Trwa ładowanie...

Tomasz Makowiecki: przemeblowałem pokój i poczułem spokój

- Pandemia była dla mnie czasem zadumy i robienia porządków. Kupiłem pianino, przemeblowałem pokój i poczułem spokój. Odkopałem swoje sesje nagraniowe, które leżały od dłuższego czasu nietknięte i nagle fantastycznie było wrócić do muzyki – mówi Tomasz Makowiecki, który wrócił z singlem "Bardziej niż zwykle", zapowiadającym jego nową płytę.

Share
Tomasz Makowiecki wraca z singlem "Bardziej niż zwykle"
Tomasz Makowiecki wraca z singlem "Bardziej niż zwykle" Źródło: Archiwum prywatne, fot: Agnieszka Dulna
d2ppy7g

Urszula Korąkiewicz: Na nową muzykę od ciebie trzeba było czekać blisko 8 lat, nie licząc singla "Najdłuższe pocałunki w Polsce", który ukazał się 3 lata temu. Co się u ciebie działo w tym czasie?

Tomasz Makowiecki: Naprawdę wiele. Co prawda zaraz po "Moizmie" szybko zacząłem pracować nad nowymi rzeczami, ale też bardzo szybko je porzuciłem.

Dlaczego?

Powodów było kilka. Wyrzucałem z siebie mnóstwo nowości, które po chwili odkładałem do szuflady. Wracałem do nich, próbowałem coś robić, ale nie miałem na to w pewnym sensie ani siły, ani weny. W końcu dotarłem do momentu, w którym tworzenie muzyki przestało sprawiać mi radość.

d2ppy7g

Wypaliłeś się?

Zdarzały mi się twórcze zrywy, ale entuzjazm po kilku miesiącach opadał. Pojawiło się za to faktycznie przemożne poczucie zmęczenia materiału i poczucia bezsilności. Stwierdziłem, że potrzebuję przerwy od tworzenia muzyki dla siebie.

Potrzebowałem nabrać dystansu do tego co robię, ale też zauważyłem, że łatwiej przychodzi mi tworzenie dla innych. Zyskałem też dzięki temu więcej czasu dla najbliższych i przede wszystkim dla moich dzieci.

Zobacz: Krzysztof Zalewski o sytuacji branży muzycznej. "Zapomina się o nas"

A jak wpłynęła na ciebie izolacja? Pandemia to trudny czas dla muzyków.

Pokrzyżowała nam wszystkim plany. Pierwszy lockdown zbiegł się dokładnie z dniem, kiedy miałem zagrać swój pierwszy koncert z trasy promującej reedycję płyty "Moizm". Cieszyłem się na te koncerty, zwłaszcza że sporo czasu upłynęło od moich ostatnich spotkań z publicznością na żywo. Przekładanie dat występów było dość frustrujące, bo nikt nic nie wiedział i w końcu dotarło do nas, że zostajemy w domach na dłużej.

d2ppy7g

Pierwszy lockdown w zasadzie wspominam bardzo dobrze, bo spędziłem naprawdę dużo czasu z dziećmi i najbliższymi. Początkowo wszystkim nam to odpowiadało, że nie musimy wychodzić z domu, szkoła jest zdalnie, a ja mogłem zagrać kilka koncertów nie ruszając się z domu.

Miałem w sobie czas zadumy i robienia porządków. Kupiłem pianino, przemeblowałem pokój i poczułem spokój. Odkopałem swoje sesje nagraniowe, które leżały od dłuższego czasu nietknięte i nagle fantastycznie było wrócić do muzyki. Wpadałem, nawet z nudów, na różne, przedziwne pomysły i starałem się je wszystkie realizować. I ruszyłem do przodu.

Czego ci w tym czasie brakowało najbardziej?

Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, bo mamy pandemię i sytuacja jest dramatyczna, ale w tamtym czasie nie brakowało mi niczego. Na pewno martwiła mnie niepewność jutra, ale na szczęście wszystko dobrze się układa.

Tomasz Makowiecki na scenie AKPA
Tomasz Makowiecki na scenieŹródło: AKPA

Wspomniałeś o porządkach. Nie uwierało cię duże zainteresowanie mediów wokół twojego życia prywatnego?

Nie, bo tak naprawdę zainteresowanie mediów nigdy nie było jakoś specjalnie duże. Owszem, zdarzało się, że plotkarska prasa rozpisywała się na tematy, które nie miały nic wspólnego ani z rzeczywistością, ani z tym, co robię.

d2ppy7g

Za każdym razem, kiedy dociera do mnie, że pojawia się jakiś tekst albo zdjęcie z moim udziałem, dziwię się, że w ogóle ktoś może być tym zainteresowany. To, że się tam pojawiam, wynika w większości z przypadku. Zdaję sobie sprawę, że chociażby mój związek małżeński z Reni (Jusis, przyp. red.) był interesującym i gotowym tematem do tego typu artykułów.

Jak na to reagowaliście? Odcinaliście się?

Mieliśmy to po prostu gdzieś. O tym, co działo się między nami, wiedzieliśmy tylko my i nasi najbliżsi. To było i jest tylko nasze życie. A jakiś tam szum medialny wokół nas nie miał ani na nas, ani na nasze relacje czy decyzje żadnego wpływu.

Jak się czujesz wracając z nową muzyką? Jak debiutant? Albo że to twój powrót na scenę?

Nie czuję się ani debiutantem, ani powracającym. Mam wrażenie, że wszystkie te wielkie rozstania i powroty to tylko skuteczne chwyty marketingowe. Po prostu wydaję nową płytę.

d2ppy7g

Jasne, zastanawiam się, jak odbiorą ją fani. Czy pójdą moim tropem, a może się obrażą? Ale nie kalkuluję. Oduczyłem się mieć oczekiwania. Wypuszczam nowy materiał i niech się dzieje, co chce. Jestem dumny z tego, że wciąż jestem artystą poszukującym. Bawię się brzmieniem, estetyką. I robię to coraz bardziej świadomie.

To czego się teraz po tobie muzycznie spodziewać? Klimatu jak w "Bardziej niż zwykle"?

Mam problem z klasyfikacją mojej muzyki. Nie chcę tego robić. Przy "Moizmie" największym komplementem dla mnie było to, że ludzie mówili mi, że nie potrafią jej jednoznacznie określić. Mój styl jest eklektyczny. To zawsze jest odzwierciedlenie danego okresu w moim życiu i tego, czym nasiąknąłem. Nie ucieknę od elektroniki, ale nowa płyta na pewno będzie różnorodna. Ale jeżeli już faktycznie miałbym umiejscowić swoją muzykę w jakiejś klasie, to robię pop.

Zapowiadałeś, że zanim ukaże się płyta, najpierw pojawi się kilka singli. Co się bardziej opłaca? Wydawanie singla czy całego albumu?

Nie wiem, co jest bardziej opłacalne, bo nie podchodzę do tego w takich kategoriach, ale na pewno rynek pojedynczych singli, krótkich form wydawniczych, jest teraz bardzo mocny. Trudno jest dziś o płytę, która od początku do końca jest w stanie pochłonąć słuchacza.

d2ppy7g

A jak zareagowali fani na twój nowy singiel?

Dostaję bardzo wiele miłych i entuzjastycznych wiadomości, że trzymam poziom i że nie zawiedli się, ale zdarzają się też takie głosy, że daleko mu do "Moizmu". Nazywam to "syndromem Moizmu".

Kiedy możemy się spodziewać nowej płyty?

Nie będzie to jeszcze w tym roku, ale proszę się nie martwić, za chwilę będą kolejne single.

d2ppy7g

To, co robisz muzycznie teraz, to zupełnie inna bajka niż to, co widzieliśmy w "Idolu". Jak dziś, z perspektywy czasu i doświadczenia, widzisz talent show?

Myślę, że w ostatnich 10 latach wiele się zmieniło. Trochę jakby nasz kraj w końcu się otworzył, podłączył do internetu. Na nowo zapatrzyliśmy się na Zachód i to, co się tam muzycznie dzieje. Bardzo się podniosły i umiejętności, i świadomość muzyczna. Dzieciaki z talent show są już na starcie światowcami, bez naleciałości, bez kompleksów. Robią ogromne kariery w sieci.

Wy zaczynaliście z innego pułapu. I w nieco innej rzeczywistości.

Tak. Można powiedzieć, że byliśmy w "Idolu" prekursorami, ale troszkę działaliśmy po omacku, nieświadomie. Teraz można obserwować swoich idoli praktycznie codziennie poprzez Instagram czy TikToka. Jest mnóstwo kontentu w sieci, z którego można czerpać wiedzę. Jest też sporo ciekawych producentów muzycznych gotowych do współpracy. My wtedy nie mieliśmy aż takich możliwości.

