Janusz Panasewicz: mieliśmy szczęście żyć w artystycznych czasach, obciachem było nagrać płytę z tylko jednym przebojem

Od wydania kultowej już, pierwszej płyty Lady Pank mija dokładnie 35 lat. Album był ewenementem, złożony z praktycznie samych przebojów królował na liście radiowej Trójki. - Taka sytuacja już się nie powtórzy - mówi w rozmowie z nami Janusz Panasewicz.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Janusz Panasewicz w styczniu skończył 62 lata
Janusz Panasewicz w styczniu skończył 62 lata (East News)
WP

Urszula Korąkiewicz, Wirtualna Polska: Przesłuchując nową edycję "LP1", odniosłam wrażenie, że wasze przeboje nabrały świeżości. Czy przy nagrywaniu myśleliście, że te hity przeżywają drugą młodość?

Janusz Panasewicz: Przyznam, że nie zakładaliśmy, że tak będzie. To jest taki nasz prezent dla fanów, bo właśnie mija 35 lat od jej wydania. Ale na początku w ogóle nie zakładaliśmy jej nagrywania, bo właściwie po co, skoro już raz ją dobrze nagraliśmy. Propozycja padła już rok temu, kiedy redaktor jednej ze stacji radiowych zadzwonił do mnie i przypomniał, że przypada 34. rocznica wydania tej płyty. A myśmy, koncertując po całej Polsce o tym nie pamiętali. Więc właśnie wtedy, w rozmowie z Jankiem Borysewiczem, kolegami z zespołu i naszym menadżerem zaproponowałem, żebyśmy zrobili z tej okazji trasę koncertową, ze scenografią z epoki, gadżetami dla fanów.

Na tamten moment to było tyle. Dopiero po kilku miesiącach dowiedziałem się, że nasza wytwórnia razem z menadżerem wpadli na pomysł, by wydać reedycję, ale z zaproszonymi gośćmi. Początkowo nie wiedziałem jeszcze, jacy to będą goście, wszystko się dopiero krystalizowało w czasie.

WP

Goście obecni na płycie to także swojego rodzaju puszczenie oka do fanów. Na przykład obecność Grzegorza Markowskiego. Czy nie było tak, że fani nieco dzielili się na fanów Lady Pank i Perfectu?

Nigdy tak na to nie patrzyłem, nie obserwowałem tego. Z Grześkiem znamy się przecież od lat, od lat też razem koncertujemy. Pojawił się pomysł, by zaśpiewał ze mną "Moje Kilimandżaro" i tak się stało. Mamy też gości z zupełnie innego pokolenia, choćby Krzyśka Zalewskiego, który śpiewa "Fabrykę małp". Maciek Maleńczuk z kolei "Tańcz głupia, tańcz". To też był nasz ukłon w stronę artystów, których cenimy, szanujemy ich grę, podejście do sztuki. Ponadto Janek, jako kompozytor patrzył na to tak: dobierał, która piosenka do kogo będzie pasowała najlepiej. Ja natomiast dograłem swoją część, oczywiście byłem otwarty na współpracę z każdym, kto chciał ze mną nagrywać. Tak było w przypadku Lecha Janerki czy Grześka, czy w przypadku, gdy przy "Mniej niż zero" zaśpiewaliśmy większą grupą. Każdy z nich próbował zaśpiewać nasze piosenki w swoim stylu.

Trzeba jednak zaznaczyć, że bez możliwości ingerencji w aranżacje. Nie zakładaliśmy możliwości, że udostępniamy numer, a ktoś robi swoje wersje, nie o to chodziło, to by nie było Lady Pank. Co nie znaczy, że nie dodaliśmy drobnych nowości w piosenkach, jak na przykład akordeonu Marcina Wyrostka.

Zobacz też: Janusz Panasewicz chwali się zarobkami: "Da się wyżyć z rock'n'rolla"

WP

Niewątpliwie ich udział w nagraniu tej płyty dał waszym gościom wielką frajdę. Artur Rojek czy Piotr Rogucki pisali w mediach społecznościowych, że zaśpiewanie na nowo piosenek z płyty, która towarzyszyła im niemal całe życie, było dla nich wielką przyjemnością.

