Trwa ładowanie...

OFF Festival 2023 nie zawiódł. To był kosmiczny lot

OFF wciąż dowodzi, że jest festiwalem jedynym w swoim rodzaju. Robi to, co dawniej, ale z nową energią. Bo tegoroczna edycja, mówiąc potocznie, "dowiozła". Wrażeń, wzruszeń, zaskoczeń. Rozpędziła się, minęła błyskawicznie (kto liczy czas przy dobrej zabawie?) i zostawiła apetyt rozbudzony na więcej.

Udary zagrały "This Is It" The Strokes. Występ Dawida Podsiadło był jedną z największych niespodzianek OFF-aUdary zagrały "This Is It" The Strokes. Występ Dawida Podsiadło był jedną z największych niespodzianek OFF-aŹródło: Materiały prasowe, fot: Michal Murawski ishootmusic.eu
d6byshe
d6byshe

OFF Festival wrócił na swoje dawne tory. Jeszcze do niedawna nie było to takie oczywiste. Ubiegłoroczna edycja, choć bardzo udana ze znakomitym koncertem Iggy’ego Popa, była w zasadzie "jazdą próbną" po pandemicznej przerwie. Nikt nie mógł przewidzieć, jak będzie wyglądała festiwalowa rzeczywistość. Bo w branżę muzyczną, jak i inne, uderzył potężny kryzys. Czy artyści i uczestnicy dopiszą i czy w powietrzu nie wisi powtórka z rozrywki? Pytań nie brakowało.

Artur Rojek nie krył, że od jubileuszowej, 15. (przesuniętej przez pandemię) edycji OFF-a w zasadzie zaczyna się nowa era festiwalu. - To, co się wydarzyło przez ostatnie lata, naznaczyło nas na kolejne. Strach i niepewność zrobiły swoje. Rzeczywistość nie będzie już wyglądała i brzmiała tak samo - przyznał w rozmowie z WP. Zaznaczył wtedy jednak, że nowe okoliczności nie zmieniają jego motywacji do wzmożonej pracy i spojrzenia na festiwal w szerszej perspektywie niż kiedyś.

Zobacz wideo: Artur Rojek: "Czuję się w rozkroku między byciem artystą a dyrektorem artystycznym festiwali"

Nie pozostało więc nic innego, jak sprawdzić w tym roku, jak wygląda "nowa era" OFF-a. Niezaprzeczalnie festiwal się zmienia, ale jednocześnie wygląda i brzmi przyjemnie znajomo. Choć tegoroczna, 16. edycja ruszyła (i w zasadzie odbyła się w całości) niezamierzenie w cieniu dyskusji o kondycji polskich festiwali. Wraz ze startem OFF-a gruchnęła wiadomość o odwołaniu sąsiedzkiego, większego Fest Festiwalu w Parku Śląskim. Impreza w Chorzowie miała ruszyć parę dni po OFF-ie. Tymczasem wybierający się tam fani zostali z nieważnymi biletami i wielkim rozczarowaniem. A organizator ogłosił upadłość.

d6byshe

Pojawiły się głosy, i wśród zgromadzonych dziennikarzy, i uczestników, że rodzima branża festiwalowa (nie tylko zresztą) dostała zadyszki. Że są organizatorzy, którzy nie mierzą, mówiąc oględnie, sił na zamiary, że koncertowo się wyłożyli, przy okazji szkodząc branży. Kolejne imprezy zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu, ale faktycznie utrzymają się przez lata te, które mają ugruntowaną markę i doświadczenie. Albo te, które są charakterne - mają jasno określony profil i proponują treści, których nie znajdziemy nigdzie indziej. Nie potrzebujemy nowych wielkich festiwali. Potrzebujemy dobrych.

Jak OFF. Ten też zaliczał wysokie wzloty i kryzysy. I przetrwał. I co roku pokazuje, że może zaproponować przybywającym melomanom spełnienie najdziwniejszych zachcianek. Że może zaprezentować wykonawców z najróżniejszych gatunków i najróżniejszych zakątków świata. - Utrzymanie statusu festiwalu, który proponuje to, co nieoczywiste, a jednocześnie zadowala młodego i starszego odbiorcę, to nie jest proste zadanie - mówił Rojek. Dowiódł jednak ze swoją ekipą, w tym roku, że wciąż potrafi "dowieźć".

