Trwa ładowanie...

Oskarżony o zabicie Roberta Brylewskiego przed sądem. Nowe informacje

- Rozpuściła niebieską pigułkę w szklance, ja poszedłem się wykąpać. Seksu nie było, straciłem świadomość. Musiała mi coś dosypać - opowiadał przed sądem Tomasz J., oskarżony o zamordowanie muzyka Roberta Brylewskiego. Przyznaje, że przed napaścią na Brylewskiego spotkał się z prostytutką.

Share
Oskarżony o zabicie Roberta Brylewskiego przed sądem. Nowe informacjeŹródło: PAP, fot: Wojciech Pacewicz
d4jd1ur

W styczniu 2018 r. Brylewski trafił do Szpitala Praskiego w Warszawie po tym, jak został brutalnie pobity. Jak się okazało, czynu dopuścił się syn właścicielki mieszkania na Pradze, które kupiła partnerka muzyka. Mężczyzna, który był doskonale znany policji, nie mógł pogodzić się z tym, że jego matka pozbywa się lokalu. Napastnik postanowił zemścić się na nowych właścicielach. Kiedy zastał w domu Brylewskiego, wdał się z nim w bójkę. Jak informowaliśmy, muzyk próbował się bronić i ukrył się w pobliskim sklepie, gdzie stracił przytomność. Zmarł 3 czerwca 2018 roku.

Zobacz: Brylewski w "Hardtalk"

Teraz rozpoczął się proces w sprawie śmiertelnego pobicia. Oskarżony - Tomasz J. - opowiedział o tym, co stało się tamtego wieczoru. O sprawie informuje szczegółowo "Gazeta Wyborcza".

d4jd1ur

Jak relacjonują dziennikarze, Tomasz J. zaczął od złożenia kondolencji rodzinie Brylewskiego. Następnie przedstawił swoją wersję wydarzeń.

- Na portalu erodate.pl umówiłem się z prostytutką na całonocne spotkanie. Miała nick Paula 23, ciemne włosy, szczupła, w obcisłych jasnych dżinsach, atrakcyjna. Przygotowałem 3 tys. zł. Od dawna o takim spotkaniu marzyłem - czytamy.

Tomasz J. powiedział także: - Piłem wódkę, popijając wodą. Ona zaproponowała tabletki na potencję, żeby zabawa była lepsza. Rozpuściła niebieską pigułkę w szklance, ja poszedłem się wykąpać. Seksu nie było, straciłem świadomość. Musiała mi coś dosypać. Ocknąłem się na podłodze, wymiotowałem. Wyszedłem z pokoju.

Opisał, że następnie nietrzeźwy zamówił taksówkę, by zabrała go do domu, ale nie pamiętał adresu. Podał ten, pod którym mieszkał wcześniej. Był środek nocy.

d4jd1ur

- Jestem przerażony tym, co się ze mną działo wtedy. Dopadł mnie jakiś brak poczytalności. Nie potrafię inaczej wytłumaczyć tego, że pomyślałem o tym, by odwiedzić rodziców - usłyszeli zebrani na sali sądowej.

Tomasz J. zeznał, że na miejscu wdał się w bójkę z grupą mężczyzn. Dopiero po fakcie miał się dowiedzieć, że jednym z nich był Brylewski. Po rzekomej bójce, której - co ważne - nie potwierdzają świadkowie zdarzenia - Tomasz J. zaczął dobijać się do drzwi swojego dawnego mieszkania, w którym był syn partnerki Brylewskiego. 17-latek opowiedział, że jego zdaniem Tomasz J. był prawdopodobnie pod wpływem jakichś środków odurzających, bo "był taki nakręcony".

Policja, która przyjechała na miejsce, znalazła pobitego Brylewskiego. Z notatki sporządzonej wtedy przed funkcjonariuszy można wyczytać: "Miał liczne obrażenia głowy oraz posiniaczoną twarz. Nie była od niego wyczuwalna woń alkoholu, ale mówił niezrozumiale, zaś kontakt z nim był ograniczony".

Brylewski zmarł kilka tygodni później. Biegli stwierdzili, że stało się to w wyniku "następstwa doznanych obrażeń głowy skutkujące m.in. ciężkim stanem ogólnym i neurologicznym”.

Tomasz J. ma zarzut "spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu" Roberta Brylewskiego poprzez zadanie mu licznych ciosów rękoma i nogami oraz doprowadzenia do muzyka zgonu. Grozi mu za to kara dożywotniego więzienia. Nie przyznaje się do winy.

d4jd1ur
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4jd1ur
d4jd1ur