwykle pokazał, że nie ma sobie równych. Z drugiej strony, widząc go na żywo po raz trzeci, trudno nie odnieść wrażenia, że nie był - jak zwykle - w formie 40-latka, tylko 50-latka. Po scenie nieco częściej chodził, niż biegał (choć fakt, że poruszał się nieustannie), a niektórych utworach pozwalał na pierwszy plan wyjść Bernardowi Fowlerowi i Sashy Allen, czyli wokalistom wspierającym.

W koncercie niektórych pewnie najbardziej podekscytowało odniesienie się przez sir Micka Jaggera do reformy sądów, ale tego wieczora najważniejsza była muzyka. Nie zawsze było ją słychać, jak to na PGE Narodowym, ale od czasu tragicznie nagłośnionego występu AC/DC mój próg tolerancji jest naprawdę wysoko. Za to docenić należy oprawę. Sir Mick od dawna przywiązuje wielką wagę do wizualnej strony show. Scena, na której Stonesi występują od jesieni robi ogromne wrażenie - to cztery gigantyczne filary, w całości pełniące funkcje ekranów. Świetnie przygotowane wizualizacje doskonale dopełniają wrażenia muzyczne.

d420yvh

Po polsku nie tylko o sędziach

The Rolling Stones niestety zrezygnowali z żonglowania listą utworów, tak ja robili to jeszcze na jesiennym odcinku trasy. Koncerty zaczynali wówczas od "Sympathy For The Devil", grali dwa kawałki ze swojej płyty bluesowych coverów (teraz jeden), a przede wszystkim wyciągali kawałki z głębokiego archiwum: pierwszy raz od 44 lat zagrali "Dancing With Mr. D", a "Play With Fire" poprzednio można było usłyszeć na żywo w 1990 roku. Tam było na to miejsce, bo lista liczyła 22 utwory, w Warszawie - 19.

Z drugiej strony na takie ekstrawagancje w liście utworów można sobie pozwolić, jeśli często gra się w jakimś kraju. U nas Stonesi byli pierwszy raz od dekady i zaprezentowali "must have" - przecież gdyby opuścili "Tumbling Dice" czy "Honky Tonk Woman", widzowie mogliby czuć się rozczarowani. Zresztą w przypadku zespołu z taką liczbą hitów, niedosyt zawsze zostaje. Sir Mick dopieszczał polską publiczność nie tylko największymi hitami Stonesów, ale też częstymi wstawkami po polsku. Między utworami mówił, że "dobrze być tutaj", pytał kto jest z Krakowa, Poznania i Gdańska, i wspominał, że to już 5 występ zespołu w Polsce.

d420yvh

Koncert zaczął się od energetycznego uderzenia w postaci "Street Fighting Man" i "It's Only Rock And Roll (But I Like It)", później nieco spokojniejsze "Tumbling Dice" i bluesowy cover "Just Your Fool", i znowu podkręcenie tempa z "Bitch". Przy "Like A Rolling Stone" Boba Dylana refren śpiewał cały stadion, podobnie zresztą jak przy "You Can't Always Get What You Want". Energetyczne "'Paint It Black" i "Honky Tonk Woman" poprzedziły set Keitha Richardsa, który mocnym głosem zaśpiewał "You Got The Silver" i "Before They Make Me Run".

Wielki finał

Od tego momentu zaczyna się wielki finał - długi, bo liczący 8 utworów, ale odpowiadający potędze Stonesów. "Sympathy For The Devil" z kilkudziesięcioma tysiącami ludzi śpiewającymi "whoo, whooo", "Miss You" z tradycyjną basową solówką Darryla Jonesa. Ale prawdziwe jam session miało dopiero nadejść: "Midnight Rambler" stało się okazją do muzycznej zabawy, która trwała dobre kilkanaście minut. Na koniec głównej części energetyczne "Start Me Up", "Jumping Jack Flash" i "Brown Sugar". Bisy to rockowy hymn "Gimme Shelter" i wielki finał w postaci "I Can't Get No (Satisfaction)", także znacznie rozciągniętego.

Stonesi godnie pożegnali się z polską publicznością, choć po długich owacjach i zejściu muzyków ze sceny, na ekranach tradycyjnie pojawiło się "do zobaczenia wkrótce". Kiedy w 2012 roku ogłosili koncerty na 50-lecie zespołu, byłem przekonany, że to ostatnia szansa, by zobaczyć ich na żywo. Od tego momentu zagrali kilkadziesiąt koncertów. Może więc rzeczywiście: do zobaczenia wkrótce. Bo choć panowie momentami wyglądają jak jedną nogą na tamtym świecie (chyba najbardziej uderzające było to w czasie "Paint It Black", gdy obraz na ekranach był czarno-biały), to pokazali, że wiek i wygląd są mało istotne. Na scenie wciąż mają w sobie energię, która wprowadza tłumy w ekstazę.

d420yvh

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d420yvh

Podziel się opinią

Share

d420yvh

d420yvh