Ja też nie byłem typem dzieciaka, który zachłysnął się popularnością. Miałem odwrotnie, byłem onieśmielony całą sytuacją. Przedstawiciele wytwórni płytowej tuż po moim odpadnięciu z programu podeszli do mnie i oświadczyli, że "nareszcie możemy współpracować". Cieszyłem się, chciałem dzielić się moją muzyką, ale byłem zwykłym chłopakiem po maturze, z dziwnym poczuciem, że zyskał dużą popularność, a raptem zaśpiewał parę coverów w telewizji.

Dla młodego artysty to skok na głęboką wodę. Mogłeś nagrać wymarzoną płytę czy miałeś narzuconą wizję?

Podpisałem kontrakt z wielką wytwórnią, dostałem drogie studio i producenta, który współpracował wtedy z zespołem Wilki. Cieszyłem się, że będę nagrywał swoje pomysły, ale z czasem zauważyłem, że to, co nagrywam, nie brzmi jak moje. Okazało się, że producent pod moją nieobecność kasował nasze partie gitar czy innych instrumentów i podmieniał na swoje. Gdy poddawałem to pod dyskusję, słyszałem: "Tomek, na granie jak Myslovitz i robienie swojego jeszcze przyjdzie czas".

Długo nie byłem zadowolony z pierwszych płyt, ale później machnąłem na to ręką. Graliśmy wtedy mnóstwo koncertów i mieliśmy super energię na scenie i to się liczyło najbardziej. Po latach przypadkowo napotkani ludzie mówili mi, jak moje piosenki, takie jak "Spełni się", zmieniły ich życie. I to było niesamowite, bo nie spodziewałem się, że ta moja wtedy naiwność może mieć na kogokolwiek wpływ.

Nie wspominasz tego okresu najlepiej.

Nie chcę powiedzieć, że źle wspominam tę przygodę czy wyjść na gościa, który nie docenia tego, co dostał. Jest przeciwnie. Ale kontrakty, które podpisywaliśmy wówczas po programie "Idol", to były formatki przekopiowane z Zachodu. Zupełnie nie dostosowane do naszych realiów. Po latach uważam, że to był wyzysk. Bo skoro tworzysz muzykę, nagrywasz płyty, sprzedajesz je, grasz dużo koncertów i myślisz, że złapałeś pana Boga za nogi, to dlaczego na tym nie zarabiasz?

Tomasz Makowiecki i Maciek Rock na planie "Idola" AKPA
Tomasz Makowiecki i Maciek Rock na planie "Idola"Źródło: AKPA

Ile zajęło ci wyjście na swoje?

Bardzo długo. Muszę przyznać, że wydałem kilka płyt i pierwsze pieniądze, które zarobiłem fizycznie wyłącznie ze sprzedaży płyt, były właśnie z "Moizmu". Dodam tylko, że jest to mój najmniej komercyjny sprzedażowo album, który wydałem samemu. Nie chodzi o to, że narzekam, że mam źle. Ale miewałem naprawdę różne momenty w życiu i dokładnie wiem, co to znaczy nie mieć pieniędzy.

A jak sobie radziłeś w ostatnim czasie? Da się utrzymać z muzyki, zwłaszcza poza mainstreamem?

Radzę sobie. Moim głównym zarobkiem było granie koncertów, tantiemy autorskie i to, co przynosiło studio. Zainwestowałem w to, kupiłem instrumenty i sprzęt nagraniowy. Ale większość pieniędzy, które zarobiłem, są z pobocznych projektów, współpracy z innymi artystami czy typowo komercyjnych, takich jak muzyka do reklam.

Co byś radził młodszym od siebie artystom na początku ścieżki?

Żeby robili swoje i nie poddawali się. Niech też zwracają uwagę na to, co i z kim podpisują, bo w tej branży przykładów niesprawiedliwości jest mnóstwo, a przykro się patrzy, jak młodzi ludzie tracą zapał i ambicję przez takie rzeczy.

Zbliża się 20-lecie twojej pracy artystycznej. Czego się nauczyłeś? Co wyniosłeś z tego okresu?

Cieszę się, że wciąż mam w sobie tę radość tworzenia. Cały czas przyświeca mi myśl, której nie chciałbym stracić – że robię muzykę dla siebie. I chyba jestem szczęściarzem, bo wiele rzeczy mi się udaje. A może faktycznie to, co robię, podoba się ludziom. Często słyszę opinie, że wyciągają z mojej muzyki dużo radości, że czują, że jest w niej sporo pokładów emocji. Cieszy mnie to.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2ppy7g

Podziel się opinią

Share
d2ppy7g
d2ppy7g