Karły, koks i największa balanga w historii rock'n'rolla. Tego nie zobaczysz w filmie o Queen

Osiem lat. Tyle zajęło żyjącym członkom Queen przeniesienie historii zespołu na duży ekran. "Bohemian Rhapsody" bez wątpienia odniesie sukces. Szkoda tylko, że dostaniemy hagiografię wypraną z kontrowersji, które latami rozpalały media.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Przyjęcie urodzinowe Freddiego Mercury'ego, 1985 r.
Przyjęcie urodzinowe Freddiego Mercury'ego, 1985 r. (East News)
WP

Tak przynajmniej twierdzi Sacha Baron Cohen, pierwszy kandydat do roli Freddiego Mercury'ego. Co sprawiło, że początkowy faworyt w 2013 r. odmówił współpracy? Komik zrezygnował z intratnego kontraktu, kiedy okazało się, że muzykom zależy przede wszystkim skupieniu się na jedynej słusznej biografii Queen - przemilczającej skandale związane z zespołem i osobą charyzmatycznego lidera, największej gwiazdy w historii rocka.

- Jest tyle niesamowitych historii o Freddiem. Facet był szalony, a jego styl życia ekstremalny – nie krył rozczarowania Cohen w programie Howarda Sterna.

ZOBACZ TEŻ: Tego nie wiedziałeś o Freddiem Mercurym

WP

I choć ostateczny odtwórca roli Mercury'ego, Rami Malek, zaklinał się przed premierą, że jego postać absolutnie nie jest ugrzeczniona, to nie miejmy złudzeń. Pełna historia "królowej muzyki", jak nazywał siebie wokalista, nigdy nie trafi na ekran. Nikt na to nie pozwoli.

WP

Tajemniczy kochanek

Freddie Mercury wiódł barwne życie hedonisty, a jego biseksualne skłonności nie były dla nikogo tajemnicą. Choć on sam nigdy publicznie się do nich nie przyznał. Wiadomo, że był w poważnych związkach z kilkoma kobietami i mężczyznami. Najbardziej znani to Mary Austin, przyjaciółka i "żona" (więcej tutaj), oraz Jim Hutton, jego ogrodnik, wieloletni kochanek i biograf.

Jednak Mercury, będąc nawet w trwałych związkach, romansował na potęgę. Dysponował niespożytą energią seksualną, apetytem, którego nikt i nic nie było w stanie zaspokoić. Nawet przygodnie poznani fani przekonani, że właśnie odbyli "numerek" z sobowtórem swojego idola.

East News
Podziel się
WP

- Im bardziej stawał się sławny, tym bardziej anonimowe i przypadkowe stawały się jego kontakty seksualne. Niczym nowy Kuba Rozpruwacz włóczył się nocami po londyńskich pubach i klubach, zawsze starannie dobierając kamuflujące przebranie – niezdrowo entuzjazmował się Jeffrey B. Lyndon.

Autor wydanej na początku lat 90. skandalizującej publikacji "Freddie Mercury. Queen of Music" ze szczegółami opisuje moment, kiedy wokalista zaraził się HIV.

Miało do tego dojść w Paryżu podczas jednej z tras. Późnym wieczorem Mercury'emu udało się zmylić ochronę i czatujących pod hotelem dziennikarzy. Swoje kroki skierował do dyskoteki przy placu Blanche, gdzie spotkał niezwykłą postać przebraną za "królową pszczół".

WP

- Wyglądała jak złoty ul, sporządzony z dziwnego materiału, który przy dotknięciu wydawał groźne bzyczenie.

Parkiet należał do nich. Chwilę później wylądowali w luksusowej toalecie. Nigdy więcej nie spotkał tajemniczego kochanka. Po latach wspominał, że właśnie wtedy najprawdopodobniej zaraził się śmiertelnym wirusem. O tym, że jest seropozytywny, dowiedział się w 1987 r.

Pieprzyć koszty, kochani, dajcie nam trochę pożyć!

Ekscesy nie były wyłącznie domeną Freddiego. Do jednego z największych skandali z udziałem zespołu doszło podczas legendarnej imprezy ochrzczonej później przez prasę "sobotnią nocą w Sodomie".

