Trwa ładowanie...

Lekarz, który widział niejedną śmierć, mówi o odejściu Krzysztofa Krawczyka i ostatnich słowach, jakie usłyszał

Krzysztof Krawczyk zmarł ponad osiem miesięcy temu. Kilkoma wspomnieniami postanowił podzielić się z czytelniczkami i czytelnikami Wirtualnej Polski Maciej Świtoński, lekarz, wieloletni przyjaciel legendarnego już dziś muzyka, autor kilku piosenek z jego ostatniej płyty.

Share
Krzysztof Krawczyk zmarł 5 kwietnia 2021 roku. Do ostatnich chwil czuwała przy nim żona EwaKrzysztof Krawczyk zmarł 5 kwietnia 2021 roku. Do ostatnich chwil czuwała przy nim żona Ewa
d3e21q7

Oto #HIT2021. Przypominamy najlepsze materiały mijającego roku.

Przemek Gulda: Krzysztofa Krawczyka nie ma już ponad osiem miesięcy. Dziś jest dobry moment, żeby go wspominać. Robi pan to czasem?

Maciej Świtoński: Jasne, często wracam do niego myślami. Bardzo mi go brakuje. Wiem, że już więcej nie usłyszę, jak śpiewa, że już nie nagra nowego materiału, że nie złożymy sobie życzeń z okazji kolejnych świąt, urodzin czy z innego powodu, że nigdy nie spotkamy się już na śniadaniu.

d3e21q7

Spotykaliście się na śniadaniach?

Tak. Zawsze, kiedy Krzysztof przyjeżdżał na koncerty w okolicy Bydgoszczy, gdzie mieszkam.

Jak wyglądały te śniadania?

Pod względem kulinarnym były bardzo proste i zwyczajne: herbata i kawa, jajecznica, bułki z masłem (śmiech). Ale nie o to chodziło, ważniejsze było dla nas to, że mogliśmy spokojnie porozmawiać, z samego rana, jeszcze zanim zaczynało się szaleństwo kolejnego dnia: jego koncerty, moje zabiegi w szpitalu.

d3e21q7

O czym rozmawialiście?

O wszystkim. Często było tak, że nie widzieliśmy się przedtem długi czas, musieliśmy więc sobie opowiedzieć, co się u nas ostatnio działo. Mówiliśmy o naszych planach, czasem wspólnych, mówiliśmy o problemach zdrowotnych, mówiliśmy też o Polsce – trudny temat.

A te wspólne plany?

Bywały oczywiście muzyczne. Zdarzyło się, że mój zespół supportował Krawczyka na koncercie w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Często powracał temat: "czy zagramy jeszcze kiedyś wspólną sztukę?".

Nie udało się. Ale udało się wam chociaż pożegnać, tuż przed jego śmiercią.

To była miażdżąca rozmowa, jedna z najtrudniejszych w moim życiu. Byłem przekonany, że Krzysztof jest jeszcze w szpitalu, ale jego menedżer, Andrzej Kosmala, przekazał mi informację, że wraca do domu. Zadzwoniłem niemal od razu, chciałem go usłyszeć, pogadać, złożyć życzenia, bo przecież była Wielkanoc. Odebrała jego żona, Ewa, płakała, podała mu słuchawkę. Wypowiedziałem jego imię, on moje. I od razu wiedziałem, że sytuacja jest bardzo poważna. Jestem lekarzem, wiem, jak mówią ludzie, którzy są bardzo ciężko chorzy. Krzysztof miał właśnie taki głos. Wiedziałem, że coś się kończy, ale nie spodziewałem się, że to nastąpi tak szybko, już po dwóch dniach. Złożyłem mu życzenia, powiedział wtedy bardzo ważne dla mnie słowa.

d3e21q7

Jakie?

"Jak to dobrze, że się znaliśmy". To był bardzo mocny, bardzo ciężki moment. Nie ukrywam: śmierci jest wokół mnie pełno, taki zawód... Ale każda jest inna, a już na pewno inna jest śmierć kogoś, kogo się dobrze znało, rozmawiało, podawało rękę i spędzało razem czas.

Kiedy się poznaliście?

Prawie dokładnie 33 lata temu. Krzysztof leżał w szpitalu, w którym pracowałem. Miał wtedy 42 lata, a już był legendą. Ja miałem ledwie 28 i wydawało mi się wtedy, że jest już starym facetem. Bawiło mnie, że do jego pokoju nieustannie przychodziły różne osoby pracujące w szpitalu. Wcale nie miały nic wokół niego do zrobienia, chciały tylko zobaczyć gwiazdę. Sprawdzić na własne oczy, czy jest wysoki, ładny, miły, jak wygląda i czy mu nogi nie wystają spod koca (śmiech). Jako, że był muzykiem, co i rusz ktoś próbował się przed nim popisywać swoimi umiejętnościami. Przychodzili różni lekarze, którzy aspirowali do ocierania się o sztukę. 

d3e21q7

Pamięta pan któryś z tych talentów?