Pusha T dał jedno z największych widowisk OFF-a Materiały prasowe
Pusha T dał jedno z największych widowisk OFF-aŹródło: Materiały prasowe, fot: Michal Murawski ishootmusic.eu

"Jest jak za starych dobrych czasów" - prosty komplement przetaczał się wśród wędrujących sprzed jednej pod drugą scenę. I rzeczywiście, stali bywalcy OFF Festivalu musieli być ukontentowani. Przekrój koncertowy był tak szeroki, jak tylko dało się upchać w zaledwie trzech dniach imprezy. Przez hardcore punk, psychodeliczny rock, soul, free jazz, dream pop, najróżniejsze odcienie hip hopu, po projekty tak przedziwne, że aż chciałoby się je określić "stworzone na kwasie" (jak Special Interest, którym uroku odmówić nie można). A to i tak tylko wycinek tego, co wybrzmiało w Dolinie Trzech Stawów. Nie sposób wymienić wszystkich (i nie sposób było zaliczyć wszystkie), ale każdy z nich był jedyny w swoim rodzaju.

d6byshe

Pierwszego dnia można było pływać - na przykład pomiędzy organicznym, hippisowskim graniem Wojtka Mazolewskiego i jego projektu Yugen a rasowym hardcorem. Start festiwalu już dostarczał niemałych wrażeń. I jeśli chodzi o intensywność doznań, to zaczęło się od ciosu (dźwiękiem oczywiście) w splot słoneczny. OFF! Na OFF-ie (tak, dobrze czytacie) nie pozostawił jeńców. Jeśli przy scenie znaleźli się ci, którzy nie znali tej odsłony kalifornijskiej sceny, mogli się poczuć jak po zderzeniu ze ścianą dźwięku. Mówiąc poważnie, OFF! był po prostu - bezkompromisowy. I magnetyczny. Gratka nie tylko dla fanów punka (a szczególnie fanów wcześniejszej grupy wokalisty, Keitha Morrisa, kultowej Black Flag). Bezczelnie dobry koncert.

Pusha T na OFF Festivalu Materiały prasowe
Pusha T na OFF FestivaluŹródło: Materiały prasowe, fot: Michal Murawski ishootmusic.eu

Koniec wieczoru zafundował totalną zmianę klimatu. Bo na katowickiej scenie zagrał Pusha T – jeden z obecnie najbardziej liczących się graczy na scenie hip-hopowej. Za ten wybór Artura Rojka jeszcze przed festiwalem zalała fala krytyki. Za to, że wybrał takiego headlinera i za to, że między charakterystyczne gitarowe brzmienia wprowadza na główne sceny hip-hop. Tymczasem Pusha T błyskawicznie udowodnił, że wymyka się kategoryzacji. Jego wręcz psychodeliczny koncert momentalnie porwał publikę. I ten, kogo oburzyła obecność rapera, musiał zweryfikować swoje podejście przy ryku ekstatycznie skandującej publiki. Trudno jej się dziwić, skoro raper nazwał ją wprost - rodziną.

d6byshe

Tutaj można przyznać rację Mikołajowi Ziółkowskiemu w kwestii Open'era, że mocno zmienia się festiwalowa publika i jej preferencje. Ale wbrew temu co mówił, nie zmienia się podejście publiki do szeroko pojętych gwiazd rocka (co dosadnie zweryfikowały koncerty Queens Of The Stone Age i Arctic Monkeys). OFF przypomniał, znacznie lepiej niż Open'er (choć na inną skalę), że nie chodzi o zupełną zmianę festiwalowego kursu, ale o różnorodność gatunków i balans. Na OFF-ie żonglowanie gatunkami służyło wszystkim. A już na pewno służył cudownie lekki i barwny, z posmakiem afrobeatu koncert Kokoroko. Idealnie letni.

Spiritualized dali magiczny koncert Materiały prasowe
Spiritualized dali magiczny koncertŹródło: Materiały prasowe, fot: Michal Murawski ishootmusic.eu

Kolejnego dnia OFF nie zwalniał. Tempo wieczoru nadali Gurriers, rozbrykana postpunkowa grupa z Dublina. Energią godną gwiazd rocka rozgrzali zziębniętych festiwalowiczów. Bo trzeba przyznać, że pogoda w tym roku wybitnie nie dopisała. Fani znacznie łagodniejszych brzmień mogli się w tym czasie raczyć koncertem Staples Jr. Singers na Scenie Eksperymentalnej, by później przejść na główną i oddać się tańcom z Nation Of Lanugage. Trio było jednym z najjaśniejszych punktów festiwalu. Ale jak zwykle, najwięcej emocji przyniósł finał wieczoru, bo przyszła pora na terapię dźwiękami.

d6byshe

Bezsprzecznie jednym z najbardziej stylowych i nastrojowych koncertów tegorocznej edycji był występ Spiritualized. To był kosmiczny lot, w którym artyści przenieśli słuchaczy do innego wymiaru. Szlachetny – to najlepsze podsumowanie tego koncertu.

Później przyszła pora na rozwiązanie festiwalowej zagadki, a mianowicie tożsamości grupy Udary, która zagrała debiutancką płytę zespołu The Strokes. I chociaż festiwalowicze mieli pewne podejrzenia, to Dawid Podsiadło wkraczający na scenę wywołał niemałą euforię. Z pewnością znaleźli się tacy, którzy się go tam kompletnie nie spodziewali. Bo oto największy gracz na polskiej mainstreamowej scenie zagrał na najbardziej alternatywnym festiwalu. Niespodzianka udała się świetnie i prawdopodobnie nie pozostawiła ani jednej osoby bez uśmiechu. Było zabawnie, na luzie, energetycznie i bardzo głośno. O to chodziło.

d6byshe

Ale absolutną gwiazdą wieczoru byli Slowdive. Brytyjczycy dali koncert magiczny, zwiewny, otulający (co znów było dość istotne wobec zaskakująco niskiej jak na sierpień temperatury) i skąpany w hitach. "Piękny powrót" - pisała na Instagramie ekipa OFF-a i trudno w skrócie podsumować ten koncert inaczej. Był przepiękny.

Ostatni dzień OFF-a pogodowo nie miał litości. Ulewne deszcze utrzymujące się niemal do wieczora obniżyły jeszcze temperaturę, a trawniki Doliny Trzech Stawów zmieniły się w grząskie, lepkie błoto. Ale nawet niesprzyjająca aura nie przeszkodziła wybuchnąć finałowi festiwalu.

d6byshe

Tego dnia można było zobaczyć zespół Trupa Trupa i Hanię Rani – znakomite "towary eksportowe". Określenie może jest i mało zręcznie, ale polscy muzycy cieszą się niemałym uznaniem za granicą - tak wśród słuchaczy, jak i krytyków. Koncertami na scenie głównej dowiedli kunsztu.

Jeśli chodzi jednak o koncert, który w niedzielę ujął najbardziej, to bezkonkurencyjnie Tamino na Scenie Leśnej. Belgijsko-egipski wokalista dał romantyczny, choć dojmująco smutny koncert i naprawdę trudno będzie o nim zapomnieć. Tamino jest absolutnym zjawiskiem, w którym, cóż, można się zakochać. Połączenie rockowego brzmienia z tradycyjnymi melodiami - to brzmi lepiej niż dobrze. Zapada nie tylko w pamięć. Zapada w serce.

Mgłę wzruszeń rozwiała dość brutalna zmiana klimatu, bo OFF na prawie dwie godziny zmienił się w jedną wielką dyskotekę. Z jednej strony dzięki świetnemu setowi Desire, z drugiej dzięki grupie Confidence Man. I to ona, krótko mówiąc, rozłożyła festiwalowiczów na łopatki. Bo zaserwowała coś pomiędzy electro popem a eurodance, w dodatku w wydaniu rodem z lat 90.

Trudno opisać, co działo się na scenie (włączając w to zmiany strojów i układy choreograficzne pary wokalistów), ale najkrócej można to podsumować jako cudowne kuriozum. Wykonawcy z Australii bawili się tak dobrze, że bez reszty porwali publikę do tańca. Puściły hamulce, zeszło jakiekolwiek zadęcie i sztywność. Tu i ówdzie przetaczały się tylko salwy śmiechu. Ale czy nie o to chodzi w OFF-ie, żeby rozpychać sztywne ramy i łamać schematy? Confidence Man udało się to nader koncertowo.

OFF Festival 2023 zakończył się z przytupem. Choć to i tak mało powiedziane. King Krule zamykający w niedzielę koncerty na głównej scenie zachwycił. Archy Marshall (wokalista ukrywający się pod tym pseudonimem) wspomniał koncert na Tauron Nowa Muzyka sprzed dziesięciu lat i nie krył radości z powrotu do Katowic. Teraz, już nie jako młody obiecujący muzyk, ale artysta z ugruntowaną pozycją wrócił, żeby dać fanom prawdziwą jazdę bez trzymanki. Raz liryczną, romantyczną, raz bezczelnie punkową. Doskonałe widowisko z nieokrzesaną energią . I tylko żal, że musiało się zmieścić w sztywnych czasowych ramach. Chciałoby się go słuchać dłużej. To był finał dowodzący, że OFF ma się dobrze. I nadal rozbudza apetyt na więcej.

Urszula Korąkiewicz, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d6byshe
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d6byshe