Sześć zer w kilka lat. Nie tylko disco polo gwarantuje sławę i miliony na koncie

Lekki i niewymagający gatunek ostatnimi czasy coraz bardziej czuje na karku oddech chłopaków w za dużych spodniach. Bo tak między Bogiem a prawdą wizerunek hip-hopowców nie przypomina już tego znanego z lat 90. Świetnie prosperujące biznesy "zbuntowanych blokersów" przynoszą dziś miliony złotych.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Polski hip-hop ma się doskonale
Polski hip-hop ma się doskonale (flickr.com, Fot: theskrzypek)
WP

Wystarczy spojrzeć na pierwszą dziesiątkę zestawienia OLiS (oficjalnej listy sprzedaży detalicznej polskiego Związku Producentów Audio-Video – przyp. red.), by zrozumieć popularność polskiego hip-hopu. Cztery pozycje zajmują albumy z "czarną muzyką". Co ciekawe, tylko jedną pozycję zajmuje album z muzyką disco polo.

Krótka historia o tym, jak Fryderyki ignorują hip-hop

24 kwietnia poznamy nazwiska artystów, którzy otrzymają Fryderyki, nagrody Akademii Fonograficznej. Po raz kolejny największe emocje wzbudziły nominacje w kategorii hip-hop. Od lat wciąż te same osoby decydują o wygranych tych samych osób, przez co wielu popularnych twórców nie ma szans na znalezienie się w kapitule.

WP

- Proponowałem, żeby z automatu do grona fonografików zapraszać każdego, kto ma przynajmniej dwie złote płyty lub jedną platynową. Wtedy natychmiast* grono hiphopowców* znalazłoby się tam. Ono jest niedoreprezentowane w stosunku do tego, jak hip-hop jest ważną dziedziną polskiego show-biznesu – powiedział w rozmowie z WP Gwiazdy Marcin Cichoński, dziennikarz muzyczny oraz członek kapituły Akademii Fonograficznej.

Również Karol Szcześniak z Open.fm uważa, że hip-hop jest traktowany przez Akademię po macoszemu. W jego opinii głosowanie przez wszystkich członków kapituły na kategorie, w których nie do końca się odnajdują, jest błędem.

- Co roku pojawiają się nowi artyści, a kiedy popatrzymy na listę nagrodzonych w tej kategorii, to znajdziemy tam głównie dwie nazwy - Fisz Emade i O.S.T.R. Nie jest to wina artystów, tak zagłosowała kapituła - powiedział dziennikarz.

WP

Wśród 5 artystów, obok wspomnianego O.S.T.R., znalazł się w tym roku również Taco Hemingway, który od dwóch lat jest absolutnym objawieniem na polskiej scenie muzycznej. Artysta, kreujący się do tej pory jako twórca niezależny, umiejętnie łączył pastisz kultury hip-hopowej z błyskotliwymi tekstami i świetną muzyką. Jednak w kilka miesięcy zyskał nową twarz. Dzięki duetowi z Quebonafide i projektowi Taconafide został najpopularniejszym polskim artystą. Odważna teza? Jeśli zliczyć liczbę wyświetleń teledysków na Youtubie, rekordy na Spotify oraz wyprzedane bilety na koncerty, trudno mieć wątpliwości, że ten rok należy właśnie do niego. Niedawno rapował "sześć zer, chciałbym kiedyś zrobić sześć zer", być może niebawem uda się mu spełnić to marzenie.

Warszawskie Los Angeles

Śmiało można powiedzieć, że polscy raperzy dzielą się na dwie grupy. Jedni, z różnych względów, pokazują mniej, niż mają w rzeczywistości. Drudzy epatują pieniędzmi, wystawnym życiem, wzorując się na amerykańskich gwiazdach.

WP

Jeśli spojrzy się na stawki, jakie hip-hopowcy otrzymują za koncerty, nikogo nie powinno dziwić, że artyści przestali się wreszcie kreować na smutnych chłopców, których rzekomo wychowała ulica. Współczesny hip-hop nie przypomina już tego z lat 90. Muzycy szybko się wzbogacają i nie wstydzą się o tym mówić.

Kto zarabia najwięcej? Wszystko zależy od rodzaju imprezy, wielkości sali i miejscowości. Najwięcej, bo aż 30 tys. zł za koncert otrzymują m.in. Sokół, O.S.T.R. oraz Taco Hemingway. Na znacznie mniejsze stawki rzędu 5-10 tys. zł mogą liczyć donGURALesko i Białas. Mniej znani raperzy inkasują od 3 do 5 tys. zł. W branży plotkuje się również, że niektórzy artyści otrzymują nawet 40 tys. zł za występ.

Czy to duże stawki? Jeśli zestawimy je z honorariami największych gwiazd sceny disco polo, które dołączyły do "zarobkowej ekstraklasy", dostajemy obraz świetnie prosperujących przedsiębiorstw, które eksploatują artystów do granic możliwości.

