Trwa ładowanie...

Magda Wójcik: Odzyskałam poczucie buntu. I lubię to, że mogę być bardziej "wprost"

- Trochę zapomniałam, jak to jest mieć w sobie to poczucie buntu. Dzięki pracy z młodymi artystami je odzyskałam. I nabrałam zdecydowanie więcej dystansu i luzu, do tego, co robię sama - mówi Magda Wójcik. Po ośmiu latach wróciła z zespołem Goya z nową płytą i nową energią.

Magda Wójcik wróciła z zespołem Goya po kilkuletniej przerwieMagda Wójcik wróciła z zespołem Goya po kilkuletniej przerwieŹródło: Materiały prasowe, fot: Ania Powierża
d45ya71
d45ya71

Urszula Korąkiewicz, Wirtualna Polska: kilka dobrych lat, mówiąc kolokwialnie, "nie było cię słychać". Goya wraca po ośmiu latach przerwy. Co się u ciebie działo?

Magda Wójcik: Rzeczywiście, przerwa między płytami jest spora. W dodatku powrót opóźniła nam pandemia. Wyhamowaliśmy, jak wielu innych artystów. Ale wykorzystaliśmy ten czas na inne projekty, więc absolutnie nie uważam, aby był to czas stracony.

Co robiłaś?

Wytworzyłam sobie nową płaszczyznę. Zaczęłam pisać dla innych, co było zawsze moim marzeniem. To był dla mnie naprawdę twórczy okres, który uchronił mnie przed tym całym szaleństwem związanym z przestojem. A dodatkowo... w tym czasie nagraliśmy płytę praktycznie na nowo. Czuliśmy, że to, co mamy, to nie to. Nie mieliśmy presji czasu, a chcieliśmy być w pełni pewni naszego materiału. Chcieliśmy, by nowa muzyka była w stu procentach taka, jak ją sobie wymarzyliśmy. I jest! Dużo bardziej energetyczna, choć została w niej nasza nostalgia.

d45ya71

Ta długa przerwa uświadomiła wam, jak bardzo zmienił się rynek? Jak się teraz w nim odnajdujecie?

Zdaliśmy sobie sprawę, że ostatnie 10 lat to totalne przetasowanie kart. Pojawili się nowi artyści, którzy bardzo szybko weszli na szczyt, a ci, którzy byli popularni od lat, nieco odeszli do lamusa. I my poniekąd wpadamy do tego worka. Mamy świadomość, że jesteśmy w zupełnie innym miejscu, jesteśmy zespołem innej kategorii. Nie ma się czemu dziwić, skoro gramy od prawie 30 lat. Z pokorą przyjmujemy to, gdzie jesteśmy w muzycznej rzeczywistości. I z tą zmianą naprawdę dobrze się odnajdujemy.

Jesteśmy na bieżąco z tym, co się dzieje, pracujemy z wieloma młodymi artystami, więc ani przez chwilę nie miałam wrażenia, jakbyśmy wypadli z obiegu. Po prostu funkcjonujemy inaczej. I co najważniejsze, nadal pracujemy. Kręci mnie to, że nadal mam wpływ na to, co się pojawia na rynku, że mogę tworzyć zupełnie nowe treści. I jestem daleka od zżymania się "kiedyś to były piosenki, dzisiaj już ich nie ma". Wszystko jest, tylko inne. Wiele się zmieniło, zmieniło się też pokolenie odbiorców. Ja to odnajdowanie się w nowej rzeczywistości po prostu traktuję jak wyzwanie.

Zobacz wideo: Beata Kozidrak powiedziała "tak"! "Mój partner nie jest na pokaz"

Faktycznie gracie razem blisko 30 lat. Utrzymanie zespołu przez taki czas nie jest łatwym zadaniem. Masz silny fundament, bo pracujesz z mężem. Jak po latach układa się wam ta współpraca?

Nie ukrywam, że przenosimy pracę do domu. Cóż, pracujemy w naszym domowym studio. Ale szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Niesamowite jest to, że mamy wspólną rzeczywistość, pasję, zawód. Cały czas mamy o czym ze sobą rozmawiać. Dzielimy się ze sobą zmartwieniami, sukcesami, radościami, motywujemy się nawzajem. Wspieramy się, rozumiemy nawzajem.

d45ya71

Ale oczywiście, Grzesiek jest moim pierwszym krytykiem, czasem znienawidzonym. Doskonale wie, że stać mnie na więcej, nie pozwala mi odpuszczać. Wie też, że zdecydowanie bardziej zdyscyplinowana i zmotywowana jestem, kiedy tworzę dla kogoś innego. Gdy pracuję nad swoimi piosenkami, trochę się rozleniwiam. Potrzebuję czasem bata nad sobą, więc stawia mnie do pionu. Czasem się wydzieramy, czasem lecą iskry, ale zdecydowanie, zauważam znacznie, znacznie więcej pozytywów.

