Trwa ładowanie...

Książę Harry nie odpuścił. Wygrał wojnę z paparazzi

Książę Harry doszedł do porozumienia z agencją fotograficzną, która zrobiła zdjęcia jego posiadłości. Paparazzi muszą zapłacić mu "znaczne" odszkodowanie i przeprosić "za błąd w ocenie sytuacji".

Share
Książę Harry nie odpuścił. Wygrał wojnę z paparazziŹródło: Getty Images
d1hqn4m

Książę Harry właściwie przez całe życie ma na pieńku z paparazzi. To przecież właśnie przez morderczy pościg fotoreporterów zginęła jego matka. Przypomnijmy, że samochód wiozący księżną Dianę, uciekał przed fotografami. W trakcie drogi z hotelu Ritz Paris auto uderzyło w filar tunelu Pont de l'Alma w Paryżu. Harry bardzo szczerze wyznał po latach, kogo obwinia o śmierć mamy.

- Miała poważny uraz głowy, ale wtedy jeszcze żyła. Ci ludzie, którzy spowodowali wypadek, zamiast jej pomóc, fotografowali ją, jak umiera na tylnym siedzeniu, a potem szli do swoich redakcji i podawali to jako news - powiedział ze wzruszeniem w filmie "Diana, 7 Dni".

Od tej pory paparazzi działają na Harry'ego jak płachta na byka. I o ile w czasach, gdy był kawalerem, potrafił sobie z tym poradzić, o tyle teraz, gdy jest mężem i ojcem, nie pobłaża. Jakiś czas temu, kiedy książę mieszkał z Meghan Markle w posiadłości Cotswolds, fotoreporterzy zrobili im zdjęcia z helikoptera, po czym sprzedali je brytyjskiej prasie.

d1hqn4m

Harry'emu puściły nerwy i wytoczył proces agencji fotograficznej "Splash". Powodem było naruszenie prywatności. W jednym z tabloidów ukazały się bowiem zdjęcia, na których dokładnie rozrysowano i opisano rozkład posiadłości i pomieszczeń księcia. Tym samym każda postronna osoba (w tym zamachowcy czyhający na życie królewskiego dziedzica) doskonale wiedziała, gdzie do znaleźć.

Jak donoszą teraz brytyjskie media, książę i jego prawnicy doszli do porozumienia z agencją. Ustalono, że Harry otrzyma "znaczne" odszkodowanie i przeprosiny "za błąd w ocenie sytuacji".

d1hqn4m
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1hqn4m
d1hqn4m