Raczej "talentów". Jasne, najbardziej rozbawił mnie jeden z kolegów, który był gorąco przekonany, że ma wspaniały głos, tenor. Owszem, potrafił wydobyć z siebie dźwięk, ale za nic nie umiał nim sterować. Wybrał się do Krawczyka "na elegancko": w muszce. Usiadł przy jego łóżku i zaczął mu prosto do ucha wyśpiewywać "O solo mio". Widać było wyraźnie, że Krzysztof miał już dość, ale nie chciał być niemiły i wygonić natręta.

Powiedział więc tylko: "dobrze, dobrze! Nagra pan płytę z Debichem!". Debich był wtedy jednym z najpopularniejszych polskich dyrygentów, który bardzo często prowadził koncerty na festiwalach w Opolu i Sopocie. Ta "obietnica" usatysfakcjonowała "tenora", który szybko dał spokój Krzyśkowi i opuścił salę chorych. Cel został osiągnięty – Krzysztof mógł dalej spokojnie odpoczywać.

Od tego zaczęła się wasza długoletnia przyjaźń?

Tak. Już po wyjściu ze szpitala Krzysztof często odwiedzał nas w naszym domu w Bydgoszczy. Czasem, siłą rzeczy, uczestniczył w naszym codziennym życiu. Pamiętam jedną historię z lat 80. Bieda z nędzą, meblościanki i duże fiaty, które nieustannie się psuły. A żeby je naprawić, trzeba było mieć znajomości w Polmozbycie.

d3e21q7

Tak się złożyło, że miałem takie znajomości, a Krawczykowi akurat zepsuł się samochód. Szybko trafił na kanał, a następnego dnia mieliśmy razem podjechać do warsztatu, żeby go odebrać. Był tylko jeden drobiazg - musiałem po drodze zawieźć moich kilkuletnich synów do przedszkola. Wchodzimy tam, Krzysztof uśmiechnięty i zadowolony. Spodziewałem się, że zaraz zacznie się szał, ale widzę, że wszystkie panie przedszkolanki zachowują całkowity spokój, nic nie mówią, nie rzucają się po autografy.

Byłem mocno zaskoczony: jak to? Nie poznały Krawczyka? Wychodzimy z budynku, już mam pytać, co o tym myśli, a on rzuca tylko: "odwróć się, tylko dyskretnie". Rzucam okiem za siebie, a cała obsługa przedszkola wisi w oknach, jak winogrona. Nie mogli spuścić z niego wzroku. Krzysiek wyraźnie zadowolony powiedział do mnie: "moja publiczność!" po czym odwrócił się i pomachał ręką do rozradowanych obserwatorów.

Kim jest dla pana dziś?

Legendą, którą los dał mi poznać osobiście. Legendą z krwi i kości. Jest dla mnie też człowiekiem o dobrej duszy. Niestety niektórzy teraz po jego śmierci chcą tej dobroci mu odmówić. Na szczęście głęboki ślad przyjaźni i miłości do ludzi, jaki po sobie pozostawił Krzysztof, jest nie do zatarcia. Doskonale wiemy, że pamięć po artyście nie zaginie. Co i rusz pojawiają się przecież kolejne akcje z nim związane, co i rusz ktoś przypomina o nim na różne sposoby.

d3e21q7

Nic dziwnego, udało mu się coś, co udaje się bardzo rzadko i mało komu: dotarł do wszystkich, próbował swoich sił w najróżniejszych gatunkach i estetykach. Kiedy dziś wraca się do jego obszernej twórczości, okazuje się, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Są tam i ballady, i piosenki weselne, i wyrafinowany pop, i pastorałki. Cieszę się, że udało nam się współpracować przy okazji realizacji trzech płyt, na których znalazły się piosenki mojego autorstwa. Finałowy akord naszego muzycznego porozumienia wybrzmiał w utworze "Horyzont", który jak się okazało, stał się zapowiedzią pożegnania, pożegnania zbyt wczesnego! Powiem krótko: Krzysztof Krawczyk zostanie. W pamięci, w annałach polskiej historii. Zawsze tam będzie.

Krzysztof Krawczyk - Horyzont [Official Lyric Video]

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d3e21q7
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3e21q7