WP

Halloween, 1978 r. Queen wydaje siódmy studyjny album zatytułowany "Jazz". Aby uczcić premierę, kapela i wytwórnia EMI wyprawiają przyjęcie, które natychmiast przechodzi do historii rock'n'rolla. Wieczór ze szczegółami opisała Pamela Des Barres w książce "Rock Bottom: Dark Moments in Music Babylon".

W eleganckim hotelu Fairmont na 500 zaproszonych gości czekały atrakcje, przy których bledną najsłynniejsze rzymskie orgie.

Nadzy tancerze zawieszeni w bambusowych klatkach pod sufitem. Akrobaci, połykacze ognia i poskramiacze węży. Striptizerki palące papierosy waginami oraz trupa karłów-hermafrodytów, z tacami importowanej koki na głowach, przechadzająca się w tłumie gwiazd rocka, dziennikarzy i tuzów Hollywood. Jedną z atrakcji były też nagie zapasy w basenach wypełnioną surową wątróbką.

East News
Podziel się

Do tego wodospady najlepszego szampana, najdroższy kawior i toalety, gdzie zaspakajano nawet najbardziej wymagających gości.

- Pieprzyć koszty, kochani, dajcie nam trochę pożyć! – przekonywał włodarzy wytwórni Mercury.

Ostatecznie na maraton hedonizmu wydano ponad 200 tys. dol.

- Karły? Nic takiego nie pamiętam – śmiał się w dokumencie poświęconym Queen perkusista Roger Taylor.

To jedyny element szalonej historii, do którego nikt długo nie chciał się przyznać. W "Bohemian Rhapsody" zdarzenie jest ledwie wspomniane, choć mogłoby posłużyć za osobny temat na film.

Wciągał kokę jak odkurzacz

Do historii przeszły wyprawiane przez niego słynne przyjęcia urodzinowe, takie jak impreza z okazji jego 41. urodzin wyprawiona na Ibizie. Jeśli wierzyć świadkom, była to najbardziej szalona balanga, jaką widziała wyspa. Freddie zaprosił 700 gości, w tym Kylie Minogue, Jona Bon Joviego i Boya George'a, a pokaz fajerwerków był widoczny na oddalonej o 160 km Majorce. Stoły uginały się od Moëta, najdroższych przekąsek i kokainy - obok seksu, opery i kotów - jednej z największych namiętności Mercury'ego.

I to właśnie zamiłowanie do "kolumbijskiego kataru" miało być przyczyną rozpadu kolaboracji, która mogła zachwiać w posadach rynkiem muzycznym.

East News
Podziel się

Na początku lat 80. Mercury zaprzyjaźnił się z Michaelem Jacksonem. Autor "Thrillera" był wielkim fanem Queen i zaprosił Freddiego do swojego studia w słynnej kalifornijskiej posiadłości.

Tam nagrali kilka piosenek, m.in. "There Must Be More To Life Than This", które trafiło na wydaną w 2014 r. płytę "Queen Forever". Wszystko układało się świetnie, w planach podobno był też krążek. Do czasu.

Jak relacjonował na łamach "The Sun" były asystent wokalisty Queen, pewnego dnia Jackson nakrył Mercury'ego w swoim salonie wciągającego kokainę przez studolarowy banknot. Przyjaźń legła w gruzach.

Za to z nałogiem Mercury'ego nie miał problemu David Bowie, który wystąpił gościnnie w słynnym kawałku "Under Pressure".

Mark Blake, autor książki "Is This the Real Life?: The Untold Story of Freddie Mercury and Queen", opisuje okoliczności powstania piosenki jako "24-godzinną sesję nieustanego wciągania kresek i picia czerwonego wina". Cóż, było warto, bo "Under Pressure" uznawane jest za jedną z najlepszych piosenek lat 80.

Film "Bohemian Rhapsody" w reżyserii Briana Singera (m.in. seria "X-Men") można ogladać w polskich kinach od 2 listopada.

Materiały prasowe
Podziel się
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP