Trwa ładowanie...
d13unxn

Zbigniew Wodecki: artysta, muzyk i przyjaciel we wspomnieniu Tomka Ziętka z Mitch&Mitch

Jak często muzyk, który w latach PRLu sam mianował się królem życia i sceny, staje się współczesną ikoną? I to nie za sprawą telewizji i wcale nie dzięki popularnym wpisom na Twitterze, nie dzięki schlebianiu aktualnym modom czy gustom. Zwłaszcza, że On nie silił się nigdy na bycie "na czasie". Nie miał smartfona, notował wszystko w notesie, nie interesowało go zamieszanie w mediach i był w tym wszystkim bardzo autentyczny. Gdy Wodecki chwytał za trąbkę, na sali, przed sceną zalegała cisza. Bo Wodecki był symbolem czegoś, co być może dziś na naszych oczach odchodzi na zawsze - niewyrażalnej klasy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zbigniew Wodecki: artysta, muzyk i przyjaciel we wspomnieniu Tomka Ziętka z Mitch&Mitch
(East News)
d13unxn

W 2014 roku wraz z Mitch&Mitch Orchestra and Choir (czyli, jak wszyscy mówimy "z Mitchami") Wodecki odświeżył swój album sprzed niemal 40 lat i wydał "1976: A Space Odyssey". Fenomen, zjawisko... to są słowa, których używa się tak często, że mogły już stracić swoją siłę. Ale pamiętam festiwal Opener w 2015 roku, gdzie Zbigniew Wodecki z Mitchami okazali się wydarzeniem, o którym mówili wszyscy jeszcze długo po jego zakończeniu. Więc, tak, to był fenomen. O wspomnienie Muzyka, codzienności i pracy z nim poprosiłam Tomka Ziętka "Mitch The Kid" z formacji Mitch&Mitch .

Choć Zbigniewa Wodeckiego znam od 38 lat to Zbyszka poznałem dopiero w 2008 r. Było to przy występie Mitchow ze Zbyszkiem w radiowej „Trójce”. Gdy przygotowywaliśmy się do koncertu, okazało się, że muzyka Zbigniewa Wodeckiego ma drugie oblicze. No i że jest zaraźliwa, co szybko zauważyłem po reakcjach moich znajomych na płytę wysokiego blondyna w okularach z 1976 roku. Wtedy wszyscy byli w dość sporym szoku i mało pamiętam z tego czasu. Więcej natomiast z prób do występu na festiwalu OFF w Katowicach. Gdy wjechałem na teren Soho, gdzie odbywały się próby, Zbyszek pojawił się nagle na rowerze i zaczął mnie prowadzić do sal, gdzie mieliśmy spędzić kolejne dwa dni.

Jak się okazało, Zbyszek zwykł pojawiać się na próbach pierwszy, co działało stymulująco na kolejno pojawiających się Mitchów. Wracając do pierwszych spotkań z ikoną i symbolem dzieciństwa chyba wszystkich uczestników tego projektu, rzeczą którą zapamiętałem najbardziej, była radość wszystkich, którzy brali udział w otwartej próbie, na której mogliśmy posłuchać pierwszy raz, jak brzmią utwory Zbyszka Wodeckiego na żywo po 37 latach. Ta atmosfera miała wypełniać największe sale koncertowe w Polsce począwszy od Off Festiwalu przez kolejnych parę lat.

Wśród tych niesamowitych występów wydarzały się różne przeżycia ze Zbyszkiem. Jako trębacz czasem podchodził do mnie porozmawiać o instrumencie i trębaczach. Miał konkretnie wyobrażenie brzmienia trąbki i w ten sposób grał. Nie zajmowało go analityczne podejście do instrumentu, choć jednego razu zabrał mnie do sklepu muzycznego, aby kupić mi odpowiedni ustnik do wysokich partii w jego utworach.Okazało się, że sprezentował mi taki ustnik, na jakim sam grał. Parę razy zdarzyło się że grałem jego partie, gdy był mniej dysponowany, ale tak by nikt nie widział, że to ja gram. Natomiast raz, gdy sam zapomniałem wziąć ustnik z domu, Zbyszek wcześniej skończył swoją partię, by zdążyć podejść do mnie i dać mi swój, abym zagrał „codę”, tak jak on by sobie tego życzył.

d13unxn

Pomagaliśmy sobie nawzajem i sprawiało nam to wiele zabawy. Rzadko kiedy udawało nam się spędzać wieczór po koncercie razem, gdyż Zbyszek notorycznie wsiadał w auto i ruszał do domu do Warszawy lub Krakowa. Wtedy też i ja parę razy miałem okazję wejść w skórę Zbyszka-kierowcy. Czy to ruszając w drogę autem w nocy po koncercie na Off Festiwalu do Gdańska, żeby zdążyć na próbę o 9 rano, albo kończąc koncert o 19:30 w Dębicy, zbiec ze sceny, wsiąść do auta i gnać przez mgły, żeby zdążyć na 22 do Żywca na finał Męskiego Grania z grupą Hey. Były to dość stresujące sytuacje, ale szczęśliwie niezbyt często pojawiające się i oddające w jakimś stopniu sposób prowadzenia życia przez Zbyszka.

Następnego roku w kwietniu w studiu im. Witolda Lutosławskiego zarejestrowaliśmy materiał na płytę i DVD "1976 Space Odyssey”. Na kolejnych koncertach utwierdzaliśmy się, jak szeroko potrafi oddziaływać muzyka Wodeckiego.Trafiała do każdego, co objawiało się uśmiechniętymi ludźmi wypełniającymi sale po brzegi. Równie dobrze wspominam wspólne zespołowe obiady ze Zbyszkiem oraz przed/po koncertowe „peciki”, gdzie Zbyszek dawał się poznać jako dusza towarzystwa mająca ukrytą w zanadrzu anegdotkę na każdą chwilę. Brakować mi będzie tej niepowtarzalnej, rodzinnej, zespołowej atmosfery, która wytwarzała się i to w tak dużej grupie. Zbyszek Wodecki ma miejsce w mojej pamięci jako przyjaciel i wielki muzyk.

Tomek Ziętek

Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch Orchestra and Choir "1976: A Space Odyssey" fot. Agora Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch Orchestra and Choir "1976: A Space Odyssey"
Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch Orchestra and Choir "1976: A Space Odyssey" fot. Agora Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch Orchestra and Choir "1976: A Space Odyssey"

Pamiętacie największe przeboje Zbigniewa Wodeckiego?

d13unxn

Podziel się opinią

Share

d13unxn

d13unxn