Pomówmy o wyzwaniach. Pracujesz z młodymi i najlepiej wiesz, jak zmieniło się podejście do pisania piosenek, jak zmienił się ich język. Warto wspomnieć, że stoisz za przebojami jednej z najpopularniejszych obecnie artystek, sanah. Jak się nauczyłaś jej języka, jej spojrzenia na świat?

To Zuzia wprowadziła mnie w świat swojego języka. Z całą potocznością, zdrobnieniami, powiedzonkami. Chciała często używać zwrotów i słów, które często są nieśpiewne. Ale upierała się. I przekonała mnie, że najważniejsze jest to, jak się je zinterpretuje i zaśpiewa. Za każdym razem robiła to tak wzruszająco i przekonująco! Jest niesamowicie wrażliwą dziewczyną.

d45ya71

Na początku to jej podejście trochę mnie oszołomiło, ale dzięki Zuzi kompletnie weszłam w ten świat. Ja dałam jej moje doświadczenie, ona świeże spojrzenie i ujmujące wykonanie. Wniknęłam dzięki niej w to środowisko. Zaczęłam pracować z Bryską, Natalią Zastępą, Marcinem Sójką. Dla mnie jako dojrzałej kobiety to fantastyczne doświadczenie.

Nie czuję żadnej pokoleniowej przepaści. Wspólna praca to dla nas często obopólna korzyść, czerpiemy od siebie, uczymy się nawzajem. A potem... przychodzi mi pisać dla innej dojrzałej kobiety, np. dla Urszuli. Ta różnorodność jest wspaniała. Sprawia mi ogromną radochę i traktuję to jako mój rozwój.

"Rozdział VIII" otwiera nowy etap zespołu Goya Materiały prasowe
"Rozdział VIII" otwiera nowy etap zespołu GoyaŹródło: Materiały prasowe, fot: Ania Powierża

Czego cię nauczyła praca z młodymi artystami?

Na pewno bezkompromisowości. A raczej mi o niej przypomniała. Imponuje mi to, że dzisiaj wykonawcy doskonale wiedzą, jacy chcą być i co chcą osiągnąć. A kiedy jesteś na scenie tych kilka dekad, zaczynasz rozmyślać, co ci wypada, a co nie. Trochę zapomniałam, jak to jest mieć w sobie to poczucie buntu. Dzięki nim je odzyskałam. I nabrałam zdecydowanie więcej dystansu i luzu, do tego, co robię sama. Kiedyś często budowałabym jakąś otoczkę, chowała się za aurą tajemnicy. A dzisiaj lubię to, że mogę być "bardziej wprost".

d45ya71

Kiedyś ta bezkompromisowość była trudniejsza? Mówiąc wprost – sugerowano wam, jacy macie być?

Próbowano. Mimo że byliśmy zawsze grzeczni, jacyś mało rockandrollowi. Co do mnie też nie było o czym pisać, nie było wokół mnie skandali, nie robiłam wokół siebie szumu. Jakoś odstawaliśmy od tych kapel z lat 90.

Wypracowaliśmy sobie popowy, ale własny styl i paradoksalnie byliśmy w tej popowości alternatywni. Nie dawaliśmy się nikomu do pewnych rzeczy przekonać, bo od początku wiedzieliśmy, co chcieliśmy osiągnąć naszą muzyką. Dawaliśmy gotowy materiał, a jeśli w wytwórni się nie podobał, strzelaliśmy focha, mówiąc: "Nie to nie". Tak bardziej na poważnie, byliśmy pewni tego, co robimy i to się nie zmieniło.

Nie zmieniła się też sympatia waszych fanów do "Tylko mnie kochaj" czy "Smaku słów". Do dzisiaj kojarzycie się mocno z nastrojowymi, zmysłowymi balladami. Nie nudzi wam się to, nie męczy?

Nie mam z nimi problemu, bo uważam, że to naprawdę dobre piosenki. Nie męczą mnie, kiedy mam je po raz kolejny zaśpiewać na koncercie. Naprawę je lubię. A poza tym, przecież dla nich ludzie przychodzą. Nie mogę się na to obrażać. Widzę, jak fani reagują na nasze przeboje i nie mogę im tej radości odbierać.

d45ya71

Te numery to nasza duma, w pewnym momencie pomogły nam wspiąć się naprawdę wysoko. Sądzę, że byłabym mocno niesprawiedliwa, gdybym nagle zaczęła się wstydzić własnej twórczości. Świadomość, że mamy utwory, które prawie 20 lat funkcjonują w świadomości słuchaczy to coś, co łechce i dodaje skrzydeł.

Możemy powiedzieć, że płyta "Smak słów" był dla was przełomem?

Absolutnie tak. Pamiętam czas, kiedy przyszliśmy z nią do wytwórni. I jak nasłuchaliśmy się, jaka jest nudna i smętna, pojawiły się też wątpliwości czy w ogóle się sprzeda. To był moment, w którym modne były głównie boysbandy, popowe księżniczki i radosne, chwytliwe piosenki. Takich od nas oczekiwano. Najwyraźniej. A my znów przyszliśmy z tą naszą nostalgią, z dziwną płytą. I co?

d45ya71

Okazało się, że słuchacze widocznie takiej potrzebowali. Byliśmy mega pozytywnie zaskoczeni tym, jak "zażarła". Trafiliśmy w odpowiedni moment, dzięki któremu możemy na takim poziomie funkcjonować cały czas. Ta płyta dała nam świetne zaplecze, bazę rozpoznawalnych utworów, rzeszę fanów i fakt, że przez lata jesteśmy grani w radiach. Umówmy się, dzisiaj pierwszy z brzegu hit utrzymuje się kilka miesięcy. Sytuacja jak w naszym przypadku zdarza się coraz rzadziej.

Mówiłaś o tym, że spełniasz się w pisaniu dla innych, współpraca z kimś "z zewnątrz" cię inspiruje?

Kładę we współpracy duży nacisk, żeby wypełnić moje zadania najlepiej, jak umiem. I czasem wchodzę w coś "w ciemno", nie wiedząc, co się z piosenką wydarzy. A czasem czuję od razu, że to będzie coś dużego. Jak w przypadku Zuzi. Cieszę się, że zostawiam jakiś ślad po sobie, że sprawdzam się na innej płaszczyźnie. Traktuję to jako inwestycję w siebie. To prowadzi do bardzo ciekawych spotkań.

Magda Wójcik opowiada o nowej płycie zespołu Goya "Ósmy rozdział" Materiały prasowe
Magda Wójcik opowiada o nowej płycie zespołu Goya "Ósmy rozdział"Źródło: Materiały prasowe, fot: Ania Powierża

A kiedy piszesz i czujesz, że to coś dobrego, nie dopada cię myśl, że trudno oddać ci komuś utwór? Że wolałabyś, aby to był twój przebój?

Nie mam takiego dylematu. Na ogół piszę teksty do gotowych piosenek. Na starcie wiem, że jest już "czyjś". Tylko dokładam cegiełkę. Albo od razu tworzę razem z artystą, pracujemy nad tekstem wspólnie. Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym oddała komuś już mój gotowy utwór z szuflady. Chociaż kiedyś niewiele brakowało.

Okazało się, że jedna z artystek potrzebuje gotowej piosenki, długo biłam się z myślami, czy jej nie oddać swojej. Ostatecznie się nie zdecydowałam, a numer trafił później na naszą płytę. I dobrze, bo nieźle sobie potem poradził. To mi uświadomiło, że naprawdę miałabym duży problem, gdybym miała oddawać swoje utwory. Byłabym naprawdę zaborcza. Jestem "kwoką", trudno mi się z nimi rozstać. Ale na szczęście działam dwutorowo. Nie muszę mieć dylematów w stylu "dlaczego ktoś ma hit, a nie ja?".

A masz dzisiaj poczucie, że w pewnym sensie wychowaliście muzyczne pokolenie?

Tak. Szczególnie po tej przerwie w koncertowaniu. Cieszyliśmy się z tego powrotu, bo po prostu kochamy to robić, ale zauważyliśmy, że nadal dajemy ludziom coś, co jest dla nich istotne. Nasi fani rzeczywiście podchodzą do nas i mówią, że cieszą się, że wróciliśmy. Nasza publika to dzisiaj w dużej mierze już dorosłe panie, które przychodzą na nasze koncerty z przyjaciółkami, a po koncertach wspominają, że przeżywały przy naszej muzyce jakieś zupełnie wspaniałe momenty.

I tak słyszymy na przykład, że poznała męża przy naszej piosence, albo wybraliśmy waszą piosenkę na pierwszy taniec. To szalenie miłe, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to tak istotne dla kogoś.

Powrót po kilku latach jest zawsze stresujący, nie masz pewności czy ludzie cię pamiętają, czy jeszcze będą chcieli słuchać. Tymczasem okazało się, że nasi fani na nas czekali. Bardzo się z tego cieszymy. A ja znowu mam motyle w brzuchu. Bo skoro są nadal osoby, które czują do nas sentyment, to my z wielką chęcią otulimy ich naszą muzyką.

W najnowszym odcinku podcastu "Clickbait" z jednej strony znęcamy się nad "Bring Back Alice""Randką, bez odbioru", a z drugiej - postulujemy o przywrócenie w Polsce zawodu swatki (w "Małżeństwie po indyjsku" działa to całkiem sprawnie). Możesz nas słuchać na Spotify, w Google Podcasts, Open FM oraz aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach.

<iframe style="border-radius:12px" src="https://open.spotify.com/embed/episode/7ARVYv5

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d45ya71
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d45ya71