Trwa ładowanie...

Broni Funduszu Wsparcia Kultury. Słowa Kazika to "prawdziwie korwinistyczny bełkot"

Emocje wokół dotacji z Funduszu Wsparcia Kultury, który przeznaczył dla znanych polskich artystów bajońskie sumy, nie opadają. "Chodziło o to, żeby ratować kulturę, a nie zastanawiać się, kto ładniej tańczy. Szum wokół tego programu wydaje mi się kontrproduktywny" - ocenia Marta Miłoszewska, konsultująca poczynania Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z ramienia środowisk twórczych.

Share
Bracia Golec tworzący zespół Golec uOrkiestra mieli zostać beneficjentami Funduszu Wsparcia Kultury, przyznano im niemal 2 miliony złotych
Bracia Golec tworzący zespół Golec uOrkiestra mieli zostać beneficjentami Funduszu Wsparcia Kultury, przyznano im niemal 2 miliony złotych
d16lkzx

Maciej Kowalski: W jaki sposób uczestniczyłaś w pracach nad Funduszem Wsparcia Kultury?

Marta Miłoszewska: Jestem wiceprzewodniczącą Gildii Polskich Reżyserek i Reżyserów Teatralnych i z jej ramienia uczestniczę w pracach zespołów przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To dziś dwa grona: tzw. zespół kryzysowy, zajmujący się w szerszym zakresie sytuacją branży kulturalnej oraz zespół ekspercki przy Instytucie Teatralnym. Ten z kolei skupia się przede wszystkim na sprawach dotyczących teatru, a uczestniczy w nim szerokie grono osób związanych z tą dziedziną: przedstawiciele związków zawodowych, stowarzyszeń, dyrektorzy i dyrektorki teatrów.

Marta Miłoszewska, konsultująca poczynania Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z ramienia środowisk twórczych, reżyserka, wykładowczyni akademicka, działaczka społeczna
Marta Miłoszewska, konsultująca poczynania Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z ramienia środowisk twórczych, reżyserka, wykładowczyni akademicka, działaczka społeczna

Czy w ramach prac tych zespołów brałaś udział w przygotowaniu słynnego, mocno krytykowanego, algorytmu, według którego przyznawano wsparcie?

- Nie. Nie mam zielonego pojęcia jak powstał i jak działał ten algorytm. Pracowałam tylko przy wstępnych założeniach tego projektu i tych będę bronić. Był to bowiem pierwszy tego rodzaju program, tworzony bardzo szybko. Mówiąc wprost i w uproszczeniu - nikt tu nie miał oceniać, kto ładniej tańczy. Wikłanie się w tego typu oceny natychmiast niszczy każdy taki projekt. Czy kiedy Ministerstwo Rozwoju realizuje kolejne tarcze ratunkowe, ktoś na nie patrzy pod tym względem? Czy kiedy rząd wykupował interwencyjnie chryzantemy, ktoś oceniał, które są ładniejsze? Nie. Fundusz też uciekał od takich rozważań.

I jesteś zadowolona z efektu, który udało się uzyskać?

- Ja osobiście i Gilida jesteśmy rozdarci. To nie jest – wbrew nazwie – fundusz dla całej kultury, tylko wsparcie dla instytucji, stowarzyszeń i firm, które organizują kulturę w zakresie: teatr, muzyka, taniec i branża koncertowa. To dodatkowy zastrzyk dla branży "rozjechanej" przez COVID, totalnie zamkniętej, która nie ma możliwości dorabiać sobie "wynosami" czy teleporadami. Co prawda to inicjatywa nastawiona na pomoc instytucjom i przedsiębiorcom, ale z naszego punktu widzenia znaczenie miało czy wsparcie otrzymają ludzie, personel, zarówno jeśli chodzi o osoby pracujące na etatach jak i w różnych formach pozaetatowych. Nas interesuje, czy beneficjenci zadbają nie tylko o siebie, ale też o współpracowników, ekipy pracujące na różnych szczeblach. To jest dla nas ważne.

Ale jednak coś poszło nie tak...

- Rozumiem, że zrobiło się głośno o kilku przypadkach: o zespołach Golec uOrkiestra czy Bayer Full. Ale nie mogą one przesłaniać prawdziwego oblicza i rozmiaru tego projektu. Złożono około 2200 wniosków, z czego tylko około stu zostało odrzuconych ze względów formalnych. Oznacza to, że prawie wszystkie podmioty kwalifikujące się do pomocy i składające wnioski, otrzymały wsparcie. Jasne, martwi mnie wiele szczegółów, choćby to, że niektóre teatry np. warszawski Teatr Powszechny otrzymał tylko część wnioskowanych środków.

A ci bogaci celebryci, którzy dostali najwięcej?

- Nie wikłałabym się w zupełnie bezsensowne rozważania, czy Bayer Full to lepsza kultura niż filharmonia. To kontrproduktywne. Istotne pytanie to czy rekompensata dla "Beaty Kozidrak" to pieniądze tylko dla wokalistki, czy dla wszystkich pracowników tego wielkiego przedsiębiorstwa rozrywkowego? W tym momencie tego nie wiem, a to los "szeregowych" pracowników kultury, freelancerów w trudnej sytuacji teraz nas najbardziej interesuje. Czyli, tak jak mówiłam, zamiast szukać tych, którzy potrzebują pomocy, tracimy czas na bezsensowne rozważania, kto ładniej tańczy. A już najbardziej zdenerwowała mnie wypowiedź Kazika Staszewskiego, prawdziwie korwinistyczny bełkot, bardzo szkodliwy dla całej polskiej kultury. Bo on, w dużym skrócie, mówi: "w d****e mam rządowe programy wsparcia, kupujcie moją płytę, to sobie jakoś poradzę". Ale zapomina, że nie każdy działający w obrębie kultury może sprzedać płytę. Przeciętny pracownik czy pracowniczka kultury nie ma twarzy celebryty, wykonuje za grosze ciężką pracę u podstaw, często na dalekiej prowincji i nie poradzi sobie sprzedając efekty swojej działalności, jak Kazik swoje płyty. Po pomocy dla instytucji teraz naprawdę ważny jest następny etap, tarcza dla ludzi kultury, freelancerów – w ministerstwie leżą już nasze propozycje rozwiązań.

Czy to dobrze, że program został wstrzymany?

- Mówiąc szczerze, nie znam szczegółów tych najnowszych decyzji, Ministerstwo wciąż jeszcze nie opublikowało oficjalnego komunikatu. Ale jeśli powód jest taki, że na liście znalazły się wnioski podmiotów z sektora prywatnego, niezwiązanych bezpośrednio z kulturą – trzeba sprawdzić, czy nie doszło do nadużyć i wyjaśnić wątpliwości. Mam tylko nadzieję, że to nie wpłynie na termin wypłat instytucjom publicznym i z sektora NGO, co do których nie ma wątpliwości. Wiele podmiotów jest już w tak ciężkiej sytuacji finansowej, że ta rządowa kroplówka jest im niezbędna. I to jak najszybciej.

Czarny rok dla światowego kina. Przez pandemię nie ma co oglądać

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d16lkzx

Podziel się opinią

Share
d16lkzx
d16lkzx