Trwa ładowanie...

Taco Hemingway i Dawid Podsiadło porwali Stadion Narodowy. Ale król jest tylko jeden!

Na ten koncert czekały tłumy, bilety rozeszły się w mgnieniu oka. Pierwszy raz w historii polscy artyści "sprzedali” cały Stadion Narodowy. Szkoda, że w efekcie okazało się, że jeden z nich jest zaledwie supportem drugiego.

Share
Taco Hemingway i Dawid Podsiadło porwali Stadion Narodowy. Ale król jest tylko jeden!
Źródło: Materiały prasowe
d5dln5j

Nie bez powodu o tym koncercie mówiło się, że jest wydarzeniem roku. Taco Hemingway i Dawid Podsiadło zawładnęli już dawno masową wyobraźnią. W sobotę na Stadionie Narodowym było to czuć od pierwszej minuty. Skandowanie, piski, burza braw i szalejące tłumy śpiewające każdy wers utworu swoich idoli. Ciężko było nie poddać się tej energii. Uległam i ja, mimo iż przyszłam głównie na drugą część wydarzenia, czyli występ Dawida Podsiadło.

Przez pierwsze dwie godziny scena należała do Taco. Zagrał swoje największe hity, zaprosił gości. Niby wszystko się zgadzało, fani szaleli, Taco dziękował. Osoby, które nie znały jego tekstów na pamięć, miały jednak problem ze zrozumieniem słów. Ogromną powierzchnię sceny Hemingway przez większość czasu dzielił jedynie z DJ-em. Wydawał się zmęczony, co zresztą w pewnym momencie postanowił zakomunikować. "IGI, kochanie, gdziekolwiek jesteś - ledwo żyję, zaraz będę!”.

Wielka szkoda, że mając przed sobą 60-tysięczny tłum (w tym dużą część ślepo zapatrzoną w idola) i dwie godziny do dyspozycji, jedyne na co się zdecydował, to nieco nieprzystające do okoliczności wyznanie uczuć swojej partnerce. Rozentuzjazmowane fanki z pewnością wyniosłyby znacznie więcej z tego koncertu niż kilka miłych chwil przy ulubionych utworach, gdyby zdecydował się na apel w ważnej sprawie. Bo kto ma do nich trafić jak nie idol?

Dwie godziny szybko minęły przy przyjemnym bicie, ale dopiero to, co wydarzyło się później przeszło do historii. Wydawało się, że przed Podsiadło trudne zadanie. Wchodził na scenę po idolu nastolatek, ze znacznie trudniejszym do sprzedania repertuarem. Szybko się jednak okazało, że nie tylko dał radę, ale po kilku pierwszych minutach jego występu, niewielu pamiętało już, co chwilę wcześniej działo się na Narodowym.

d5dln5j

Oczywiście ciężko porównywać oba występy ze względu na zupełnie inny rodzaj wykonywanej muzyki. Dawid wyszedł na scenę z całym zespołem muzyków i chórkami. Co jednak ważniejsze, wyszedł do ludzi również z przesłaniem. Gdy wszystkie oczy były zwrócone w jego stronę i gdy miał uwagę 60-tysięcznego tłumu, zaapelował z telebimów o ochronę środowiska. Mam wrażenie, że 1,5-minutowy, przystępny dla wszystkich przekaz, zrobił więcej dobrego niż liczne działania aktywistów i polityków.

"Wiem, że wiecie, że Ziemia to jest trzecia planeta od Słońca. Wiem też, że wielu z was słyszało o tym, że robi się tutaj odrobinę zbyt ciepło. Zmiany klimatyczne - bardzo niebezpieczne, są bezpośrednim wynikiem naszych działań, naszego przemysłu, nadprodukcji i tak naprawdę jest to ostatni moment, żeby to spowolnić i być może jakoś zatrzymać, choć niektórych zmian nie cofniemy i nie przywrócimy do życia niektórych gatunków zwierząt. Moja jedna prośba do was, to żebyście nie ignorowali tego tematu, szukali informacji. O ile łatwiej jest ignorować jednego człowieka, o tyle trudniej jest ignorować masę. Ludzi jest bardzo dużo i możemy zrobić bardzo wiele. Nasza aktywność może mieć ogromne przełożenie na to, co wydarzy się w przyszłości. To może być "być albo nie być" naszych wnuków i prawnuków” – powiedział Dawid.

Wystarczyło zaledwie półtorej minuty, by zrobić coś ważnego. Po takich zachowaniach poznaje się prawdziwego Artystę. Jego słowom towarzyszyła przejmująca cisza, po której rozbrzmiał gorący aplauz.

Potem było jeszcze lepiej. Nowe aranżacje znanych utworów, świetne wizualizacje, popisy wokalne i energetyczni goście – Krzysztof Zalewski i Kortez w końcówce występu. Doskonały kontakt z publiką, która jak mantrę wypowiadała co i raz imię Podsiadło. Jestem przekonana, że zostanie ono na ustach tysięcy uczestników tego wydarzenia na bardzo długo.

d5dln5j

W sumie cztery godziny koncertu i świetnej zabawy, ale na koniec ciężko było nie odnieść wrażenia, że pierwsze dwie godziny to zaledwie support dla wydarzenia wieczoru. Być może przed koncertem mogło się wydawać, że będzie to występ dwóch równorzędnych muzyków. Po wszystkim stało się jasne, że król jest tylko jeden. Taco w mojej głowie to nadal przede wszystkim meksykańska przekąska, podczas gdy Dawid to danie główne i deser w jednym.

d5dln5j

Podziel się opinią

Share
d5dln5j
d5dln5j