Zenek Martyniuk może liczyć na 25-30 tys. zł. Uśredniając, że za każdy koncert muzyk inkasuje 25 tys. zł, a gra ich 300 rocznie, to w rok jest w stanie zarobić minimum 7,5 mln zł. Czadoman inkasuje 20 tys. zł za godzinny koncert, na trochę mniej, bo 17-18 tys. zł może liczyć Radek Liszewski z zespołu Weekend. Oczywiście polskim raperom jeszcze daleko do takich wyników, jednak są na dobrej drodze.

WP

Spryt przy sprzedaży płyt

Koncerty to nie wszystko. Odkąd najwięksi majorsi na rynku, czyli Universal Music Polska, Sony Music Polska itp. stracili monopol na dystrybucję płyt, rynek stał się bardziej zróżnicowany. Od kilku lat wielu artystów zakłada swoje niezależne labele. Dzięki temu zyskują pełną kontrolę nad procesem twórczym oraz dystrybucją, a co za tym idzie – nad przepływem pieniędzy. Niemałych, dodajmy. Kiedy album zostaje wydany przez dużą wytwórnię, artysta może liczyć na 2 – 5 zł netto za jedną sprzedaną płytę. Nie jest to dużo. Niezależni twórcy zarabiają na longplayu nawet 12-15 zł netto. Różnica jest znaczna.

WP

Są jednak tacy, którzy starają się wycisnąć jeszcze więcej. Dobrym przykładem jest wspomniany wcześniej projekt Taconafide. Album "Soma 0,5 mg" został wydany w formie książki z załączoną płytą. Niby nie jest to niczym nowym. Polska branża muzyczna od lat korzysta z tego rozwiązania. Płyty CD obłożone są 23-procentową stawką VAT, książki zaś 5-procentową. Różnicę widać gołym okiem.

Instagram.com
Podziel się

Jednak w tym przypadku jeden z internautów zwrócił uwagę na sprytne rozwiązanie raperów. W tzw. preorderze (czyli z pominięciem dystrybucji sklepów) koszt albumu wynosił 49,99 zł brutto. Co ciekawe, cena była rozbita na płytę o wartości 10 zł brutto oraz książkę, która kosztowała 39,99 zł brutto. Szybko okazało się, że dzięki temu zabiegowi na koncie artystów zostanie znacznie więcej pieniędzy. Oburzenie internautów wzięło się jednak z tego, że na stronie internetowej było napisane, że kupują wyłącznie płytę CD.

Warto jednak zwrócić uwagę, że z owego "kombinowania" korzysta coraz więcej artystów hip-hopowych, m.in. Grubson, który jest jednym z nominowanych do tegorocznych Fryderyków. Jednak w czym tkwi problem? W tym, że artyści chcą zarobić więcej? Nic z tych rzeczy. Chodzi o to, że każde wydawnictwo, które ma nadany numer ISBN, jest książką. Natomiast regulamin Fryderyków jasno określa, że "za album uznaje się wyłącznie wydawnictwo fonograficzne". Jednak najwyraźniej nikomu to nie przeszkadza. Płyty się sprzedają, artyści zarabiają i wszyscy są zadowoleni. Pozostaje tylko czekać, kiedy procederowi przyjrzy się fiskus.

Raper projektant

Gro zarobków stanowi działalność pozamuzyczna. Najpopularniejsi raperzy prowadzą świetnie działające wytwórnie muzyczne, mają własne marki odzieżowe, inwestują w start-upy, nieruchomości, coraz częściej pojawiają się w reklamach. Niektórzy z nich prowadzą również fundacje, które wspierają zdolną młodzież.

Jednym z najbogatszych raperów jest Sokół, znany z grupy WWO. W 2000 r. muzyk założył wytwórnię PROSTO, która z czasem zajęła się również produkcją ciuchów. W jednym z ostatnich wywiadów artysta i przedsiębiorca wyznał, ile jego firma zarabia rocznie.

Instagram.com
Podziel się

- Powyżej 10 milionów zł obrotu rocznie. To nie są jakieś gigantyczne pieniądze, ale takie, że wyszliśmy już z jakiegoś family biznesu – powiedział w rozmowie na youtubowym kanale "Dla Pieniędzy". Prócz Sokoła podobne biznesy prowadzi kilku innych raperów, m.in. Tede, Pezet, Ten Typ Mes. Każdy z nich skupia się na tym samym, czyli wydawaniu płyt oraz sprzedaży ubrań.

Jak widać, kultura hip-hopowa w Polsce przeszła podobną ewolucję jak muzyka disco polowa. Duże pieniądze, pełen profesjonalizm, rzesze wiernych fanów. Chyba nikt nie ma już wątpliwości, że polską sceną rządzi wyłącznie przeciętny pop promowany przez sieciowe rozgłośnie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Polub WP Gwiazdy
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP