Trwa ładowanie...
d1nrisa

Aretha Franklin nie żyje. Legendarna artystka odeszła w wieku 76 lat

- Nie jestem gwiazdą, jestem kobietą z sąsiedztwa - powtarzała Aretha Franklin, którą prasa okrzyknęła królową soulu i jedną z najznamienitszych gwiazd muzyki amerykańskiej. 12 sierpnia najbliżsi artystki poinformowali, że Franklin jest umierająca, i poprosili o modlitwę w jej intencji. Zmarła kilka dni później, 16 sierpnia.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ze sceną pożegnała się w 2017 roku, kiedy z powodu kiepskiego stanu zdrowia musiała odwołać trasę koncertową.
Ze sceną pożegnała się w 2017 roku, kiedy z powodu kiepskiego stanu zdrowia musiała odwołać trasę koncertową. (Getty Images)
d1nrisa

O jej problemach zdrowotnych media rozpisywały się już od dawna; wokalistka zmagała się z alkoholizmem i otyłością, a 8 lat temu zdiagnozowano u niej raka trzustki. Ze sceną pożegnała się w 2017 roku, kiedy z powodu kiepskiego stanu zdrowia musiała odwołać trasę koncertową.
- Wierzymy, że z tego wyjdzie. Najważniejsze, że ona też w to wierzy - powiedział niedawno prasie siostrzeniec gwiazdy, Tim Franklin.

"Pochodziła z muzycznej planety"

W wywiadach często wspominała, że ogromny wpływ na jej twórczość miał ojciec, Clarence LaVaughn "C. L." Franklin, bliski przyjaciel pastora Martina L. Kinga i zaangażowany społecznie kaznodzieja, który miał swój własny program w radiu i prowadził chór gospelowy. Mężczyzna, zachwycony głosem swojej ośmioletniej córki, namówił ją, by zaśpiewała w kościele.

d1nrisa

- To on pierwszy dostrzegł moje możliwości i, mimo że bardzo się opierałam, nalegał, żebym uczyła się śpiewu. Do dziś jestem mu za to wdzięczna - wspominała.

Szybko się okazało, że Aretha ma wrodzony talent; rację mieli włodarze wytwórni płytowej, którzy po przesłuchaniu jej utworów nazwali ją "nieoszlifowanym geniuszem".

- Miała w sobie coś z innego świata, odległego i magicznego, którego nikt z nas nie rozumiał. Pochodziła z dalekiej muzycznej planety, na której dzieci rodzą się z uformowanym w pełni talentem - mówił jeden z jej znajomych z dzieciństwa.

Dziewczynka, za przyzwoleniem rodziców, chętnie więc opuściła szkołę, by jeździć w swoje pierwsze trasy koncertowe z chórem gospel.

d1nrisa

Muzyka pomogła jej wyjść z traumy

Do studia nagraniowego trafiła jako czternastolatka (wtedy, dzięki wsparciu ojca, wydała swój pierwszy album "Songs of Faith"); pięć lat później podpisała kontrakt z wytwórnią płytową. Mimo młodego wieku, Franklin była już wówczas mocno doświadczona przez życie. Jej rodzice wcześnie się rozstali, a matka przeprowadziła się do miasta oddalonego o kilkaset kilometrów.

- Sądzę, że wyjazd matki wpłynął na Arethę bardziej niż na pozostałych. Ja miałam wówczas niespełna cztery lata i marną świadomość tego, co się dzieje. Aretha była bardzo nieśmiałym, wycofanym dzieckiem, blisko związanym z matką. Erma, Cecil i ja okazaliśmy się odważniejsi i bardziej niezależni. Mieszkałam z Arethą w jednym pokoju i po zniknięciu matki widziałam, że siostra przez wiele dni wypłakiwała oczy - opowiadała jej siostra Carolyn w książce "Respect. Życie Arethy Franklin".

Niedługo potem matka artystki zmarła na atak serca. To wydarzenie odcisnęło na niej bolesne piętno i wyznawała, że bardzo brakowało jej matczynej miłości; jej ojciec spotykał się później z wieloma kobietami, jednak żadna z nich nie zagościła w życiu artystki na dłużej. Zrozpaczona, odcięła się od świata. Jedynym sposobem, żeby nawiązać z nią kontakt była muzyka.

d1nrisa

- Kiedy twoja mama wyprowadza się z domu z powodów, których nie rozumiesz, to jedno. Ale kiedy twoja mama, młoda kobieta, umiera na atak serca, to coś innego. Aretha miała wtedy dziesięć lat. I ta śmierć nadeszła nagle, bez ostrzeżenia. Frank bał się, że Aretha się nie otrząśnie, bo przez wiele tygodni w ogóle się nie odzywała. Zamknęła się w skorupie, z której wyszła dopiero po wielu latach. Pomogła jej oczywiście muzyka. Bez muzyki Aretha nigdy nie wydostałaby się z ukrycia - dodawała znajoma artystki, Ruth Bowen.

Niewypowiedziany ból

Miała zaledwie dwanaście lat, gdy urodziła pierwsze dziecko - ojcem był jej kolega ze szkoły, choć tę informację długo trzymała w tajemnicy. Dwa lata później na świat przyszedł jej drugi syn. Dzieci trafiły pod opiekę babci, a nastolatka zajęła się swoją karierą.

Zresztą całe jej życie uczuciowe było burzliwe; potem wyznawała, że seks stał się dla niej sposobem na odreagowanie stresu. Z czasem, nie radząc sobie z presją, ratunku szukała również w alkoholu. Pierwsze małżeństwo, mimo przestróg ojca, zawarła w 1961 - i już kilka lat później zażądała rozwodu; przy okazji zdradziła, że mąż stosował wobec niej przemoc. Drugie małżeństwo, choć znacznie spokojniejsze, również nie okazało się udane. Potem Franklin nie zdecydowała się już na kolejny ślub, ale przyznawała, że mężczyźni, z którymi się wiązała, rzadko okazywali się godni zaufania.

d1nrisa

Źle znosiła kolejne rodzinne tragedie - w 1979 roku jej ojciec został postrzelony i zapadł w śpiączkę. Franklin przeprowadziła się do Detroit, by móc się nim opiekować; ale mężczyzna zmarł pięć lat później, nie odzyskując już przytomności. Potem obserwowała, jak odchodzi jej rodzeństwo: brat Cecil zmarł na raka płuc, siostra Carolyn na raka piersi, siostra Erma na raka gardła. Zdruzgotała ją także śmierć Whitney Huston, dla której była "ciocią Ree" i której pomagała w drodze na sam szczyt.

Sama również zmagała się z poważnymi problemami zdrowotnymi; w 2010 roku trafiła do szpitala i przeszła operację, ale zaprzeczała plotkom, jakoby miała raka trzustki. Od tamtej pory stale jednak pozostawała pod opieką lekarzy i choć powtarzała, że czuje się świetnie, coraz częściej zdarzało się jej odwoływać koncerty. Nie pisnęła jednak ani słowem o swoich problemach, nigdy nie lubiła mówić o sprawach prywatnych, nawet z najbliższymi. W wywiadach przedstawiała wyidealizowaną wersję swojego życia, przeinaczała fakty.

- Nic bardziej by mnie nie uszczęśliwiło, niż gdyby opowiedziała o całym bólu, którego doświadczyła. Ale szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, że to zrobi. Zbudowała wokół siebie mur, na który jeszcze nikomu nie udało się wspiąć - mówiła jej siostra Ermie w książce "Respect. Życie Arethy Franklin".

- Konfrontacja z samą sobą była czymś, czego Aretha nie rozumiała i na co nie miała ochoty. Idealizując swoją przeszłość, ukrywała ból - dodawał jej biograf David Ritz.

d1nrisa

- Czasami ten ból, choć niewypowiedziany, można było dostrzec we łzach, które pojawiały się w jej oczach, gdy milczała, nie odpowiadając na moje pytanie o jakieś rozczarowanie czy stratę. Wiedziałem, że w tych łzach kryją się odpowiedzi.

Hymn kobiet

Była ikoną; w 1987 r. otrzymała swoją gwiazdę w Rock and Roll Hall of Fame, zdobyła 18 nagród Grammy, a utwór "Respect", napisany przez Otisa Reddinga, znalazł się na piątym miejscu utworów wszech czasów magazynu "Rolling Stone" i stał się hymnem kobiet na całym świecie. "Kiedy słuchałam Arethy Franklin, czułam, że nic złego nie może się wydarzyć na świecie", pisała jedna z recenzentek. Dysponowała nie tylko niezwykłym głos, ale chciała też przekazać światu coś istotnego; miała jasno wytyczony cel, swoją życiową misję.

- Najbardziej dramatyczne doświadczenia życiowe Arethy inspirowały ją do tworzenia najbardziej poruszającej muzyki. Nieszczęście rodziło cudowną kreatywność. Introwertyzm przechodził w ekspresję. Nieśmiała mała dziewczynka zmieniała się w zaskakująco pewną siebie artystkę. Niepokój wypełniający serce Arethy urósł w ciągu następnych lat do ogromnych rozmiarów, podobnie jak jej upór, by tego niepokoju nie wyrażać. Niemy ból skrywał się we wszystkich jej działaniach, ale nie w jej muzyce – tam cudownie przemieniał się w głos wypowiadający wszystkie emocje. Tylko w muzyce mogła wyrazić prawdę - pisał David Ritz.

d1nrisa

Ona sama była zachwycona tym, jak dobrze przyjęto jej utwory; zwłaszcza "Respekt", który uważała za jeden z najważniejszych kawałków w swoim repertuarze.

- My, kobiety, mamy moc. Jesteśmy zaradne. Bezwzględnie zasługujemy na szacunek. Niestety, kobiety, dzieci i starsi ludzie to wciąż najmniej szanowane grupy społeczne - mówiła artystka. - Muzyka motywuje i inspiruje. Kobiety przykładają wielką wagę do tekstów piosenek. Wszystkie możemy się od siebie wiele nauczyć, zainspirować. A jeśli mogę to uczynić dzięki mojej muzyce, to osiągnęłam swój cel.

d1nrisa

Podziel się opinią

Share

d1nrisa

d1nrisa