WP

Och tak, ta płyta zapisała się w kanonie polskiej muzyki rozrywkowej. Mam pełną świadomość, że stała się jednym z najważniejszych polskich rockowych albumów. Myśmy nagrywali ją jako początkujący, młodzi muzycy. Oni, mimo że sami mają już niemały dorobek, koncertują, pracują nad własnym materiałem, znaleźli czas, by nagrywać z nami. To najlepiej świadczy o tym, że naprawdę mają szacunek do tego albumu, a zapewne i związane z nim fajne wspomnienia.

Jan Borysewicz mówił w jednym z wywiadów, że miał przeczucie, że to będzie wielki zespół. A co pan wówczas sądził, czy spodziewał się, ze Lady Pank "wybuchnie", że do dziś wciąż będzie w czołówce polskich zespołów rockowych?

Od początku, gdy tylko zaczęliśmy razem grać, bardzo mi się w Lady Pank podobało. Te koncerty, ta cała otoczka, to wszystko było takie fajne! Ale to, że to przejdzie do historii i że będę z zespołem grać przez kolejne 35 lat… cóż, nie sądzę, żeby ktokolwiek był w stanie kiedyś to przewidzieć (śmiech).

WP

Jakie z waszej perspektywy były wtedy realia dla muzyków, jak się koncertowało i tworzyło?

Pamiętam, że wcześniej graliśmy zdecydowanie więcej niż teraz. Obecnie gramy 100 koncertów rocznie, wtedy nawet ponad 300. Ale wtedy byliśmy dwudziestoparolatkami, to była zupełnie inna zabawa, byliśmy bardzo nakręceni na to całe granie. Najpierw była jedna płyta, potem druga, trzecia, a my ciągle w trasie. Prawie nie bywaliśmy w domach, cały czas spędzaliśmy na scenach albo w hotelach, nie zwracaliśmy specjalnie uwagi na to, co się działo wokół. Oczywiście wtedy nie było takich warunków jak teraz, takich sal, takich hoteli, sporo zmieniło się na korzyść. Ale jeśli chodzi o samo koncertowanie, wydaje mi się, że atmosfera wówczas była bardziej romantyczna…

Artyści chyba mieli poczucie, że przekazują słuchaczom coś więcej, że nie chodzi tylko o dzielenie się muzyką, że można nią zdziałać więcej?

WP

Wtedy było zupełnie inaczej, zupełnie inny ustrój. Realia socjalizmu jednym się podobały, wielu się nie podobały. Jedni wyrażali swoje niezadowolenie w tekstach piosenek, inni w książkach. My też mieliśmy wtedy swój czas w muzyce. Muzyka i nam i pewnie wielu ludziom pomagała przetrwać ten mroczny, szarawy czas. Spełnialiśmy swoją rolę, wyrażaliśmy swoje opinie. Rock'n'roll był u nas takim wybuchem w latach 80. Powstało mnóstwo fajnych zespołów, mnóstwo świetnych tekstów. Oczywiście trzeba było się liczyć z cenzurą, że coś nie zostanie puszczone. Ale mimo to my robiliśmy swoje, czuliśmy, że mieliśmy do tego prawo. Zdarzały się w związku z tym nieprzyjemności, ale trudno je wszystkie teraz przypominać.

Bywało, że władze danego miasta zastrzegały, że wpuszczą nas pod warunkiem, że nie zagramy tej czy innej piosenki. To i tak nie miało znaczenia, przyjeżdżaliśmy i je graliśmy, przecież ze sceny nas nie zdejmą. Graliśmy tak, jak chcieliśmy. Cenzura bardziej niż muzyków dotyczyła autora tekstów, którym był Andrzej Mogielnicki, zdarzały się jakieś niejasności, ale nie aż takie, które mogłyby nam bardzo zaszkodzić. Wiesz, poza tym, rozmawiamy o czasach, które są diametralnie różne od dzisiejszych. Wtedy zupełnie o co innego chodziło. To był inny kraj, inni ludzie, inna medialna rzeczywistość. Jedno radio i dwa programy telewizyjne, nie było zbyt wielu innych form przekazu, nie mówiąc o internecie. Porównywanie tych dwóch okresów, mówiąc szczerze, nie ma już większego sensu. To były zbyt różne realia.

Trudno też porównywać. Dziś już właściwie nie zdarzają się płyty, z których każda piosenka staje się przebojem. A wasz pierwszy album był i jest jednym wielkim hitem.

Teraz już takich płyt się nie robi. Bo teraz młodzi robią jedną piosenkę, hitowy singiel, a właściwie nikt nie pamięta, co było na całej płycie. Wszyscy wszędzie grają jeden numer, każda stacja, który często krąży też gdzieś po internecie. Kiedyś zwyczajnym obciachem było wydać płytę z jednym hitem. Wszyscy się starali, żeby cały album był dobry. Można to porównać do pisania wartościowej książki, to musiało być całością. My zawsze mieliśmy szczęście do dobrych autorów tekstów. Może jedne piosenki podobały się bardziej, inne mniej, ale zawsze sobie radziły. Taka sytuacja się już nie powtórzy.

Sześć piosenek z naszej płyty stało się numerem jeden u Marka Niedźwieckiego w Trójce, która wyznaczała kiedyś jakieś kanony popularności, umiejętności muzyków. Żadna płyta światowych artystów nie znalazła się cała na jego liście przebojów, a nasza tak, ba, przecież sześć utworów było numerem jeden, nawet nasze instrumentalne „Zakłócenie porządku” znalazło się w pierwszej dziesiątce. Teraz zupełnie inaczej traktuje się muzykę, wystarczy mieć dwie dobre piosenki i do widzenia. Mieliśmy to szczęście, że żyliśmy w tak artystycznych czasach, że naprawdę wstyd było nagrać słabą płytę, z której można było pochwalić się tylko dwoma piosenkami.

A czy z tej przebojowej płyty ma pan jakąś piosenkę, którą osobiście, szczególnie lubi?

Lubię na pewno "Wciąż bardziej obcy", szczególnie teraz w wynikaniu Artura Rojka. Z uwagi na moją przewrotność, trochę inaczej rozumiem tę piosenkę. Więc jeśli ludzie krytykują, że w ogóle zaśpiewał na płycie, ja twierdzę, że właśnie z całym swoim wycofaniem pasuje do tego utworu doskonale. Bardzo lubię tez wersję "Minus 10 w Rio" Kasi Nosowskiej, "Tańcz głupia, tańcz" Maćka Maleńczuka… Trudno byłoby mi wybrać ulubioną, za dobrze znam te wszystkie piosenki i mam do nich ogromny szacunek. Zresztą, to kwestia gustu, a z gustami naprawdę trudno dyskutować.

Jako Lady Pank nie baliście się wyrażać swoich opinii czy poglądów. Czy dziś wśród innych artystów wciąż jest ten buntowniczy element? Czy powinni zabierać głos w ważnych społecznie sprawach?

To wszystko zależy od ludzi, od tego, jakie mają priorytety, co jest dla nich wartością. Czy wartością jest to, żeby być popularnym i się pokazać, czy to, żeby dzielić się z ludźmi czymś jakościowo dobrym, przekazać im coś ważnego. Ja bym tak robił, ja bym się buntował. Ale oczywiście mówię w swoim imieniu. Nie wszyscy przecież muszą to robić. Wszystko ma wpływ na nasze wyrażanie siebie: światopogląd, oczytanie, wychowanie. Jedni rzeczywiście będą chcieli walczyć o swoje racje, o czymś głośno powiedzieć, inni stwierdzą, że to ich nie obchodzi, że to tylko ich zawód i po prostu chcą fajnie komuś zaakompaniować i na tym zarobić. Ale nie można ich za to winić. Przecież jest wolny wybór.

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP